I Wanna Dance with Somebody
Z racji tego, że lubię muzyczne biografie to zdecydowałem się wybrać do kina również na tę, tym bardziej, że dla mnie Whitney Houston była zagadkową postacią i sama historia była dla mnie o tyle zaskakująca, że ja ją zawsze miałem za jakąś dobrze prowadzącą się gwiazdę. Fanem nigdy nie byłem, kilka hitów z radia się oczywiście znało, ale o żadnym głębszym poznawaniu dyskografii czy tym bardziej życiorysu mowy nie było. A tu się okazuje, że była ćpunka, alkoholiczka, która zjebała sobie używkami głos.
Generalnie jest to filmowa laurka, która pomimo tego, że porusza trudne kwestie z życia Whitney, to nigdy nie przekracza w jakimś większym stopniu granicy. Reżyserka Kasi Lemmons ani na moment nie chce dać nam zapomnieć, ze to film ku czci wielkiej artystki, a nie próba jej rozliczenia. Nie wiem jak będzie z prawdziwymi fanami, ale na mnie w jakimś stopniu działał ten film i ciężko się patrzyło na jej upadek. Naomi Ackie w roli tytułowej jest poprawna - i chociaż śpiewa sporadycznie, to wczuwa się na tyle dobrze w rolę, że w ogóle nie odczuwa się, że to nie ona. No, ale nie dziwie się twórcom, że zdecydowali się na taki zabieg. Zresztą sekwencje muzyczne najlepsze. Nawiązanie do kariery filmowej też było.
Ackie gorsza niż Butler i Egerton, ale lepsza niż Malek :)
6/10
Z racji tego, że lubię muzyczne biografie to zdecydowałem się wybrać do kina również na tę, tym bardziej, że dla mnie Whitney Houston była zagadkową postacią i sama historia była dla mnie o tyle zaskakująca, że ja ją zawsze miałem za jakąś dobrze prowadzącą się gwiazdę. Fanem nigdy nie byłem, kilka hitów z radia się oczywiście znało, ale o żadnym głębszym poznawaniu dyskografii czy tym bardziej życiorysu mowy nie było. A tu się okazuje, że była ćpunka, alkoholiczka, która zjebała sobie używkami głos.
Generalnie jest to filmowa laurka, która pomimo tego, że porusza trudne kwestie z życia Whitney, to nigdy nie przekracza w jakimś większym stopniu granicy. Reżyserka Kasi Lemmons ani na moment nie chce dać nam zapomnieć, ze to film ku czci wielkiej artystki, a nie próba jej rozliczenia. Nie wiem jak będzie z prawdziwymi fanami, ale na mnie w jakimś stopniu działał ten film i ciężko się patrzyło na jej upadek. Naomi Ackie w roli tytułowej jest poprawna - i chociaż śpiewa sporadycznie, to wczuwa się na tyle dobrze w rolę, że w ogóle nie odczuwa się, że to nie ona. No, ale nie dziwie się twórcom, że zdecydowali się na taki zabieg. Zresztą sekwencje muzyczne najlepsze. Nawiązanie do kariery filmowej też było.
Ackie gorsza niż Butler i Egerton, ale lepsza niż Malek :)
6/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
23-12-2022, 19:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-12-2022, 19:32 przez Pelivaron.)






