Zaa okna mgła, wokół ponure drzewa z niesprzątniętymi liśćmi i snujące się dusze dzieci Szatana proszące o strawę, czyli...
...31. i ostatni dzień października, czyli Święto Duchów. I z tego powodu zamiast jednego filmu na jeden dzień (jak to było z resztą miesiąca) jest, jak co roku, kilka-feature. I padło na 2 czarno-białe japońce oraz 2 amerykany z lat 80. (w tym miesiącu sporo zaliczyłem rzeczy z tej dekady), a pomiędzy nimi Włoch. Więc uzbrajam się w Monster Munche, żelki firmy Trolli, cukierki które zostaną po wizytach dzieci, i energetyki, no i daję:
Fright Night (1985) - szerzej tutaj.
5/10
Tetsuo, człowiek z żelaza - układałem listę i układałem... i przypomniałem, że tego tytułu nie widziałem. A wypadałoby zobaczyć. O kurbełe - japońska wersja Iron Mana mocno lynchowska. Jest sobie fetyszysta metalu, który postanawia zarazić swą pasją (dosłownie) jakiegoś księgowego. Trochę też przypominało niektóre teledyski Kazika poprzez chropowatość taśmy i kręcenie z ręki, zwłaszcza gdy pojawia się teledyskowy beat. A także kojarzyło mi się z Normanem McLarenem, szczególnie niektóre poklatkowe efekty specjalne. Warto ujrzeć, choć przyznaję że to nie tytuł dla każdego.
WTF?/10
Inferno (1980) - następny Dario Argento z głowy. O ile w Suspirii można było się domyśleć przebiegu fabuły, tak tu autentycznie zastanawiałem się jak kto się potoczy. Wpierw jakaś laska (w domyśle pewnie główna bohaterka) idzie zwiedzać stary dom, by skończyć w crossoverze u Fulciego, potem kolejna ledwie ucieka jakiemuś wampirowi, by skończyć z rąk mordercy z filmu giallo. I wtedy na główny tor wybija sie młokos z dziewiczym wąsem. Pojawia się tu tyle tropów, że przyznam się do swego skonfudowania Mniej koloru niż Suspirii, ale zdarzy się gdzieniegdzie klimatycznie pokolorowany kadr. Widać już przełom lat 70./80., bo stylowo to psychodeliczne seventisy, ale muzyka to mocne syntezatory. I mówiąc o wariactwie pozornie nieprzystającym do horroru, jak Mark odkrywa powoli tajemnicę Trzech Matek to w tle leci jakiś gotycki odpowiednik Queen. Jeszcze kontynuując wątek muzyczny to jak pielęgniarka chce ratować Marka, to muzyka brzmi jak motyw z Psychozy. Ze wszystkich obejrzanych przeze mnie Argentów ten póki co najsłabszy. Troszkę szkoda, bo sporo tu dobra.
7/10 z ciężkim sercem
Kobieta-diabeł - o dziwo nie robiło tego Toho, które stoi za ¾ klasyków japońskiego kina. Najmniej horrorowy/nadnaturalny z dzisiejszego maratonu i na dobrą sprawę w większości to dramat historyczny o dwóch kobietach startujących do śliskiego cwaniaka. Za to bardzo się dobrze ogląda. Dość surowy, głównie ze względu na świetne kontrastowe czarno-białe zdjęcia czy samą dawkę erotyzmu z nieukrywaniem sutków u obu pań. I choć groza bardziej jest sugestywna, to wejście tytułowej diablicy robi piorunujące wrażenie i wierzy się w strach postronnych. Chyba najlepsza pozycja z całego spooktoberu, polecam serdecznie.
10/10
Książę ciemności - w zeszłoroczne Halloween/pierwsze godziny Dnia Zmarłych omawiałem W paszczy szaleństwa z tzw. "Apocalypse Trilogy", zaś w tym roku nadrabiam ostatnią nieobejrzaną przeze mnie część z owej trylogii. Recenzja za jakieś dwie godziny :). EDIT: I po seansie. Tym razem to środkowa część trylogii najsłabsza, ale klimatu wciąż nie można odmówić (choć głównie robotę robi muzyka, też Carpentera). Zwłaszcza w drugiej połowie. Chyba to najbardziej kreatywne przedstawienie diabła/Szatana - esencja w postaci płynu do naczyń "Ludwik". Połowa postaci raczej do zapomnienia w tym główny hero z wąsem Asteriksa, najbardziej wyrazisty okazuje się Dennis Dun w roli nieudolnego podrywacza (który potem niejako osiąga swój cel - choć inaczej to planował ;)), no i pierwsza połowa nieco przynudza, choć może kwestia późnawej pory. Druga zaś wypada lepiej, nawet miałem energy drinking game, gdy starałem się wychwytać nieświadome autocytaty z reszty twórczości Carpentera np. jak tarasowali się przed opętanymi, to trochę mi przywodził na myśl Atak na posterunek 13. Efektów specjalnych mimo wszystko mało, ale jak się pojawiają, to objawia się dobra analogowa szkoła. Trochę mnie zaskoczyło, że wykładowcą/przewodnikiem ekipy badawczej jest nie-biały, a dokładnie dziadek z Trzech małolatów ninja - a mówią, że dopiero jest odpowiednia reprezentacja.
7/10
Chyba spooktober to będzie moja nowa tradycja. Więcej się obejrzy/nadrobi, a jest co wybierać.
