Dzisiaj rocznica ogłoszenia Dnia Niepodległości przez Radę Regencyjną, więc jak świętować ten zacny dzień? Ano obejrzeć horror znad Wisły w ramach halloweenowego maratonu:
Lokis: Rękopis profesora Wittembacha - od jakiegoś czasu się przymierzałem, bo polski film grozy i to w odnowionej wersji za darmo. Jest październik, jest impreza. Majewski miał kilka razy przygodę z kinem fantasy/horrorem za sprawą Awatara czy Opowieści niezwykłych (i w Sublokatorze był motyw przywoływania duchów i zastosowano zdjęcia trickowe). I realizacyjnie było lepiej w polskiej kinematografii, więc byłem nastawiony pozytywnie.
Już intro z okularami i posępną muzyką Kilara robiło wrażenie. Jak lekarz opowiedział historię o niedźwiedziu, to już mniej więcej wiedziałem jaka jest tajemnica. Jeszcze scena jak hrabia złapał jastrzębia jak jakiś kot - za dużo zbiegów okoliczności. Niestety, zdecydowanie to film kostiumowy, bo grozy tu jak na lekarstwo. Mam wrażenie, że twórcy nie chcieli robić jednoznacznego horroru, bo ten nigdy nie miał powodzenia u krytyków (i literatów). Widać to w końcówce, gdy rozwiązanie sprawy zostawiono do interpretacji widza.
Częściowo to dobry zabieg, bo film podnosi kwestię zaboboństwa i przesądów lokalnych warstw niższych. Jak Wittembach jedzie z woźnicą przez bagna, to w nich bulgocze woda ilustrowana monologiem o niemieckim diable. Albo jak główny bohater nocuje w jakiejś krypcie, to jest brany za marę przez nadleśniczego Popescu z Wściekłych pięści węża (świetna gra świateł). Albo jakaś baba jaga, którą na pewno gra chłop, przechodzi przez bagno niczym Jezus i równie dobrze mogła to by ukryta kłoda.
Jednak wolałbym pełnoprawny horror, szczególnie reżyser sugestywnie daje grozę i klimatu jest sporo. I dobrze się sprawdza zasada „mniej znaczy więcej”. W sumie szkoda, że więcej horrorów tu nie powstawało i dalej mało powstaje. Szczególnie, że ten gatunek to dobre ćwiczenie do szlifowania reżyserskiego fachu (budowa napięcia itp.), a też nie potrzeba wysokiego budżetu.
7/10
Lokis: Rękopis profesora Wittembacha - od jakiegoś czasu się przymierzałem, bo polski film grozy i to w odnowionej wersji za darmo. Jest październik, jest impreza. Majewski miał kilka razy przygodę z kinem fantasy/horrorem za sprawą Awatara czy Opowieści niezwykłych (i w Sublokatorze był motyw przywoływania duchów i zastosowano zdjęcia trickowe). I realizacyjnie było lepiej w polskiej kinematografii, więc byłem nastawiony pozytywnie.
Już intro z okularami i posępną muzyką Kilara robiło wrażenie. Jak lekarz opowiedział historię o niedźwiedziu, to już mniej więcej wiedziałem jaka jest tajemnica. Jeszcze scena jak hrabia złapał jastrzębia jak jakiś kot - za dużo zbiegów okoliczności. Niestety, zdecydowanie to film kostiumowy, bo grozy tu jak na lekarstwo. Mam wrażenie, że twórcy nie chcieli robić jednoznacznego horroru, bo ten nigdy nie miał powodzenia u krytyków (i literatów). Widać to w końcówce, gdy rozwiązanie sprawy zostawiono do interpretacji widza.
Częściowo to dobry zabieg, bo film podnosi kwestię zaboboństwa i przesądów lokalnych warstw niższych. Jak Wittembach jedzie z woźnicą przez bagna, to w nich bulgocze woda ilustrowana monologiem o niemieckim diable. Albo jak główny bohater nocuje w jakiejś krypcie, to jest brany za marę przez nadleśniczego Popescu z Wściekłych pięści węża (świetna gra świateł). Albo jakaś baba jaga, którą na pewno gra chłop, przechodzi przez bagno niczym Jezus i równie dobrze mogła to by ukryta kłoda.
Jednak wolałbym pełnoprawny horror, szczególnie reżyser sugestywnie daje grozę i klimatu jest sporo. I dobrze się sprawdza zasada „mniej znaczy więcej”. W sumie szkoda, że więcej horrorów tu nie powstawało i dalej mało powstaje. Szczególnie, że ten gatunek to dobre ćwiczenie do szlifowania reżyserskiego fachu (budowa napięcia itp.), a też nie potrzeba wysokiego budżetu.
7/10
07-10-2022, 15:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-10-2022, 15:50 przez OGPUEE.)





