military napisał(a):Ja tam stawiam mase dych - jesli na filmie bawilem sie tak, ze dwie godziny zniknely jak za ruchem palki czarownika, to czemu nie?Bo jeśli się już przyjęło skalę 10-punktową, to po to jest w niej aż 10 punktów (względnie 11 dla tych radosnych użytkowników, którzy bez żenady stawiają 0), żeby coś znaczyły. Rację ma freak, że 10/10 oznacza film doskonały i wyjątkowy (niech będzie: w swojej kategorii). Jeśli wystawiasz 10 każdemu filmowi, na którym dwie godziny Ci szybko zleciały, to owszem, Twoje święte prawo tak oceniać, tyle że innym nic to nie mówi, bo ta dziesiątka jest kompletnie zdewaluowana i nie wiadomo, czy oznacza film wyjątkowy, czy po prostu bardzo, bardzo fajny. A to jest spora różnica, którą oddać by mogły... uważaj... będzie szok... ready? steady? here goes: zróżnicowane oceny. Jasne, że każdy może dowolnie bawić się w stawianie ocen -- i Wy też możecie dowolnie szastać dziesiątkami i jedynkami. Ale takie oceny przestają wtedy znaczyć cokolwiek poza: "naprawdę bardzo mi się podobał" i "naprawdę bardzo mi się nie podobał". Zresztą w takim razie dochodzimy do tego, że chyba mam rację w tym, o czym miałem nie wspominać: bo wychodzi na to, że niepotrzebna skala 10-punktowa i wystarczyłoby pięć, względnie sześć gwiazdek :)
Tyle ode mnie tytułem wyjaśnienia sensu tego, co chyba chciał napisać freak. Ale niech każdy znajdzie swój wewnętrzny pokój :P
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
26-06-2008, 19:43






