Dalsza analiza porównawcza animacji z ich aktorskimi remake’ami.
Piękna i Bestia - gdy po latach powtarzałem Piękną i bestię (którą w dzieciństwie tłukłem na okrągło) z rozczarowaniem odkryłem jak średni to był film. Ale i tak planowałem dać mu drugą szansę, szczególnie że czułem w kościach bycie lepszym do aktorskiej wersji. Tym razem w oryginalnym języku. No i opłaciło się. Wciąż zachodzę w głowę, za co dostał nomkę do Oscara za najlepszy film. Ale film doceniam (zwłaszcza po aktorskiej wersji) i sukces częściowo zasłużony. Ale najpierw zacznę od minusów.
Al_jarid zauważył, że ze wszystkich renesansowych filmów Disneya ten wygląda najsłabiej, z czym się zgadzam. Często widać niedopracowany ruch postaci i ich sztywność. Na dodatek zaś zatrzymują się w ruchu niczym w produkcjach Hanna-Babera. I jak w latach 70. wykorzystali gotowce z poprzedników jak końcowa scena będąca przerysowaniem tejże w Śpiącej królewnie. Co utrudnieniem jest szczegółowość projektów (zarówno postaci jak i teł), a te trudniej zanimować płynnie. Mój główny zarzut to fatalne ukrywanie kształtu Bestii. Od samego początku wiem jak wygląda potwór i jak atakuje Maurycego nadal widać szczególy jeszcze, gdy wielki reveal powinien być przy spotkaniu z Bellą. Dobry przykład takiego zabiegu był w Rock & Rule, gdy ukrywali bad guya w ciemnościach i faktycznie niewiadomo było jak wygląda, poza oczami. Co pochwalę to świetny projekt zamku i szczególnie creepy wyszła ta kareta poruszająca się jak pająk. I mimo wszystko wciąż to ładny film.
Czytałem, że Piękna i Bestia miała dość krótki czas produkcji i terminy ją goniły, co niestety widać. Np. przemiana z powrotem człowieka też została zarżnięta przez nieumiejętną postprodukcję, gdyż w wersji surowej rysunek miał ładny światłocień i książę nie wyglądał już jak śćpany Fabio.
Ja dodam, że to najsłabsza disneyowska partytura Alana Menkena. O ile Belle i tytułowa piosenka są dość pamiętne (i najlepsze) tak z resztą miałbym problem zanucić, bo tak są do zapomnienia. Szczególnie, że inne piosenki z renesansu Disneya mogę spokojnie zanucić na pamięć.
Ale nie zgodzę al_jaridem i Mierzwiakiem co do braku chemii między główną parą. Gdyby była mowa o remake'u (o tym w stosownym temacie) to racja, ale nie w animacji. Tak, Bestia jest agresywny i można się dziwić, co Bella w nim widzi i gdzie tu pozory. Jednak po Bestii widać, że źle się czuje z tym, że skrzywdził Bellę nie pozwalając jej się pożegnać z ojcem i chce zapewnić komfort, słucha swej służby. Gdyż wie, że to jedyna szansa na powrót do normalności. W dodatku gniew i frustracja były zrozumiałe w związku z sytuacją jaka go spotkała i zdecydowanie nie robi nadziei, że Bella go pokocha. I żałuje on sytuacji w zachodnim skrzydle.
Także Bella miała okazję zobaczyć, że Bestia chce jakoś ją udobruchać, np. proponuje zamieszkanie w wygodnej komnacie, a nie w zapyziałej celi. Również służba (która wygląda na szczerą) ją zapewnia, że ich pan taki zły nie jest. I stąd wróciła z nim do zamku po walce z wilkami. I po tym stopniowo zbliżają do siebie. I film zgrabnie sugerował, że znajomość nie trwa jakieś trzy dni i Bella mogła siedzieć w zamku nawet miesiąc. I znowu, Bestia cały czas robi wszystko, by Bella go przynajmniej polubiła.
