Złote dziecko - o tytule tyle wiedziałem, że Eddie Murphy ratuje tytułowe dziecko mające magiczną moc. I nastawiałem się na czarnoskórego Indianę Jonesa. A to Gliniarz z Beverly Hills spotyka Wielką drakę w chińskiej dzielnicy. Czemu dopiero teraz to ujrzałem? To zajebista bajka dla dzieci. Klimat ejtisów aż się kipi i korzysta z dobrodziejstw - świetne zdjęcia, znakomite technikalia, poklatkowe efekty, pamiętny soundtrack, zaskakująca fabuła z sympatycznym protagonistą. Niby to też figuruje jako komedia, ale w zasadzie komediowo jest jedynie w rzekomym śnie Chandlera. I trochę przesadzają z dalszej części z błaznowaniem u Murphy'ego, jakby producenci nie mieli wiary w to, że potrafi zagrać coś poważniejszego. Zwłaszcza, że Murphy dobrze zagrał, a czasem jego wyszczekanie pasuje jak spławienie Charlesa Dance'a z policjantami i reagowanie na nadnaturalne otoczenie. I fajne jest to, że Chandler to człowiek o złotym sercu. Fajnie ukazali to podczas programu telewizyjnego, gdzie dostaje wkurwa, że gdy prosi o informacje o zaginionej nastolatce, to amerykański Kuba Wojewódzki robi se śmieszki. Jedyny raz, gdzie zachowuje obcesowo, to gdy pierwszy raz Kee Nang prosi go o pomoc, a ten logicznie wyśmiewa ją i gadki o tybetańskich czarach marach. I nie dziwota, że nie chce lecieć do Tybetu - w Ameryce zajmuje się realnym problemem, a tu ma lecieć na drugi koniec świata bawić w jakiś wybrańcowy bulszit. Mówiąc szczerze nie spodziewałem kim się okaże bad guy. W sumie nawet dobrze, że trochę to bardziej zapomniany Murphy, bo pewnie zrobiliby żenujący rebootosequel albo co gorzej daliby remake.
9/10
PS. Polski plakat znacznie lepszy i bardziej oddający sedno filmu.
9/10
PS. Polski plakat znacznie lepszy i bardziej oddający sedno filmu.
09-01-2023, 13:30





