Sól ziemi czarnej - wczoraj był film o powstaniach śląskich, które może nie były w pełni udane jak wielkopolskie, ale korzyści zapewniło i bardziej zasługują na miano moralnego zwycięstwa niż inne zrywy.
No, po kłamliwym Popiełuszce wreszcie oglądam coś faktycznie "akcyjnego". Od samego początku mamy działania Ślązaków w terenie i sporo się dzieje. I sporo też tu cichych scen i opowiadania obrazem, a dialogów to jest ledwie 1/4 filmu. Pewnie wzgląd tego że oglądanie z etnolektem śląskim mogło być męczące. A ślunska godka świetnie odwzorowana. Oczywiście domyślam się, że dialogi Englerta częściowo zmodyfikowano, by nie-Ślązak zrozumiał, co oni tam wygadują (na początku nie byłem w stanie zrozumieć co godo senior Basistów - grany przez rodowitego Ślązaka), a wzmaga wiarygodność bo Erwin jako wojskowy jest bardziej wykształcony, a reszta to chłopki-roztropki obruszające, jak ktoś określa ich "pan". No i film konsekwentnie używa śląskiego, a jedyna czysta polszczyzna to wstęp z narracją Goloubka i Olbrychski jako oficer z zewnątrz.
W jednym artykule o jakości kopii polskich filmów czytałem, że film chwalono za koloryzm. Ja wiem, film w większości to ciemne i zlewające się barwy, a XX-wiecznie działania wojenne to z reguły mało kolorowa sceneria, a oglądałem w wersji odrestaurowanej. Bardziej soczyste były Lotna czy Agent nr. 1. Przyznam jednak, że w tym stwierdzeniu jest ziarnko prawdy, bo są ujęcia i zabiegi wybijające kolorystykę - jak na tle ciemnej ziemi soczyste żółte słonko, Gabriel ukrywający się czerwono-czarnych skałach wibrujące mundury krakowskiej artylerii czy świece otaczające trumnę Olbrychskiego. I co przyznam, to film jest ładnie skadrowany. Realizacyjnie nie da się do niczego przyczepić. No, może moment gdy Olbrychski ginie wyglądała jak z kreskówki z wujkiem Sknerusem. I parę śmierci wygląda jak PG-13.
Też nie ma nadęcia i pozwolono na nieco luzu - np. gdy siedzący w okopach powstańcy i Szkopy próbują przywołać do siebie kurę, a jakiemuś palaczowi spod ławki kobita każe iść do powstania, bo co ludzie powiedzą :). Z kolei ojciec trochę z rezerwą podchodzi, by wszyscy synowie szli na pewną śmierć w powstaniu. Gabriel trochę sprawiał wrażenie opóźnionego w rozwoju i jest przerażony realiami wojny, a też w pełni kryształowy nie jest. Od razu zakochuje się w jakiejś niemej pielęgniarce (na szczęście w filmie nie wciska jakichś rozterek z romantyzmu) i wypija wino jakieś umierającej babuleńce. Mój ulubiony moment w filmie to, gdy Gabriel odkrywa teleskop (który dla niego prostego chłopaka z zadupia to jakaś technologia z kosmosu) i ogląda krajobrazy Śląska.
Proszę więcej takich polskich filmów. I dobrze, że film o powstaniach śląskich powstał wtedy. Bo dzisiaj to byłaby nieznośna psychodrama z karykaturalnymi Niemcami, nadętą symboliką i jedną biedną akcją. A i aktorzy mówiliby czystą polszczyzną z kilkoma wtrętami śląskiego.
8/10
300 mil do nieba - na początek:
Dobra, obligatoryjne nawiązanie do Bloku Ekipy za mną. Mam nieco problem. W dodatku film wpada w manierę w kina celebrującego tragiczne życie Polaków w paskudnych osiedlach - kina, którego nie trawię. Podobnie tutaj - najbardziej paskudna dziura, dzieci też niezbyt sympatyczne, jeszcze wszędzie złowieszcze urzędasy wyglądające jak ze Świata według Kiepskich. Ale to ujdzie, bo chłopcy rodzinę mają normalną i to też nie żadne patusy. Ale film z kolei chce zbytnio politykować.