I wszystko to wyszło wiarygodne. Aha, odnośnie śmiechów o syndromie sztokholmskim to Bella od razu rozpacza, że będzie musiała spędzić resztę życie z jakimś futrzakiem i żałuje swej decyzji o wymianie więźniów zrobionej pod wpływem emocji. I choć polubiła Bestię, to gdy ten zwraca jej wolność, widać po niej radość.
No i Bestia miał usprawiedliwienie na bycie gniewnym i niekiedy chamskim. Nie to co główny antagonista - Gaston. Tu akurat jest to jeden z najlepszych disneyowskich villainów. Plus dla twórców, że nie starali się wciskać jakiegoś oczywistego twistu. Gaston od początku jest szowinistycznym dupkiem, który chce capnąć Bellę jedynie dla szpanu i traktuje ją jako kolejne trofeum myśliwskie, marudzi że ksiązki nie mają obrazków (mimo, że książka przez niego oglądana ma obrazki XD) i że kobiety nie powinny czytać, bo się robią za mądre. I bezczelnie ją chce przymusić do ożenku. Co za kutas :D.
I chciałbym zaadresować parę rzeczy jak rzekome dziury fabularne. Np. dziesięć lat w Be Our Guest sugerujące, że książę został zaklęty jak gówniak, gdy to bardziej należy traktować metaforycznie. Z kolei mieszkańcy wioski może mieli nienajlepsze zdanie o Belli, ale nic do niej nie mieli i ją tolerowali. A jedynie Gaston wykazuje pozytywną prymitywność cytując Bellę. I mogę zrozumieć, czemu łatwo zdecydowali wsadzić Maurycego do czubków, bo był w typie zwariowanego wynalazcy i mogli uważać za pomyleńca szczególnie, gdy pieprzy o jakimś potworze. I jak ktoś powie, że zacofane wieśniaki powinny wierzyć w potwory, bo to XVIII-wieczna Francja, to polemizowałbym.
To, że używają bonżur i szyldy mają francuskie nazwy (i to niekonsekwentnie, bo księgarz ma bookseller, a tawerna Ye Pub), nie znaczy że to Francja. Dobra, w Be Our Guest Płomyk mówi "This is France", choć można wziąć w nawias (i sztućce tworzą Wieżę Eiffla, która jeszcze nie była w planach) jak te 10 lat. I w tej samej piosence menu podawane Belli jest po angielsku. I w Mob Song jest "50 Frenchmen". No niech będzie. Przy czym stawiam, że to kolejna bajkowa nibylandia znajdująca się siedmioma wszystkim aniżeli XVIII-wieczna Francja. Mieszkańcy trochę mają pomieszanie z poplątaniem jeśli chodzi o modę (a niektóre stroje popadają w początek XIX wieku), a Gaston wśród swych trofeów ma bielika amerykańskiego i indyka, które nie żyją w Europie. Już nie wspomnę, że zamek Bestii to jakiś kiczowata wersja Neuschwansteinu niż coś z rokoko czy wcześniejszych lat. I Bestia to żaden Burbon i w oryginalnym skrypcie Woolverton Bestia był diukiem aniżeli następcą tronu (co ma więcej sensu, szczególnie iż służba zwraca się do niego per "jaśnie pan").
Co bym pochwalił jeszcze to voice acting. Wszyscy są dopasowani do swych ról i na pewno szybciej zobaczę to niż w wersji z dubbingiem (chyba, że wypłynie ten z 1993 roku w reżyserii Marii Piotrowskiej). Szczególne brawa należą się Robby’emu Bensonowi jako Bestii i dziw bierze, że stworzył głos potwora bez żadnego postprodukcyjnego wspomagania.
7,5/10
Ciekawostka - Don Bluth planował własną Piękną i Bestię, jeszcze przed tą disneyowską. I gdy Mysz dała zielone światło swej wersji, to Columbia Pictures zrezygnowała z projektu. Trochę szkoda, bo byłaby to ciekawa interpretacja.
