Aladyn (1992) - mój pierwszy film zaliczony w kinie (miałem wtedy dwa lata). I przez długi czas nawet nie wiedziałem, że to był Aladyn. Ba, dość długo ciężko było znaleźć informacje czy miał w ogóle polską kinową premierę. Wtedy jakoś w pamięci zakodowało się, że Gazeem wchodzący do Jaskini Cudów to Goofy (z disneyowskimi krótkometrażówkami byłem już zapoznany), zaś sama Jaskinia to wielki gadający wieloryb. I ujęcie panoramy wschodzącego Agrabahu wziąłem za tego samego wieloryba. I dopiero jak na przełomie gimnazjum/liceum obejrzałem z siostrą, wspomnienia się odblokowały i dodałem dwa do dwóch.
Jak ten film pięknie się prezentuje. Rok po Pięknej i Bestii i totalna przepaść. Bardzo płynne ruchy, silne, żywe kolory. Do tej pory wygląda to świetnie! Tak, ucieczka przed lawą wygląda jak render z pierwszego Playstation, ale wtedy musiało robić wrażenie. Za to komputerowa Jaskinia Cudów nadal się trzyma. Chciałbym przenieść się z powrotem do 1993 roku i obejrzeć na dużym ekranie i ujrzeć reakcje. Przy okazji są tu jedne z najlepszych piosenek w renesansie - potrafię każdą zanucić na zawołanie i mocno wwiercają się w ucho.
Mówi się, że to de facto pierwsza animacja Dreamworksa, gdyż Dżin to nośnik popkulturowych nawiązań, a w polskim dubbingu jest jeden swojski tekst - o Małpce Fiki-Miki i Koziołku Matołku. Jednak Dżin działa tak dobrze, bo tyle samo czasu poświęconego na śmieszkowanie, co na sceny poważne - pragnienie wolności, rozmowa z Alem by powiedzieć Dżasiminie prawdę. Krótko - dżin jest postacią. I jak teraz oglądałem, to zaskoczyło mnie że jego jest dość relatywnie mało i uwaga skupia się Aladynie i Dżasminie. Pokuszę się, że Dżasmina czy nawet Jago ma większy screentime niż Dżin.
Co prawda Dżin to ten "śmieszny", ale wbrew pozorom Aladyn też. Serio, człowiek spodziewa się, że Aladyn to będzie ten poważny i nudny (jak np. w serialu tv), a wiele razy wplątuje się w komediowe sytuacje, rzuca zabawnymi tekstami i ma osobowość. Zawsze człowiek się śmieje, że disneyowski romans trwa trzy dni. W przypadku Aladyna - faktycznie. Al i Dżasmina znają jedynie trzy dni, po których chcą się żenić :D. Jednocześnie czuć pomiędzy nimi chemię i wierzę w to, że mają ku sobie. Nie jestem fanem dawania comic reliefów poważnym czarnym charakterom (a takim jest Dżafar), bo to zabiera im grozę. Jednak Jago wypada całkiem przyjemnie i choć jest nośnikiem humoru to kawał śliskiego złamasa i stąd zabawniej się ogląda, jak dostaje komediowo w kuper (coś jak Louis de Funes). Dżafar równie pamiętny - przy okazji to kolejny villain oskarżony o queercoding - co jest bzdurą. No, chyba że mówimy o Dżafarze z wersji live action - ten głosik i wypielęgnowana bródka.
Jako, że to "stary film" to pojawiły się oskarżenia o rasizm, orientalizm i inne -izmy. M.in. "Z obcinaniem uszu" - swoją drogą piosenkę tą napisał Howard Ashman, który był żydowskiego pochodzenia :). I dla pewności sprawdziłem Menkena - też jest koszerny. A ówczesnym CEO Disneya był - chyba się domyślacie. Więc jeśli usłyszycie, że z Aladyn powodu Arabskiej nocy jest rasistowski i powiela szkodliwe stereotypy, to daję wam argument na kogo zwalić faktyczną winę ;).
I przykładowo ten kupiec, co chciał urżnąć łapę Dżasminie - jako szkodliwy stereotyp szowinistycznego dzikiego Araba, bo w rzeczywistości serio traktowali prawo - ta, na pewno wszyscy obywatele jak jeden mąż przestrzegali litery prawa i gardzili samosądem (plus podejrzewam, że jakby w tamtych czasach sprzedawca sam wymierzył sprawiedliwość, sędzia wydałby wyrok na jego korzyść). Poza tym w filmie WSZYSCY są tu Semitami (więc jaki kurła rasizm?!) i jeśli kogoś obraża to handlarzy owocami i zwolenników Drugiej Poprawki. Poza tym miał powód do wkurwu - baba miga się od zapłaty i powołuje się na układy. Ja się z nim solidaryzuję - ze złodziejami trzeba krótko (i ten właściciel kebabowni z Ełku w normalnym kraju dostałby medal za wyrwanie chwasta). Też fajnie pokazano charakter Aladyna, bo przedstawia Dżasminę nie jako żonę lub narzeczoną, ale jako siostrę.
Osobiście oskarżenia te traktuję z przymrużeniem oka, ale rozumiem narzekania. Bo nie oszukujmy się - disneyowskie adaptacje europejskich baśni to także pierdolnik i nie pierwszy raz, gdy Amerykanie są ignorantami (i "ignorancja" jest bardziej właściwym słowem niż "rasizm") i filtrują inną kulturę pod siebie.
