Ja nie rozumiem czemu dłuższe nogi w wynikach filmu mają być zdrowsze i lepsze dla biznesu. Jeśli film ma zarobić 600 baniek, to co za różnica czy ludzie się na niego rzucą od razu i w trzy tygodnie zarobi 90% tej kwoty, czy że zacznie się marnie, a potem będą małe spadki? Z jednej strony można mówić że to oznaka tego, że film się po prostu podoba i dlatego zarabia długo, ale z drugiej strony najpewniej jest to po prostu znak czasów: większego marketingu, widoczności, oczekiwania na film. Tylko czemu dla dystrybutorów ma jeden czy drugi model zarobku być lepszy czy gorszy? Koniec końców ile mają kasy dostać, tyle dostaną.
Inna kwestia, że spada po prostu liczba chodzących do kina ogólnie, więc jest to widocznie w wynikach poszczególnych filmów. Swoją drogą: zazwyczaj przy okazji analiz box office pisze się tylko o USA, a przecież wiemy, że tam, czy w Europie zachodniej względna zamożność społeczeństwa raczej spadała w ostatnich dekadach, ale jest jeszcze reszta świata, fajnie byłoby poczytać porównanie o ile więcej od E.T czy Jurassic Park zarobił Avatar czy Avengersi w Europie środkowo-wschodniej, czy w Indiach, Chinach, Korei, Wietnamie i tak dalej, bo wydaje mi się że tam miliony nowych konsumentów doszły, tysiące kin, których nie było 30-40 lat temu.
Inna kwestia, że spada po prostu liczba chodzących do kina ogólnie, więc jest to widocznie w wynikach poszczególnych filmów. Swoją drogą: zazwyczaj przy okazji analiz box office pisze się tylko o USA, a przecież wiemy, że tam, czy w Europie zachodniej względna zamożność społeczeństwa raczej spadała w ostatnich dekadach, ale jest jeszcze reszta świata, fajnie byłoby poczytać porównanie o ile więcej od E.T czy Jurassic Park zarobił Avatar czy Avengersi w Europie środkowo-wschodniej, czy w Indiach, Chinach, Korei, Wietnamie i tak dalej, bo wydaje mi się że tam miliony nowych konsumentów doszły, tysiące kin, których nie było 30-40 lat temu.
15-01-2023, 19:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-01-2023, 19:31 przez simek.)