...31. i ostatni dzień października, czyli Święto Duchów. I z tego powodu zamiast jednego filmu na jeden dzień (jak to było z resztą miesiąca) jest, jak co roku, kilka-feature. I padło na 2 czarno-białe japońce oraz 2 amerykany z lat 80. (w tym miesiącu sporo zaliczyłem rzeczy z tej dekady), a pomiędzy nimi Włoch. Więc uzbrajam się w Monster Munche, żelki firmy Trolli, cukierki które zostaną po wizytach dzieci, i energetyki, no i daję:
Fright Night (1985) - szerzej tutaj.
5/10
Tetsuo, człowiek z żelaza - układałem listę i układałem... i przypomniałem, że tego tytułu nie widziałem. A wypadałoby zobaczyć. O kurbełe - japońska wersja Iron Mana mocno lynchowska. Jest sobie fetyszysta metalu, który postanawia zarazić swą pasją (dosłownie) jakiegoś księgowego. Trochę też przypominało niektóre teledyski Kazika poprzez chropowatość taśmy i kręcenie z ręki, zwłaszcza gdy pojawia się teledyskowy beat. A także kojarzyło mi się z Normanem McLarenem, szczególnie niektóre poklatkowe efekty specjalne. Warto ujrzeć, choć przyznaję że to nie tytuł dla każdego.
WTF?/10
Inferno (1980) - następny Dario Argento z głowy. O ile w Suspirii można było się domyśleć przebiegu fabuły, tak tu autentycznie zastanawiałem się jak kto się potoczy. Wpierw jakaś laska (w domyśle pewnie główna bohaterka) idzie zwiedzać stary dom, by skończyć w crossoverze u Fulciego, potem kolejna ledwie ucieka jakiemuś wampirowi, by skończyć z rąk mordercy z filmu giallo. I wtedy na główny tor wybija sie młokos z dziewiczym wąsem. Pojawia się tu tyle tropów, że przyznam się do swego skonfudowania Mniej koloru niż Suspirii, ale zdarzy się gdzieniegdzie klimatycznie pokolorowany kadr. Widać już przełom lat 70./80., bo stylowo to psychodeliczne seventisy, ale muzyka to mocne syntezatory. I mówiąc o wariactwie pozornie nieprzystającym do horroru, jak Mark odkrywa powoli tajemnicę Trzech Matek to w tle leci jakiś gotycki odpowiednik Queen. Jeszcze kontynuując wątek muzyczny to jak pielęgniarka chce ratować Marka, to muzyka brzmi jak motyw z Psychozy. Ze wszystkich obejrzanych przeze mnie Argentów ten póki co najsłabszy. Troszkę szkoda, bo sporo tu dobra.
7/10 z ciężkim sercem
Kobieta-diabeł - o dziwo nie robiło tego Toho, które stoi za ¾ klasyków japońskiego kina. Najmniej horrorowy/nadnaturalny z dzisiejszego maratonu i na dobrą sprawę w większości to dramat historyczny o dwóch kobietach startujących do śliskiego cwaniaka. Za to bardzo się dobrze ogląda. Dość surowy, głównie ze względu na świetne kontrastowe czarno-białe zdjęcia czy samą dawkę erotyzmu z nieukrywaniem sutków u obu pań. I choć groza bardziej jest sugestywna, to wejście tytułowej diablicy robi piorunujące wrażenie i wierzy się w strach postronnych. Chyba najlepsza pozycja z całego spooktoberu, polecam serdecznie.
10/10
Książę ciemności - w zeszłoroczne Halloween/pierwsze godziny Dnia Zmarłych omawiałem W paszczy szaleństwa z tzw. "Apocalypse Trilogy", zaś w tym roku nadrabiam ostatnią nieobejrzaną przeze mnie część z owej trylogii. Recenzja za jakieś dwie godziny :). EDIT: I po seansie. Tym razem to środkowa część trylogii najsłabsza, ale klimatu wciąż nie można odmówić (choć głównie robotę robi muzyka, też Carpentera). Zwłaszcza w drugiej połowie. Chyba to najbardziej kreatywne przedstawienie diabła/Szatana - esencja w postaci płynu do naczyń "Ludwik". Połowa postaci raczej do zapomnienia w tym główny hero z wąsem Asteriksa, najbardziej wyrazisty okazuje się Dennis Dun w roli nieudolnego podrywacza (który potem niejako osiąga swój cel - choć inaczej to planował ;)), no i pierwsza połowa nieco przynudza, choć może kwestia późnawej pory. Druga zaś wypada lepiej, nawet miałem energy drinking game, gdy starałem się wychwytać nieświadome autocytaty z reszty twórczości Carpentera np. jak tarasowali się przed opętanymi, to trochę mi przywodził na myśl Atak na posterunek 13. Efektów specjalnych mimo wszystko mało, ale jak się pojawiają, to objawia się dobra analogowa szkoła. Trochę mnie zaskoczyło, że wykładowcą/przewodnikiem ekipy badawczej jest nie-biały, a dokładnie dziadek z Trzech małolatów ninja - a mówią, że dopiero jest odpowiednia reprezentacja.
7/10
Chyba spooktober to będzie moja nowa tradycja. Więcej się obejrzy/nadrobi, a jest co wybierać.
01-11-2022, 00:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2022, 03:11 przez OGPUEE.)