Piękna i Bestia - gdy po latach powtarzałem Piękną i bestię (którą w dzieciństwie tłukłem na okrągło) z rozczarowaniem odkryłem jak średni to był film. Ale i tak planowałem dać mu drugą szansę, szczególnie że czułem w kościach bycie lepszym do aktorskiej wersji. Tym razem w oryginalnym języku. No i opłaciło się. Wciąż zachodzę w głowę, za co dostał nomkę do Oscara za najlepszy film. Ale film doceniam (zwłaszcza po aktorskiej wersji) i sukces częściowo zasłużony. Ale najpierw zacznę od minusów.
Al_jarid zauważył, że ze wszystkich renesansowych filmów Disneya ten wygląda najsłabiej, z czym się zgadzam. Często widać niedopracowany ruch postaci i ich sztywność. Na dodatek zaś zatrzymują się w ruchu niczym w produkcjach Hanna-Babera. I jak w latach 70. wykorzystali gotowce z poprzedników jak końcowa scena będąca przerysowaniem tejże w Śpiącej królewnie. Co utrudnieniem jest szczegółowość projektów (zarówno postaci jak i teł), a te trudniej zanimować płynnie. Mój główny zarzut to fatalne ukrywanie kształtu Bestii. Od samego początku wiem jak wygląda potwór i jak atakuje Maurycego nadal widać szczególy jeszcze, gdy wielki reveal powinien być przy spotkaniu z Bellą. Dobry przykład takiego zabiegu był w Rock & Rule, gdy ukrywali bad guya w ciemnościach i faktycznie niewiadomo było jak wygląda, poza oczami. Co pochwalę to świetny projekt zamku i szczególnie creepy wyszła ta kareta poruszająca się jak pająk. I mimo wszystko wciąż to ładny film.
Czytałem, że Piękna i Bestia miała dość krótki czas produkcji i terminy ją goniły, co niestety widać. Np. przemiana z powrotem człowieka też została zarżnięta przez nieumiejętną postprodukcję, gdyż w wersji surowej rysunek miał ładny światłocień i książę nie wyglądał już jak śćpany Fabio.
Ja dodam, że to najsłabsza disneyowska partytura Alana Menkena. O ile Belle i tytułowa piosenka są dość pamiętne (i najlepsze) tak z resztą miałbym problem zanucić, bo tak są do zapomnienia. Szczególnie, że inne piosenki z renesansu Disneya mogę spokojnie zanucić na pamięć.
Ale nie zgodzę al_jaridem i Mierzwiakiem co do braku chemii między główną parą. Gdyby była mowa o remake'u (o tym w stosownym temacie) to racja, ale nie w animacji. Tak, Bestia jest agresywny i można się dziwić, co Bella w nim widzi i gdzie tu pozory. Jednak po Bestii widać, że źle się czuje z tym, że skrzywdził Bellę nie pozwalając jej się pożegnać z ojcem i chce zapewnić komfort, słucha swej służby. Gdyż wie, że to jedyna szansa na powrót do normalności. W dodatku gniew i frustracja były zrozumiałe w związku z sytuacją jaka go spotkała i zdecydowanie nie robi nadziei, że Bella go pokocha. I żałuje on sytuacji w zachodnim skrzydle.
Także Bella miała okazję zobaczyć, że Bestia chce jakoś ją udobruchać, np. proponuje zamieszkanie w wygodnej komnacie, a nie w zapyziałej celi. Również służba (która wygląda na szczerą) ją zapewnia, że ich pan taki zły nie jest. I stąd wróciła z nim do zamku po walce z wilkami. I po tym stopniowo zbliżają do siebie. I film zgrabnie sugerował, że znajomość nie trwa jakieś trzy dni i Bella mogła siedzieć w zamku nawet miesiąc. I znowu, Bestia cały czas robi wszystko, by Bella go przynajmniej polubiła.