Zgaduję, że jak komuna upadła, to każdy się prześcigał się w jej zohydzaniu, często bardzo groteskowym. Mam wrażenie, belfer grany przez Bednarza to sama postać co z Ostatniego dzwonka - wredny komuch, który ma jawną ideologiczną kosę z uczniami. I nawet polski konsul knuje. Czy w sumie niepotrzebny wątek, że ojca wywalili z pracy za poglądy. Polska w latach 80. i tak była w dupie, a chłopcy - na losach których jest oparty film - właśnie pojechali za chlebem bez większych pobudek ideologicznych.
Dalej, odniosłem wrażenie, że Jędrek i Elka mówią zbyt dojrzałym językiem - OK, mają pod górkę i chowają w niekomfortowych warunkach, ale i tak nie . Elka robi podsumowanie starego jak jakiś uczony psycholog i jak jego żona niż rodzona córka , a to są zwykłe dzieciaki z zapadłej dziury.
I odniosłem wrażenie, że oglądam tylko pierwszą część filmu, bo tak naprawdę historia zaczęła się rozkręcać na dobre, a tempo było dobre. Ale, żeby nie było, że jedynie krytykuję, to dzieciaki naprawdę są tu dobre aktorsko. Ładnie sfilmowane i wszystko słychać. Dobrze, że w ostatnim czasie mnóstwo polskich filmów otrzymało renowację, bo kilkanaście lat wcześniej pewnie mój odbiór byłby sto razy gorszy. Zadziwia mnie, że oni faktycznie kręcili dół jadącego tira z chłopcami w środku. Świetnie ich ucharakteryzowano, gdy gnili w tym syfie ciężarówki.
Ciekawiło mnie jak zrobią To też niezły zapis czasów - kontrast zapyziałej Polski i bogatej Danii, która w tym filmie wygląda jak obecna Polska (albo circa 2000s) - kurde, ale zrobiliśmy postęp.
7/10
No, po kłamliwym Popiełuszce wreszcie oglądam coś faktycznie "akcyjnego". Od samego początku mamy działania Ślązaków w terenie i sporo się dzieje. I sporo też tu cichych scen i opowiadania obrazem, a dialogów to jest ledwie 1/4 filmu. Pewnie wzgląd tego że oglądanie z etnolektem śląskim mogło być męczące. A ślunska godka świetnie odwzorowana. Oczywiście domyślam się, że dialogi Englerta częściowo zmodyfikowano, by nie-Ślązak zrozumiał, co oni tam wygadują (na początku nie byłem w stanie zrozumieć co godo senior Basistów - grany przez rodowitego Ślązaka), a wzmaga wiarygodność bo Erwin jako wojskowy jest bardziej wykształcony, a reszta to chłopki-roztropki obruszające, jak ktoś określa ich "pan". No i film konsekwentnie używa śląskiego, a jedyna czysta polszczyzna to wstęp z narracją Goloubka i Olbrychski jako oficer z zewnątrz.
W jednym artykule o jakości kopii polskich filmów czytałem, że film chwalono za koloryzm. Ja wiem, film w większości to ciemne i zlewające się barwy, a XX-wiecznie działania wojenne to z reguły mało kolorowa sceneria, a oglądałem w wersji odrestaurowanej. Bardziej soczyste były Lotna czy Agent nr. 1. Przyznam jednak, że w tym stwierdzeniu jest ziarnko prawdy, bo są ujęcia i zabiegi wybijające kolorystykę - jak na tle ciemnej ziemi soczyste żółte słonko, Gabriel ukrywający się czerwono-czarnych skałach wibrujące mundury krakowskiej artylerii czy świece otaczające trumnę Olbrychskiego. I co przyznam, to film jest ładnie skadrowany. Realizacyjnie nie da się do niczego przyczepić. No, może moment gdy Olbrychski ginie wyglądała jak z kreskówki z wujkiem Sknerusem. I parę śmierci wygląda jak PG-13.
