Piotruś Pan i Alicja w Krainie Czarów - w temacie o Disneyu, gdy dowiedziałem się od shamara o tym to pisałem tak:
Trochę tak przypomina origin story obu bohaterów i w przypadku Piotrusia Pana robi to lepiej niż w Panie WB - pokazuje drogę, dlaczego Piotruś nie chce dorosnąć, a od razu ma zatarg z Kapitanem Hakiem, który w tej wersji jest netflixowym szefem Pruszkowa. Nawet nawiązali do głównej inspiracji J.M. Barriego, czyli śmierci jego brata Davida. Do Alicji jest mniej nawiązań, choć parę rzeczy jest jak narkotyzowanie się przez matkę dzieci jakimś trunkiem przy robieniu kapelusza. Niby Alicja to ta dojrzała, jednocześnie to nie jest Dakota Fanning zajadająca się hummusem i wciąż zachowuje się jak dziecko.
Mocniej jest osadzony w rzeczywistości, bo magia jest umowna i nie do końca wiadomo czy to efekt bogatej wyobraźni dzieci. Potem przez długi czas to trochę kino psychologiczne z powodu wiadomej sceny. Właściwie to film zdecydowanie podchodzi pod dramat, gdzie trochę bym zastanawiał czy można puścić dzieciom. Co pokazuje, jak Kino Świat to banda durni z równie debilnymi decyzjami. I chyba zdecydowali się na dystrybucję po ujrzeniu na plakatu i faktu, że film inspirował się utworami dla dzieci. A co do samego filmu to nic dziwnego, że jest bardziej dorosły, bo np. podkreśla niższe pochodzenia ojca, a Angelina Jolie policzkuje Alicję. Wszak robiła to Brenda Chapman od Księcia Egiptu, który dzisiaj na pewno miałby PG-13.
Aspekt reprezentacji nie boli, bo film zdecydowanie idzie własnym torem, a w dawnej Anglii (jak i w Europie) mieszane małżeństwa były legalne (tytułowe dzieciaki są Mulatami). I nie jest to powiedziane, ale ojciec będący Murzynem, trochę ma pod górkę i jest kwestia klasowego społeczeństwa. A Kapitan Hak też jest Murzynem (i chyba ma najciemniejszą skórę z całej obsady) i to jest kawał skurwiela. I nie wiem jak w oryginale, bo oglądałem z polskim dubbingiem, ale na Indian mówią "Indianie", a nie "Rdzenni Amerykanie" :).
Dubbing niezły, choć była jedna wpadka - na początku jest „Dejwid” a potem „Dawid”. Tomasza Grochoczyńskiego (dubbingującego tu Michaela Caine'a) kompletnie nie poznałem. Nie brzmi jak Arktos. Stefan Knothe też nieco brzmi inaczej niż w kreskówkach. A przy okazji mieć Dereka Jacobiego w obsadzie i w polskiej wersji językowej nie dać Stanisława Brejdyganta? C'mon :).
Mówiąc szczerze to wciąż bardziej podobała mi się Wendy, ale ten też warto zobaczyć. Na pewno będzie lepszym filmem o Piotrusiu Panie niż nadchodzące gówno od Disneya.
7,5/10
(10-09-2022, 17:40)OGPUEE napisał(a): Jak widzę, tak jak Wendy też to reimaginacja i luźne bardziej autorskie podejście, za którym faktycznie coś stoi. I na pewno ciekawiej prezentujące niż to wypluwa Disney.No i się nie pomyliłem. Ktoś posiedział nad scenariuszem i materiałem źródłowym dłużej, a w efekcie nie robi tego szablonowego hambugerowego kina dla gówniaków i nie boi się dać bardziej poważnych aspektów, gdzie duża wytwórnia by jedynie nawet nie liznęła, a tylko dotknęła koniuszkiem języka na sekundę.
Trochę tak przypomina origin story obu bohaterów i w przypadku Piotrusia Pana robi to lepiej niż w Panie WB - pokazuje drogę, dlaczego Piotruś nie chce dorosnąć, a od razu ma zatarg z Kapitanem Hakiem, który w tej wersji jest netflixowym szefem Pruszkowa. Nawet nawiązali do głównej inspiracji J.M. Barriego, czyli śmierci jego brata Davida. Do Alicji jest mniej nawiązań, choć parę rzeczy jest jak narkotyzowanie się przez matkę dzieci jakimś trunkiem przy robieniu kapelusza. Niby Alicja to ta dojrzała, jednocześnie to nie jest Dakota Fanning zajadająca się hummusem i wciąż zachowuje się jak dziecko.
Mocniej jest osadzony w rzeczywistości, bo magia jest umowna i nie do końca wiadomo czy to efekt bogatej wyobraźni dzieci. Potem przez długi czas to trochę kino psychologiczne z powodu wiadomej sceny. Właściwie to film zdecydowanie podchodzi pod dramat, gdzie trochę bym zastanawiał czy można puścić dzieciom. Co pokazuje, jak Kino Świat to banda durni z równie debilnymi decyzjami. I chyba zdecydowali się na dystrybucję po ujrzeniu na plakatu i faktu, że film inspirował się utworami dla dzieci. A co do samego filmu to nic dziwnego, że jest bardziej dorosły, bo np. podkreśla niższe pochodzenia ojca, a Angelina Jolie policzkuje Alicję. Wszak robiła to Brenda Chapman od Księcia Egiptu, który dzisiaj na pewno miałby PG-13.
Aspekt reprezentacji nie boli, bo film zdecydowanie idzie własnym torem, a w dawnej Anglii (jak i w Europie) mieszane małżeństwa były legalne (tytułowe dzieciaki są Mulatami). I nie jest to powiedziane, ale ojciec będący Murzynem, trochę ma pod górkę i jest kwestia klasowego społeczeństwa. A Kapitan Hak też jest Murzynem (i chyba ma najciemniejszą skórę z całej obsady) i to jest kawał skurwiela. I nie wiem jak w oryginale, bo oglądałem z polskim dubbingiem, ale na Indian mówią "Indianie", a nie "Rdzenni Amerykanie" :).
Dubbing niezły, choć była jedna wpadka - na początku jest „Dejwid” a potem „Dawid”. Tomasza Grochoczyńskiego (dubbingującego tu Michaela Caine'a) kompletnie nie poznałem. Nie brzmi jak Arktos. Stefan Knothe też nieco brzmi inaczej niż w kreskówkach. A przy okazji mieć Dereka Jacobiego w obsadzie i w polskiej wersji językowej nie dać Stanisława Brejdyganta? C'mon :).
Mówiąc szczerze to wciąż bardziej podobała mi się Wendy, ale ten też warto zobaczyć. Na pewno będzie lepszym filmem o Piotrusiu Panie niż nadchodzące gówno od Disneya.
7,5/10
05-11-2022, 22:37





