Ucieczka na Górę Czarownic (1975)
Miła ramotka, która się jednak niekorzystnie postarzała. Jak na kino dla całej rodziny to trochę zbyt nudny i ślamazarny. Gdyby nie fakt, że to ekranizacja dziecięcej literatury, to uwierzyłbym, iż pierwotnie miało być ambitne paranormalne fantasy, ale projekt trafił do Disneya i od niechcenia nadali lżejszego tonu całości, by szefostwo nie truło dupy. Brakuje odpowiedniego dreszczyku emocji czy przyzwoitych villainów. Ray Milland i Donald Pleasence to fenomenalni aktorzy, ale co z tego, skoro nie mają nic specjalnego do roboty w scenariuszu poza siedzeniem bohaterom na ogonie. Finałowy pościg to z kolei bieda absolutna. Największy plusik to Eddie Albert, który podobnie jak w "Rzymskich wakacjach" służy za sympatyczne towarzystwo bohaterów w przygodzie.
Efekty niestety też nie najmocniejszą stroną. W ujęciach z unoszonącymi się przedmiotami ślepy dopatrzy się wstawiennictwa linek, z kolei końcowy lot nad górami to dzisiaj wizualna przechujnia. Biorę pod uwagę, że dużo wcześniejsza "Mary Poppins" czy nawet jej podróbka "Bedknobs & Broomsticks" reprezentowały pod względem efektów dużo wyższy fason.
5/10
Powrót z Góry Czarownic (1978)
Sequel zrobiony według starej receptury, czyli wszystkiego więcej - akcji, humoru, efekciarstwa, pamiętnych bohaterów itd. W tym przypadku wychodzi to absolutnie na korzyść. Co ciekawe reżyser ten sam, z kolei scenariusz to już nie adaptacja, tylko oryginalny koncept, z którym trochę pojechali po bandzie swoją drogą, bo do przygód dzieciaków z innego świata dołożyli dodatkowo jakiś mikroprocesor do kontroli umysłu. I tak odczuwalny jest większy konkret i to film wyraźnie lepszy od jedynki.
Przede wszystkim Christopher Lee i Bette Davis. Ci ludzie swą magnetyzującą charyzmą przywłaszczają sobie tą produkcję i owacje dla gościa, który w ogóle wpadł by postawić te oto legendy obok siebie i to w roli diabolicznego dueciku villainów. W porównaniu do Millanda i Pleasence'a ich talenty są fajnie wykorzystane i ze względu na konwencję mam głęboko gdzieś, że wraz ze swoim głupiutkim planem są jakby żywcem wyjęci z kreskówki. Reszta w ich cieniu. Uliczny gang dzieciaków nawet nie wkurwia i zachowuje się... no, jak gang dzieciaków, a Pan taksówkarz całkiem zabawny. Nawet na lepsze efekty (choć wciąż momentami słabują) i kraksy w pościgach Panowie w garniturach nie skąpili hajsu jak poprzednio. Pewnie bardziej zachwycałbym się za czasów, gdy szczałem w majtki, ale i tak miałem nieco lepszy fun, niż przy poprzedniku.
6/10
Jest jeszcze nowsza wersja ze Skałą na pierwszym planie, na którą mam zerową chęć.
Miła ramotka, która się jednak niekorzystnie postarzała. Jak na kino dla całej rodziny to trochę zbyt nudny i ślamazarny. Gdyby nie fakt, że to ekranizacja dziecięcej literatury, to uwierzyłbym, iż pierwotnie miało być ambitne paranormalne fantasy, ale projekt trafił do Disneya i od niechcenia nadali lżejszego tonu całości, by szefostwo nie truło dupy. Brakuje odpowiedniego dreszczyku emocji czy przyzwoitych villainów. Ray Milland i Donald Pleasence to fenomenalni aktorzy, ale co z tego, skoro nie mają nic specjalnego do roboty w scenariuszu poza siedzeniem bohaterom na ogonie. Finałowy pościg to z kolei bieda absolutna. Największy plusik to Eddie Albert, który podobnie jak w "Rzymskich wakacjach" służy za sympatyczne towarzystwo bohaterów w przygodzie.
Efekty niestety też nie najmocniejszą stroną. W ujęciach z unoszonącymi się przedmiotami ślepy dopatrzy się wstawiennictwa linek, z kolei końcowy lot nad górami to dzisiaj wizualna przechujnia. Biorę pod uwagę, że dużo wcześniejsza "Mary Poppins" czy nawet jej podróbka "Bedknobs & Broomsticks" reprezentowały pod względem efektów dużo wyższy fason.
5/10
Powrót z Góry Czarownic (1978)
Sequel zrobiony według starej receptury, czyli wszystkiego więcej - akcji, humoru, efekciarstwa, pamiętnych bohaterów itd. W tym przypadku wychodzi to absolutnie na korzyść. Co ciekawe reżyser ten sam, z kolei scenariusz to już nie adaptacja, tylko oryginalny koncept, z którym trochę pojechali po bandzie swoją drogą, bo do przygód dzieciaków z innego świata dołożyli dodatkowo jakiś mikroprocesor do kontroli umysłu. I tak odczuwalny jest większy konkret i to film wyraźnie lepszy od jedynki.
Przede wszystkim Christopher Lee i Bette Davis. Ci ludzie swą magnetyzującą charyzmą przywłaszczają sobie tą produkcję i owacje dla gościa, który w ogóle wpadł by postawić te oto legendy obok siebie i to w roli diabolicznego dueciku villainów. W porównaniu do Millanda i Pleasence'a ich talenty są fajnie wykorzystane i ze względu na konwencję mam głęboko gdzieś, że wraz ze swoim głupiutkim planem są jakby żywcem wyjęci z kreskówki. Reszta w ich cieniu. Uliczny gang dzieciaków nawet nie wkurwia i zachowuje się... no, jak gang dzieciaków, a Pan taksówkarz całkiem zabawny. Nawet na lepsze efekty (choć wciąż momentami słabują) i kraksy w pościgach Panowie w garniturach nie skąpili hajsu jak poprzednio. Pewnie bardziej zachwycałbym się za czasów, gdy szczałem w majtki, ale i tak miałem nieco lepszy fun, niż przy poprzedniku.
6/10
Jest jeszcze nowsza wersja ze Skałą na pierwszym planie, na którą mam zerową chęć.
16-10-2022, 09:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-10-2022, 10:37 przez Kryst_007.)