Też nie ma nadęcia i pozwolono na nieco luzu - np. gdy siedzący w okopach powstańcy i Szkopy próbują przywołać do siebie kurę, a jakiemuś palaczowi spod ławki kobita każe iść do powstania, bo co ludzie powiedzą :). Z kolei ojciec trochę z rezerwą podchodzi, by wszyscy synowie szli na pewną śmierć w powstaniu. Gabriel trochę sprawiał wrażenie opóźnionego w rozwoju i jest przerażony realiami wojny, a też w pełni kryształowy nie jest. Od razu zakochuje się w jakiejś niemej pielęgniarce (na szczęście w filmie nie wciska jakichś rozterek z romantyzmu) i wypija wino jakieś umierającej babuleńce. Mój ulubiony moment w filmie to, gdy Gabriel odkrywa teleskop (który dla niego prostego chłopaka z zadupia to jakaś technologia z kosmosu) i ogląda krajobrazy Śląska.
Proszę więcej takich polskich filmów. I dobrze, że film o powstaniach śląskich powstał wtedy. Bo dzisiaj to byłaby nieznośna psychodrama z karykaturalnymi Niemcami, nadętą symboliką i jedną biedną akcją. A i aktorzy mówiliby czystą polszczyzną z kilkoma wtrętami śląskiego.
8/10
300 mil do nieba - na początek:
Dobra, obligatoryjne nawiązanie do Bloku Ekipy za mną. Mam nieco problem. W dodatku film wpada w manierę w kina celebrującego tragiczne życie Polaków w paskudnych osiedlach - kina, którego nie trawię. Podobnie tutaj - najbardziej paskudna dziura, dzieci też niezbyt sympatyczne, jeszcze wszędzie złowieszcze urzędasy wyglądające jak ze Świata według Kiepskich. Ale to ujdzie, bo chłopcy rodzinę mają normalną i to też nie żadne patusy. Ale film z kolei chce zbytnio politykować.
Zgaduję, że jak komuna upadła, to każdy się prześcigał się w jej zohydzaniu, często bardzo groteskowym. Mam wrażenie, belfer grany przez Bednarza to sama postać co z Ostatniego dzwonka - wredny komuch, który ma jawną ideologiczną kosę z uczniami. I nawet polski konsul knuje. Czy w sumie niepotrzebny wątek, że ojca wywalili z pracy za poglądy. Polska w latach 80. i tak była w dupie, a chłopcy - na losach których jest oparty film - właśnie pojechali za chlebem bez większych pobudek ideologicznych.
Dalej, odniosłem wrażenie, że Jędrek i Elka mówią zbyt dojrzałym językiem - OK, mają pod górkę i chowają w niekomfortowych warunkach, ale i tak nie . Elka robi podsumowanie starego jak jakiś uczony psycholog i jak jego żona niż rodzona córka , a to są zwykłe dzieciaki z zapadłej dziury.
I odniosłem wrażenie, że oglądam tylko pierwszą część filmu, bo tak naprawdę historia zaczęła się rozkręcać na dobre, a tempo było dobre. Ale, żeby nie było, że jedynie krytykuję, to dzieciaki naprawdę są tu dobre aktorsko. Ładnie sfilmowane i wszystko słychać. Dobrze, że w ostatnim czasie mnóstwo polskich filmów otrzymało renowację, bo kilkanaście lat wcześniej pewnie mój odbiór byłby sto razy gorszy. Zadziwia mnie, że oni faktycznie kręcili dół jadącego tira z chłopcami w środku. Świetnie ich ucharakteryzowano, gdy gnili w tym syfie ciężarówki.
Ciekawiło mnie jak zrobią To też niezły zapis czasów - kontrast zapyziałej Polski i bogatej Danii, która w tym filmie wygląda jak obecna Polska (albo circa 2000s) - kurde, ale zrobiliśmy postęp.
7/10
10-11-2022, 19:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-11-2022, 00:27 przez OGPUEE.)
Spoiler




