Dokladnie. Przy czym nawet ci, ktorych wspomniales, patrz jak oni sie wymieniaja na przestrzeni lat i to nie jest tak, ze tylko decydowac ma o tym kasa. Taki Hanks to mniejszy A-lister niz The Rock? No jezeli mowa o sprzedazy biletow to moze, ale to tyle. Czy Spielberg, ktore ostatnie filmy sa klapa to jeszcze A-lister wsrod rezyserow? Patrzac na kase to nie, ale to ciagle brand i jeden z najbardziej wplywowych ludzi w Holly.
Chetnie poszedlbym do kina dla Michaela Biehna, czy to znaczy, ze jest A-listerem? :)
No chyba, ze to musi byc odpowiednia ilosc widzow, ale w takim razie A-listerami (okresowo) nie sa najwieksze gwiazdy Holly, ktore zaliczaja regularne wtopy finansowe.
A-lister to w zasadzie znana i rozpoznawalna osoba w swojej niszy, z cyklu tych na szczycie rozpoznawalnosci - i to jest definicja slownikowa u Anglosasow.
Natomiast A-lister o ktorym piszesz to juz piesn przeszlosci. Teraz mowimy o degradacji standardow. Nie dosyc, ze nie ma juz prawdziwych mega gwiazd, ktore sciagaja widzow do kin, bo nawet najwieksi musza sie trzymac sie jakichs serii-marek, zeby nie zaliczac wtop (Tomek), "oscarowi" aktorzy masowo pchaja sie pod jakies Marvelozy, zeby dostac czek, doszedl potezy przester w strone telewizji (Cranstona tez pewnie wiekszosc kojarzy jako Waltera White'a/Heisenberga), a do tego to cala idea A-listerow zostala rozwodniona z powodu celebrytow. No wlasnie, jeszcze 2-3 dekady temu nie bylbys A-listerem jezeli pracowales dla telewizji, bo to byla fucha dla B-klasowcow i upadlych/zapomnianych/podstarzalych gwiad Holly, o celebryatch nie ma nawet co gadac.
Takze Bloom to ciagle A-lister, nawet jezeli od kilku lat gra malo i raczej w sredniakach (tak jak medialno-kulturowym A-listerem jest ciagle Willis, Arnold i Sly, bo to marki) i jest nim niestety takze Harbour, - jezeli jestes aktorem i jestes w stanie dostac stolik w super knajpie w LA, bo twarz i nazwisko to jestes (ciagle/juz) A-listerem. Mowie, takie to smutne obnizenie standardow.
(05-01-2023, 11:16)Corn napisał(a): A-lister to ktos dla kogo ludzie ida do kina. A listerem jest Tom Cruise ale na pewno nie Bloom czy Harbour. Tego drugiego ludzie nawet nie kojarzą z jego nazwiska tylko z nazwiska postaci ;)
Chetnie poszedlbym do kina dla Michaela Biehna, czy to znaczy, ze jest A-listerem? :)
No chyba, ze to musi byc odpowiednia ilosc widzow, ale w takim razie A-listerami (okresowo) nie sa najwieksze gwiazdy Holly, ktore zaliczaja regularne wtopy finansowe.
A-lister to w zasadzie znana i rozpoznawalna osoba w swojej niszy, z cyklu tych na szczycie rozpoznawalnosci - i to jest definicja slownikowa u Anglosasow.
Natomiast A-lister o ktorym piszesz to juz piesn przeszlosci. Teraz mowimy o degradacji standardow. Nie dosyc, ze nie ma juz prawdziwych mega gwiazd, ktore sciagaja widzow do kin, bo nawet najwieksi musza sie trzymac sie jakichs serii-marek, zeby nie zaliczac wtop (Tomek), "oscarowi" aktorzy masowo pchaja sie pod jakies Marvelozy, zeby dostac czek, doszedl potezy przester w strone telewizji (Cranstona tez pewnie wiekszosc kojarzy jako Waltera White'a/Heisenberga), a do tego to cala idea A-listerow zostala rozwodniona z powodu celebrytow. No wlasnie, jeszcze 2-3 dekady temu nie bylbys A-listerem jezeli pracowales dla telewizji, bo to byla fucha dla B-klasowcow i upadlych/zapomnianych/podstarzalych gwiad Holly, o celebryatch nie ma nawet co gadac.
Takze Bloom to ciagle A-lister, nawet jezeli od kilku lat gra malo i raczej w sredniakach (tak jak medialno-kulturowym A-listerem jest ciagle Willis, Arnold i Sly, bo to marki) i jest nim niestety takze Harbour, - jezeli jestes aktorem i jestes w stanie dostac stolik w super knajpie w LA, bo twarz i nazwisko to jestes (ciagle/juz) A-listerem. Mowie, takie to smutne obnizenie standardow.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
05-01-2023, 12:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2023, 12:18 przez Bucho.)





