Cat People (1942). Początkowo miałem wątpliwości, czy oglądam właściwy film, bo wszystko nosiło znamiona zwykłej obyczajówki i romansu, ale im dalej, tym było lepiej - karty były stopniowo odkrywane, jak to się ładnie mówi, wątki zyskiwały drugie dno i głębię, a atmosfera gęstniała coraz bardziej i bardziej. Kotki i inne zwierzęta bardzo fajne, nawet jump scare się pojawił i wziął mnie z zaskoczenia, chyba pierwszy w historii kina tak bezpośrednio zaserwowany, bo nie przypominam sobie czegoś podobnego w innych filmach z tych czasów czy dawniejszych:
:)
W ogóle obie panie, Irena i Alice, są przecudowne i mógłbym patrzeć na nie godzinami: nie są to jednak typowe pannice, których role ograniczają się bycia obiektem uczuć, czy malowniczego krzyku i omdlewania w ramionach mężczyzn, o nie. I jedna, i druga mają tutaj naprawdę pole do popisu, chociaż siłą rzeczy to Irena wygrywa, bo jest główną bohaterką. Nieśmiała, cichutka szara myszka zafiksowana na punkcie historii swego kraju, wioski i legendy, jaka się z tym wiąże - przepięknie jest ukazane jak zmienia się z myszki w kocicę właśnie, wściekłą i gotową rzucić się do gardła. Sztos horror. 8/10.
:)
W ogóle obie panie, Irena i Alice, są przecudowne i mógłbym patrzeć na nie godzinami: nie są to jednak typowe pannice, których role ograniczają się bycia obiektem uczuć, czy malowniczego krzyku i omdlewania w ramionach mężczyzn, o nie. I jedna, i druga mają tutaj naprawdę pole do popisu, chociaż siłą rzeczy to Irena wygrywa, bo jest główną bohaterką. Nieśmiała, cichutka szara myszka zafiksowana na punkcie historii swego kraju, wioski i legendy, jaka się z tym wiąże - przepięknie jest ukazane jak zmienia się z myszki w kocicę właśnie, wściekłą i gotową rzucić się do gardła. Sztos horror. 8/10.
20-10-2022, 17:50
Spoiler




