Geostorm z 2017r.
Film-bigos. Tutaj jest taki miszmasz gatunkowy że łociępanie: "Grawitacja + Pojutrze + 8 Części Prawdy + 2012 + coś jeszcze". Można się pogubić w ilościach zapożyczeń z gatunków lub konkretnych filmów.
W skrócie leci tak: Natura nas wykańcza więc cała ludzkość rączka w rączkę tworzą ogromną sieć satelitów dookoła ziemi, które to potrafią w stylu mumbo-jumbo wpływać na pogodę, niwelując burze, huragany, susze i powodzie. W pewnym momencie anomalia lub awaria sprawia, że satelity zaczynają niszczyć miasta i regiony w iście diabelski sposób. Gerard Buttler, twórca systemu satelitów o nazwie Holender, rusza na misję aby odkryć usterkę i uratować świat. Oczekiwałem jakiegoś gadanego kupsztala a otrzymałem napakowany akcją blockbuster który logikę miał na orbicie Saturna. I wcale nie było to tragiczne tylko okropnie i strasznie przekombinowane.
Koncept tych satelitów jest ciekawy. Pomijam całkowicie logikę czy wątek naukowy, bo to radosna twórczość, ale samo w sobie jest ciekawym i dość oryginalnym rozwiązaniem. Na tym polu film stara się dostarczyć czegoś świeżego. W między czasie można odkryć, czym naprawdę jest Holender i zaczyna się wątek główny, który bogaty jest w pościgi, intrygę, strzelaniny. W tle przejawia się aktywność Holendra, który robi np. burzę gradu, tsunami, smaży Moskwę i Hong Kong i ogólnie sprowadza katastrofy rozmiarów koszmarnych. Jeszcze w między czasie sporo akcji dzieje się na stacji kosmicznej. Jak już napisałem wyżej - jest tutaj bigos z wielu składników i niemal każdy stara się wybić w jakiejś scenie. Sceny generalnie to koszmarki CGI z małymi wyjątkami: stacja kosmiczna i w zasadzie większość zabaw na orbicie wygląda całkiem całkiem, za to twistery i inne takie w CGI to kaszanka. Za wyjątkiem ujęcia tsunami w Dubaju, większość efektów wali komputerem na kilometr.
Całkiem dobrze wypada obsada: są dwie ładne panie w osobach Alexandy Marii Lary (ta z Der Untertag) i Abbie Cornish (ta z Robokopa 2014) i nawet coś tam grają, ale z pierwszej babki zrobili taki stereotyp że witki opadają. Buttler gra to co zawsze - bez szału. Sturgess z kolei przeszarżował swoją rolę i jakoś mi nie odpowiadał. W dalszym planie jest Ed Harris i Andy Garcia.
Ogólnie całość wygląda jakby to pisał Emmerich na poważnie a ktoś wziął się zawziął i dołożył patenty z innych filmów, klejąc tego Frankensteina. Mimo głupot i bzdur i tak nie to jakimś cudem wciągnęło.
5/10
Film-bigos. Tutaj jest taki miszmasz gatunkowy że łociępanie: "Grawitacja + Pojutrze + 8 Części Prawdy + 2012 + coś jeszcze". Można się pogubić w ilościach zapożyczeń z gatunków lub konkretnych filmów.
W skrócie leci tak: Natura nas wykańcza więc cała ludzkość rączka w rączkę tworzą ogromną sieć satelitów dookoła ziemi, które to potrafią w stylu mumbo-jumbo wpływać na pogodę, niwelując burze, huragany, susze i powodzie. W pewnym momencie anomalia lub awaria sprawia, że satelity zaczynają niszczyć miasta i regiony w iście diabelski sposób. Gerard Buttler, twórca systemu satelitów o nazwie Holender, rusza na misję aby odkryć usterkę i uratować świat. Oczekiwałem jakiegoś gadanego kupsztala a otrzymałem napakowany akcją blockbuster który logikę miał na orbicie Saturna. I wcale nie było to tragiczne tylko okropnie i strasznie przekombinowane.
Koncept tych satelitów jest ciekawy. Pomijam całkowicie logikę czy wątek naukowy, bo to radosna twórczość, ale samo w sobie jest ciekawym i dość oryginalnym rozwiązaniem. Na tym polu film stara się dostarczyć czegoś świeżego. W między czasie można odkryć, czym naprawdę jest Holender i zaczyna się wątek główny, który bogaty jest w pościgi, intrygę, strzelaniny. W tle przejawia się aktywność Holendra, który robi np. burzę gradu, tsunami, smaży Moskwę i Hong Kong i ogólnie sprowadza katastrofy rozmiarów koszmarnych. Jeszcze w między czasie sporo akcji dzieje się na stacji kosmicznej. Jak już napisałem wyżej - jest tutaj bigos z wielu składników i niemal każdy stara się wybić w jakiejś scenie. Sceny generalnie to koszmarki CGI z małymi wyjątkami: stacja kosmiczna i w zasadzie większość zabaw na orbicie wygląda całkiem całkiem, za to twistery i inne takie w CGI to kaszanka. Za wyjątkiem ujęcia tsunami w Dubaju, większość efektów wali komputerem na kilometr.
Całkiem dobrze wypada obsada: są dwie ładne panie w osobach Alexandy Marii Lary (ta z Der Untertag) i Abbie Cornish (ta z Robokopa 2014) i nawet coś tam grają, ale z pierwszej babki zrobili taki stereotyp że witki opadają. Buttler gra to co zawsze - bez szału. Sturgess z kolei przeszarżował swoją rolę i jakoś mi nie odpowiadał. W dalszym planie jest Ed Harris i Andy Garcia.
Ogólnie całość wygląda jakby to pisał Emmerich na poważnie a ktoś wziął się zawziął i dołożył patenty z innych filmów, klejąc tego Frankensteina. Mimo głupot i bzdur i tak nie to jakimś cudem wciągnęło.
5/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
01-10-2022, 07:48





