A, nic nie napisałem o głównym bohaterze czyli K ^^
Dość wyraźnie ma to być ukłon w stronę teorii o Deckardzie czyli właśnie Deckard 2.0 który jest replikantem.
I o ile ja na początku kupuję ta postać... O tyle potem..W porównaniu z replikantami z "Blade Runnera" gościu ma wszystko na tacy. Żyje długo, ma pracę, wie że jest replikantem i jego wspomnienia są wszczepione aby budować jego osobowość. No, nie jest idealnie wolny bo jest powiedziane że replikanci są w sumie niewolnikami ale w porównaniu z każdym replikantem z jedynki on ma duużo lepiej. Można powiedzieć że prawie idealnie. Ale zamyka się w sobie, ignoruje kobiety które się nim interesują (są aż dwie a może nawet.. i trzy) i jest smutny bo.. nie jest prawdziwym chłopcem (odniesienie do Pinokia :). A ożywia się gdy się może okazać że jednak jest prawdziwym chłopcem. Mimo że pierwsza część wyraźnie stwierdza że on JEST prawdziwym chłopcem i nie potrzebuje do tego "urodzenia", wszystko zależy od niego.
To ma być obraz jakiegoś współczesnego millenialsa który ma wszystko a nic z tym nie robi i uważa że życie jest beznadziejne , czy co ?
Ja mam mu .. nie wiem.. współczuć? W zasadzie to czego?
Jego relacja z Joi jest..beznadziejna. Czytam że wielu osobom to się to bardzo podoba ale.. Raz to jest odbicie relacji z hipotez czyli "tych sztucznych" Deckarda i Rachael gdy Deckard byłby replikantem a dwa - po prostu łatwy zabieg fabularny ze szpiegiem.
Więc nie ma tutaj "pierwiastka ludzkiego", autentyczności (bo trochę się tutaj udaje że jakby pierwszej części nie było). I tak Gosling i Ana de Armas bardzo ładnie grają zakochanych tylko że .. nie ma w tym poczucia autentyzmu. W "Blade Runnerze" Deckard i Rachael trafiali na siebie jak dwa pocierające się samochody z odgłosem darcia blach. Rachael była chłodna i "zamknięta", Deckard wkurzony, czuć było ta niezręczność w postaciach, problemy z własnymi uczuciami, itd. To nie było "zgrabne" ale przez to bardzo autentyczne i wiarygodne. Ktoś tam miał świetny pomysł.
Wątek K i Joi jest "ładny i gładki" ale nie stawia żadnej problematyki, żadnej nie rozwiązuje, to co się dalej dzieje nie jest żadnym zaskoczeniem.
A gdyby K nawiązał romans z panią Kapitan czy Luv byłoby naprawdę ciekawie.
Dodatkowo problemem dla K jest Deckard czyli postać z.. prawdziwymi własnymi problemami, nawet już pomijając całą resztę. W momencie kiedy nadchodzi końcówka to K jest mi już właściwie obojętny. Umrze to umrze, przeżyje to przeżyje, w sumie nic ważnego.
I to jest główny bohater filmu.
Dość wyraźnie ma to być ukłon w stronę teorii o Deckardzie czyli właśnie Deckard 2.0 który jest replikantem.
I o ile ja na początku kupuję ta postać... O tyle potem..W porównaniu z replikantami z "Blade Runnera" gościu ma wszystko na tacy. Żyje długo, ma pracę, wie że jest replikantem i jego wspomnienia są wszczepione aby budować jego osobowość. No, nie jest idealnie wolny bo jest powiedziane że replikanci są w sumie niewolnikami ale w porównaniu z każdym replikantem z jedynki on ma duużo lepiej. Można powiedzieć że prawie idealnie. Ale zamyka się w sobie, ignoruje kobiety które się nim interesują (są aż dwie a może nawet.. i trzy) i jest smutny bo.. nie jest prawdziwym chłopcem (odniesienie do Pinokia :). A ożywia się gdy się może okazać że jednak jest prawdziwym chłopcem. Mimo że pierwsza część wyraźnie stwierdza że on JEST prawdziwym chłopcem i nie potrzebuje do tego "urodzenia", wszystko zależy od niego.
To ma być obraz jakiegoś współczesnego millenialsa który ma wszystko a nic z tym nie robi i uważa że życie jest beznadziejne , czy co ?
Ja mam mu .. nie wiem.. współczuć? W zasadzie to czego?
Jego relacja z Joi jest..beznadziejna. Czytam że wielu osobom to się to bardzo podoba ale.. Raz to jest odbicie relacji z hipotez czyli "tych sztucznych" Deckarda i Rachael gdy Deckard byłby replikantem a dwa - po prostu łatwy zabieg fabularny ze szpiegiem.
Więc nie ma tutaj "pierwiastka ludzkiego", autentyczności (bo trochę się tutaj udaje że jakby pierwszej części nie było). I tak Gosling i Ana de Armas bardzo ładnie grają zakochanych tylko że .. nie ma w tym poczucia autentyzmu. W "Blade Runnerze" Deckard i Rachael trafiali na siebie jak dwa pocierające się samochody z odgłosem darcia blach. Rachael była chłodna i "zamknięta", Deckard wkurzony, czuć było ta niezręczność w postaciach, problemy z własnymi uczuciami, itd. To nie było "zgrabne" ale przez to bardzo autentyczne i wiarygodne. Ktoś tam miał świetny pomysł.
Wątek K i Joi jest "ładny i gładki" ale nie stawia żadnej problematyki, żadnej nie rozwiązuje, to co się dalej dzieje nie jest żadnym zaskoczeniem.
A gdyby K nawiązał romans z panią Kapitan czy Luv byłoby naprawdę ciekawie.
Dodatkowo problemem dla K jest Deckard czyli postać z.. prawdziwymi własnymi problemami, nawet już pomijając całą resztę. W momencie kiedy nadchodzi końcówka to K jest mi już właściwie obojętny. Umrze to umrze, przeżyje to przeżyje, w sumie nic ważnego.
I to jest główny bohater filmu.
04-12-2022, 14:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-12-2022, 14:42 przez Rozgdz.)





