W weekend miałem okazję obejrzeć dwa klasyki.
Pierwszym z nich był "Cały ten zgiełk" Boba Fosse'ego. No jest to kino przez wielkie K - swoim rozmachem potrafi zawstydzić niejeden hollywoodzki blockbuster. Generalnie dużo bardziej podobała mi się pierwsza część filmu, kiedy główny bohater przygotowuje swoje widowisko - przesłuchania, próby, pokaz próbny dla producentów, flirtowanie z tancerkami, relacje z córką. W ogóle tak sobie pomyślałem, że "Caly ten zgiełk" to twór, który można określić mianem antymusicalu - przynajmniej tak bym określił ten film względem innych produkcji z tego gatunku, które widziałem w przeszłości. Fabuła jest w sumie prosta, jak budowa cepa, ale podana w takiej formie, że może się w głowie zakręcić, na pewno film wielokrotnego użytku. Bez dwóch zdań najlepsza kreacja aktorska Roya Scheidera (tak wiem @ślepy, że zagrał w Szczękach :D), a jako deserek urocza i młodziutka Jessica Lange.
Lepiej oglądało mi się "Kabaret", ale "Cały ten zgiełk" to w sumie ta sama liga. Oba są zajebiste, ale chyba ten drugi dużo bardziej intryguje i skłania do ponownego seansu. Tak czy siak, Bob Fosse wielkim twórcą był.
Drugim klasykiem był "Plusk" Rona Howarda. No to był meh totalny - w sumie fajnie się zaczęło, ale im dalej w las tym gorzej. A finał to już w ogóle - wiem, że to bajeczka dla dorosłych, ale dla mnie to i tak było za dużo. Od momentu misji ratunkowej Madison facepalm za facepalmem. No i del Toro nie taki kontrowersyjny z tym ruchaniem ryb na wielkim ekranie - Howard i Hanks zrobili to dużo wcześniej. Do tego rybką była młoda Daryl Hannah więc pasuje :)
Pierwszym z nich był "Cały ten zgiełk" Boba Fosse'ego. No jest to kino przez wielkie K - swoim rozmachem potrafi zawstydzić niejeden hollywoodzki blockbuster. Generalnie dużo bardziej podobała mi się pierwsza część filmu, kiedy główny bohater przygotowuje swoje widowisko - przesłuchania, próby, pokaz próbny dla producentów, flirtowanie z tancerkami, relacje z córką. W ogóle tak sobie pomyślałem, że "Caly ten zgiełk" to twór, który można określić mianem antymusicalu - przynajmniej tak bym określił ten film względem innych produkcji z tego gatunku, które widziałem w przeszłości. Fabuła jest w sumie prosta, jak budowa cepa, ale podana w takiej formie, że może się w głowie zakręcić, na pewno film wielokrotnego użytku. Bez dwóch zdań najlepsza kreacja aktorska Roya Scheidera (tak wiem @ślepy, że zagrał w Szczękach :D), a jako deserek urocza i młodziutka Jessica Lange.
Lepiej oglądało mi się "Kabaret", ale "Cały ten zgiełk" to w sumie ta sama liga. Oba są zajebiste, ale chyba ten drugi dużo bardziej intryguje i skłania do ponownego seansu. Tak czy siak, Bob Fosse wielkim twórcą był.
Drugim klasykiem był "Plusk" Rona Howarda. No to był meh totalny - w sumie fajnie się zaczęło, ale im dalej w las tym gorzej. A finał to już w ogóle - wiem, że to bajeczka dla dorosłych, ale dla mnie to i tak było za dużo. Od momentu misji ratunkowej Madison facepalm za facepalmem. No i del Toro nie taki kontrowersyjny z tym ruchaniem ryb na wielkim ekranie - Howard i Hanks zrobili to dużo wcześniej. Do tego rybką była młoda Daryl Hannah więc pasuje :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
20-06-2022, 16:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-06-2022, 16:13 przez Pelivaron.)