I wszystko to wyszło wiarygodne. Aha, odnośnie śmiechów o syndromie sztokholmskim to Bella od razu rozpacza, że będzie musiała spędzić resztę życie z jakimś futrzakiem i żałuje swej decyzji o wymianie więźniów zrobionej pod wpływem emocji. I choć polubiła Bestię, to gdy ten zwraca jej wolność, widać po niej radość.
No i Bestia miał usprawiedliwienie na bycie gniewnym i niekiedy chamskim. Nie to co główny antagonista - Gaston. Tu akurat jest to jeden z najlepszych disneyowskich villainów. Plus dla twórców, że nie starali się wciskać jakiegoś oczywistego twistu. Gaston od początku jest szowinistycznym dupkiem, który chce capnąć Bellę jedynie dla szpanu i traktuje ją jako kolejne trofeum myśliwskie, marudzi że ksiązki nie mają obrazków (mimo, że książka przez niego oglądana ma obrazki XD) i że kobiety nie powinny czytać, bo się robią za mądre. I bezczelnie ją chce przymusić do ożenku. Co za kutas :D.
I chciałbym zaadresować parę rzeczy jak rzekome dziury fabularne. Np. dziesięć lat w Be Our Guest sugerujące, że książę został zaklęty jak gówniak, gdy to bardziej należy traktować metaforycznie. Z kolei mieszkańcy wioski może mieli nienajlepsze zdanie o Belli, ale nic do niej nie mieli i ją tolerowali. A jedynie Gaston wykazuje pozytywną prymitywność cytując Bellę. I mogę zrozumieć, czemu łatwo zdecydowali wsadzić Maurycego do czubków, bo był w typie zwariowanego wynalazcy i mogli uważać za pomyleńca szczególnie, gdy pieprzy o jakimś potworze. I jak ktoś powie, że zacofane wieśniaki powinny wierzyć w potwory, bo to XVIII-wieczna Francja, to polemizowałbym.
To, że używają bonżur i szyldy mają francuskie nazwy (i to niekonsekwentnie, bo księgarz ma bookseller, a tawerna Ye Pub), nie znaczy że to Francja. Dobra, w Be Our Guest Płomyk mówi "This is France", choć można wziąć w nawias (i sztućce tworzą Wieżę Eiffla, która jeszcze nie była w planach) jak te 10 lat. I w tej samej piosence menu podawane Belli jest po angielsku. I w Mob Song jest "50 Frenchmen". No niech będzie. Przy czym stawiam, że to kolejna bajkowa nibylandia znajdująca się siedmioma wszystkim aniżeli XVIII-wieczna Francja. Mieszkańcy trochę mają pomieszanie z poplątaniem jeśli chodzi o modę (a niektóre stroje popadają w początek XIX wieku), a Gaston wśród swych trofeów ma bielika amerykańskiego i indyka, które nie żyją w Europie. Już nie wspomnę, że zamek Bestii to jakiś kiczowata wersja Neuschwansteinu niż coś z rokoko czy wcześniejszych lat. I Bestia to żaden Burbon i w oryginalnym skrypcie Woolverton Bestia był diukiem aniżeli następcą tronu (co ma więcej sensu, szczególnie iż służba zwraca się do niego per "jaśnie pan").
Co bym pochwalił jeszcze to voice acting. Wszyscy są dopasowani do swych ról i na pewno szybciej zobaczę to niż w wersji z dubbingiem (chyba, że wypłynie ten z 1993 roku w reżyserii Marii Piotrowskiej). Szczególne brawa należą się Robby’emu Bensonowi jako Bestii i dziw bierze, że stworzył głos potwora bez żadnego postprodukcyjnego wspomagania.
7,5/10
Ciekawostka - Don Bluth planował własną Piękną i Bestię, jeszcze przed tą disneyowską. I gdy Mysz dała zielone światło swej wersji, to Columbia Pictures zrezygnowała z projektu. Trochę szkoda, bo byłaby to ciekawa interpretacja.
13-07-2022, 16:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-07-2022, 21:54 przez OGPUEE.)





