Louis Armstrong's Black & Blues - po opisach spodziewałem się więcej, bo wizja tego, że jedna z najbardziej ikonicznych postaci światowej kultury pozostawiła po sobie cały gabinet taśm z zapisami swoich prywatnych rozmów jest cudowna, a tutaj tego zupełnie nie wykorzystano. To trochę tak, jakby na podstawie materiału z nagrywania Let it Be Beatlesów nakręcić 90 minutowy dokument o całej karierze czwórki z Liverpoolu i wsadzić w niego z 15 minut tego materiału. Nie wiem o co chodzi, że tak skromnie użyto taśm Louisa, w sumie pojawiają się nie więcej niż z 10 razy w krótkich fragmentach i odniosłem wrażenie, że więcej się o nich opowiada, niż puszcza ich treść.
W każdym razie pomimo pewnego rozczarowania, to jednak jest to bardzo dobrze zrobiony dokument, świetnie podobierano archiwalne nagrania, wypowiedzi, występy, dużą przyjemnością było oglądanie tego, chociaż niewiele nowego się o Louisie dowiedziałem. Dam 7/10
Terms of Endearment - tutaj również spodziewałem się cudów, bo to w końcu jeden z filmów z oscarowym pokerem (wiem, nie do końca, bo Nicholson za drugi plan, ale to taki bardzo obszerny drugi plan), a jednak rozczarowanie i dzieło zaledwie dobre. Bardzo mi się nie podoba ta zmiana klimatu, gdy wjeżdża choroba i śmierć głównej bohaterki, trudno o lepszy przykład pójścia na skróty przy pisaniu historii niż "a tutaj nagle okazuje się, że ma raka!", no po cholerę to było? To mógł być taki dobry, bezpretensjonalny film o czwórce bohaterów przesiąkniętym egoizmem, a jednak próbujących mierzyć się z własnymi problemami, ograniczeniami, bardzo chciałem zobaczyć "normalny" koniec tej historii, a tutaj bez większego sensu i potrzeby jeb! choroba, śmierć. Żeby to jeszcze powodowało u widza jakiś szok, czy gorycz, a u mnie i mojej towarzyszki seansu reakcją było tylko "serio? w tą stronę ciągnięcie tę historię? czemu?". Mocne 6/10
Oscar dla Shirley MacLaine w pełni zasłużony, ale ten dla Jacka, hm, no sam nie wiem, nie oglądałem wszystkich konkurentów z tamtego roku, ale już nawet Sam Shepard z The Right Stuff był lepszy. Tak ogólnie, to zupełnie inaczej wyobrażałem sobie te oscarowe kreacje Nicholsona: u Formana wiadomo, że to pomnikowa rola, ale dwie statuetki za występy u Brooksa to spora przesada. Prędzej bym mu dał za Chinatown czy Ludzi honoru.
W każdym razie pomimo pewnego rozczarowania, to jednak jest to bardzo dobrze zrobiony dokument, świetnie podobierano archiwalne nagrania, wypowiedzi, występy, dużą przyjemnością było oglądanie tego, chociaż niewiele nowego się o Louisie dowiedziałem. Dam 7/10
Terms of Endearment - tutaj również spodziewałem się cudów, bo to w końcu jeden z filmów z oscarowym pokerem (wiem, nie do końca, bo Nicholson za drugi plan, ale to taki bardzo obszerny drugi plan), a jednak rozczarowanie i dzieło zaledwie dobre. Bardzo mi się nie podoba ta zmiana klimatu, gdy wjeżdża choroba i śmierć głównej bohaterki, trudno o lepszy przykład pójścia na skróty przy pisaniu historii niż "a tutaj nagle okazuje się, że ma raka!", no po cholerę to było? To mógł być taki dobry, bezpretensjonalny film o czwórce bohaterów przesiąkniętym egoizmem, a jednak próbujących mierzyć się z własnymi problemami, ograniczeniami, bardzo chciałem zobaczyć "normalny" koniec tej historii, a tutaj bez większego sensu i potrzeby jeb! choroba, śmierć. Żeby to jeszcze powodowało u widza jakiś szok, czy gorycz, a u mnie i mojej towarzyszki seansu reakcją było tylko "serio? w tą stronę ciągnięcie tę historię? czemu?". Mocne 6/10
Oscar dla Shirley MacLaine w pełni zasłużony, ale ten dla Jacka, hm, no sam nie wiem, nie oglądałem wszystkich konkurentów z tamtego roku, ale już nawet Sam Shepard z The Right Stuff był lepszy. Tak ogólnie, to zupełnie inaczej wyobrażałem sobie te oscarowe kreacje Nicholsona: u Formana wiadomo, że to pomnikowa rola, ale dwie statuetki za występy u Brooksa to spora przesada. Prędzej bym mu dał za Chinatown czy Ludzi honoru.
11-01-2023, 17:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2023, 17:03 przez simek.)





