(02-08-2022, 00:06)OGPUEE napisał(a): Romeo musi umrzeć - czy ten film nie powinien być na listach tych wszystkich woke/progresywnych serwisów lub uznawany za przełom? W głównej obsadzie nie ma ani jednego białego, a jakikolwiek białas pojawia się grubo po pół godziny i to na moment (i to rok 2000!). Może dlatego, że reżyserem był biały (i to nasz rodak - Polak!)? Ma symptomy stylistyki kina z początku 2000s (jak chociażby rentgeny podczas fatality serwowanych przez Chińczyków), ale to nie było jeszcze tak nieznośne. Zaś bardziej siedzi jeszcze w późnych latach 90. (nostalgia bitches!). Sceny akcji nakręcone zacnie (mimo widocznego bluescreenu i wygumkowanych sznurków w końcowym pojedynku).. Nawet gruby Murzyn robiący za comic reliefa, co pojawił się w późniejszych filmach Bartkowiaka w tej samej roli nie irytuje (głównie dlatego, że robi tu za złego i dostaje zasłużony wpiernicz od Jeta Li).
7/10
Też lubię ten film, ale wystarczy porównać ten pierwszoplanowy debiut Jeta Li w amerykańskiej produkcji, a debiut Jackiego Chana (Draka w Bronksie), żeby zrozumieć, iż mimo czynionych kiedyś porównań, nie ma czego porównywać. Do dzisiaj nie mogę skumać, czemu w poważnym filmie, za jaki kreował się RMD, zdecydowano się na tak paskudne zagranie jak te sznurki. I one nie były tylko w ostatniej scenie. Przypominam sobie jeszcze scenę grania w futbol amerykański w parku i jak go złapali w domu murzynki. On dosłownie latał w tych scenach. Do tego beznadziejna choreografia.
Jackie Chan był po prostu odważniejszym i bardziej kompletnym twórcą, który mocniej angażował się w wiele aspektów swoich produkcji. Tak naprawdę istniała tylko jedna wada. Żeby jego sceny walki wyglądały najlepiej jak się da, do ról aktorskich angażował kaskaderów, którzy zwyczajnie nie potrafili grać. Wyglądało to okropnie. Za to sceny walki, absolutny top:
02-08-2022, 23:45





