Sceny akcji w Villainess są tak genialnie nakręcone i zrealizowane, że jestem w stanie wybaczyć, że to milionowa kopia Nikity oraz melodramatyzm jaki pojawia się w filmie. Tak mi się sceny akcji i mordobicia podobały, że każdy nowy film akcji z Azji jaki oglądam, to porównuję sceny akcji i mordobić z tymi z Villainess i żaden nowy film akcji z Azji nie dorównuje Pani Zło w tym elemencie. W Villainess doszli do ściany, co najlepiej pokazał nowy film reżysera Villainess, czyli Carter (jest na Netflixie), który jest jednym z najgorszych mordobić/filmów akcji jakie widziałem w ostatnich latach.
Reżyser chciał przeskoczyć wysoko zawieszoną poprzeczkę w Pani Zło w swoim drugim filmie, w Carterze, a upadł i się mocno potłukł. Dostałem w Carterze wszystko to co chciałem po azjatyckim kinie akcji, czyli pretekstowa fabuła, najważniejsze są mordobicia i sceny akcji, przesadzone choreografie, akcja akcje akcją pogania, ale nie potrafiłem podziwiać kaskaderki, mordobić i przegiętych scen akcji, bo kamera w Carterze trzęsie się cały czas.
Kamera lata więcej razy jak w Ambulansie Michaela Baya i Bourne’ach Greengrassa. Carter jest tak przebajerowany i tak źle pokazane są sceny akcji, że film mnie zmęczył. Byłem wypoczęty a zacząłem ziewać oraz przysypiać po godzinie (film trwa ponad 120 minut). Pierwszy raz mnie zmęczył film, w którym non stop jest akcja, przez to jak jest słabo nakręcona, a trzęsąca kamera wybijała mnie z seansu. A nawet gdy przez parę minut jest spokojna scena to kamerzysta i tak szaleje, bo dostałem w spokojnych scenach albo zbliżenie, albo oddalenie, albo spowolnienie, więc opadłem na seansie z sił jak przeciwnicy Cartera.
Reżyser chciał przeskoczyć wysoko zawieszoną poprzeczkę w Pani Zło w swoim drugim filmie, w Carterze, a upadł i się mocno potłukł. Dostałem w Carterze wszystko to co chciałem po azjatyckim kinie akcji, czyli pretekstowa fabuła, najważniejsze są mordobicia i sceny akcji, przesadzone choreografie, akcja akcje akcją pogania, ale nie potrafiłem podziwiać kaskaderki, mordobić i przegiętych scen akcji, bo kamera w Carterze trzęsie się cały czas.
Kamera lata więcej razy jak w Ambulansie Michaela Baya i Bourne’ach Greengrassa. Carter jest tak przebajerowany i tak źle pokazane są sceny akcji, że film mnie zmęczył. Byłem wypoczęty a zacząłem ziewać oraz przysypiać po godzinie (film trwa ponad 120 minut). Pierwszy raz mnie zmęczył film, w którym non stop jest akcja, przez to jak jest słabo nakręcona, a trzęsąca kamera wybijała mnie z seansu. A nawet gdy przez parę minut jest spokojna scena to kamerzysta i tak szaleje, bo dostałem w spokojnych scenach albo zbliżenie, albo oddalenie, albo spowolnienie, więc opadłem na seansie z sił jak przeciwnicy Cartera.
30-11-2022, 01:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-11-2022, 01:48 przez michax.)