Pierwszy raz z oryginalnym językiem. I teraz widzę jakim przestrzelonym castingiem był Bednarski jako Dżafar w polskim dubie. Generalnie obsada głosowa dosyć dobra, ale aktorka grająca Dżasminę to wyjątkowe drewno (Skrzynecka lepsza). Mówili, że Williamsa nic nie przebije a ja powiem, że tak. Ten ktoś to Krzysztof Tyniec w roli życia.
9/10
Jak ten film pięknie się prezentuje. Rok po Pięknej i Bestii i totalna przepaść. Bardzo płynne ruchy, silne, żywe kolory. Do tej pory wygląda to świetnie! Tak, ucieczka przed lawą wygląda jak render z pierwszego Playstation, ale wtedy musiało robić wrażenie. Za to komputerowa Jaskinia Cudów nadal się trzyma. Chciałbym przenieść się z powrotem do 1993 roku i obejrzeć na dużym ekranie i ujrzeć reakcje. Przy okazji są tu jedne z najlepszych piosenek w renesansie - potrafię każdą zanucić na zawołanie i mocno wwiercają się w ucho.
Mówi się, że to de facto pierwsza animacja Dreamworksa, gdyż Dżin to nośnik popkulturowych nawiązań, a w polskim dubbingu jest jeden swojski tekst - o Małpce Fiki-Miki i Koziołku Matołku. Jednak Dżin działa tak dobrze, bo tyle samo czasu poświęconego na śmieszkowanie, co na sceny poważne - pragnienie wolności, rozmowa z Alem by powiedzieć Dżasiminie prawdę. Krótko - dżin jest postacią. I jak teraz oglądałem, to zaskoczyło mnie że jego jest dość relatywnie mało i uwaga skupia się Aladynie i Dżasminie. Pokuszę się, że Dżasmina czy nawet Jago ma większy screentime niż Dżin.
Co prawda Dżin to ten "śmieszny", ale wbrew pozorom Aladyn też. Serio, człowiek spodziewa się, że Aladyn to będzie ten poważny i nudny (jak np. w serialu tv), a wiele razy wplątuje się w komediowe sytuacje, rzuca zabawnymi tekstami i ma osobowość. Zawsze człowiek się śmieje, że disneyowski romans trwa trzy dni. W przypadku Aladyna - faktycznie. Al i Dżasmina znają jedynie trzy dni, po których chcą się żenić :D. Jednocześnie czuć pomiędzy nimi chemię i wierzę w to, że mają ku sobie. Nie jestem fanem dawania comic reliefów poważnym czarnym charakterom (a takim jest Dżafar), bo to zabiera im grozę. Jednak Jago wypada całkiem przyjemnie i choć jest nośnikiem humoru to kawał śliskiego złamasa i stąd zabawniej się ogląda, jak dostaje komediowo w kuper (coś jak Louis de Funes). Dżafar równie pamiętny - przy okazji to kolejny villain oskarżony o queercoding - co jest bzdurą. No, chyba że mówimy o Dżafarze z wersji live action - ten głosik i wypielęgnowana bródka.
Jako, że to "stary film" to pojawiły się oskarżenia o rasizm, orientalizm i inne -izmy. M.in. "Z obcinaniem uszu" - swoją drogą piosenkę tą napisał Howard Ashman, który był żydowskiego pochodzenia :). I dla pewności sprawdziłem Menkena - też jest koszerny. A ówczesnym CEO Disneya był - chyba się domyślacie. Więc jeśli usłyszycie, że z Aladyn powodu Arabskiej nocy jest rasistowski i powiela szkodliwe stereotypy, to daję wam argument na kogo zwalić faktyczną winę ;).
I przykładowo ten kupiec, co chciał urżnąć łapę Dżasminie - jako szkodliwy stereotyp szowinistycznego dzikiego Araba, bo w rzeczywistości serio traktowali prawo - ta, na pewno wszyscy obywatele jak jeden mąż przestrzegali litery prawa i gardzili samosądem (plus podejrzewam, że jakby w tamtych czasach sprzedawca sam wymierzył sprawiedliwość, sędzia wydałby wyrok na jego korzyść). Poza tym w filmie WSZYSCY są tu Semitami (więc jaki kurła rasizm?!) i jeśli kogoś obraża to handlarzy owocami i zwolenników Drugiej Poprawki. Poza tym miał powód do wkurwu - baba miga się od zapłaty i powołuje się na układy. Ja się z nim solidaryzuję - ze złodziejami trzeba krótko (i ten właściciel kebabowni z Ełku w normalnym kraju dostałby medal za wyrwanie chwasta). Też fajnie pokazano charakter Aladyna, bo przedstawia Dżasminę nie jako żonę lub narzeczoną, ale jako siostrę.
Osobiście oskarżenia te traktuję z przymrużeniem oka, ale rozumiem narzekania. Bo nie oszukujmy się - disneyowskie adaptacje europejskich baśni to także pierdolnik i nie pierwszy raz, gdy Amerykanie są ignorantami (i "ignorancja" jest bardziej właściwym słowem niż "rasizm") i filtrują inną kulturę pod siebie.
Pierwszy raz z oryginalnym językiem. I teraz widzę jakim przestrzelonym castingiem był Bednarski jako Dżafar w polskim dubie. Generalnie obsada głosowa dosyć dobra, ale aktorka grająca Dżasminę to wyjątkowe drewno (Skrzynecka lepsza). Mówili, że Williamsa nic nie przebije a ja powiem, że tak. Ten ktoś to Krzysztof Tyniec w roli życia.
9/10
19-07-2022, 13:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-07-2022, 00:52 przez OGPUEE.)





