Wielka Stopa i zbiry - wiele razy puszczali całą serię na TV4, na przełomie wieków. Ale wtedy obejrzałem tylko ostatnią odsłonę cyklu. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Przede wszystkim nie sądziłem, że filmy te trwają prawie 2 godziny miast standardowych 90 min. Pierwsza scena - agresywny Afroamerykanin strzela do wszystkich wokół grożąc, że pozabija :). Ale spokojnie, ostatecznie nie był sobą, a Rizzo używa pokojowego rozwiązania. Zdecydowanie to mocna sensacja i humor jest tu okazjonalny. Bud Spencer i kreowana przez niego postać komisarza Rizza jest tu zdecydowanym plusem - twardy glina, który słusznie używa przemocy do rozwiązania, ale też nie zabija i brzydzi się bronią palną. Jednocześnie bystry i kojarzący w porę fakty. I w przeciwieństwie do Czarnego pirata wypadł dobrze, bo widać że lepiej się czuł w tej roli. Dla fanów Spencera - pozycja obowiązkowa.
7/10
Wielka Stopa w Hongkongu - ten i reszta serii to jedne z niewielu filmów, w którym Spencer przemawia własnym głosem. Kiedyś to było - jechałeś sobie do Azji, a i tak mogłeś się dogadać, bo każdy tubylec był zdubbingowany na twój rodzimy język :). Ten chyba mi się najbardziej podoba. Większa intryga i skala. Dochodzi też różnorodność lokalizacji - Tajlandia, Chiny, japońskie dzielnice i portugalskie Makau. Ale kilka twistów można się domyśleć. Film ma ten plus, że choć występuje japońskie dziecko to ono rzadko mówi i nie irytuje. Występują tu też kaskaderzy od Jackiego Chana (ponoć nawet i sam Chan wystąpił jako jeden z bandziorów do oklepu) i mamy namiastkę filmu sztuk walki. Pokusiłbym się, że lepiej wypada niż takie Wejście smoka.
7/10
Wielka Stopa w Afryce - no, proszę Spencer na potańcówce jeszcze ma te kocie ruchy. W końcu natrafiłem na film, gdzie faktycznie Murzyn ginie pierwszy (kojarzy ktoś takowe filmy, bo to niby częsty trop w Hollywoodzie?). W każdym razie, jak widać Wielka Stopa jest jak James Bond, bo co w kolejnym sequelu wyrusza w egzotyczną lokalizację. Robi się bardziej komediowo, głównie za sprawą brygadiera Caputo. I bardziej stawiali na "police case of week" niż na życie osobiste Rizza. W jedynce mieliśmy sceny z jego konkubiną, a w dwójce zaadaptował japońskiego dzieciaka, który tu zniknął. A propo dzieci dużą rolę ma rezolutny czarny dzieciak. Nieco słabo aktorsko wypadł, ale ma dobrą chemię ze Spencerem. Ogólnie lewaków uspokoję, bo wszyscy czarni są dobrzy, a wyłącznymi bad guyami są biali i uprzywilejowani (no... w końcówce wśród obijanych zbirów był jeden ciemnoskóry). Dobra, Caputo by uciec potencjalnemu złolowi przebiera się za babę i nakłada blackface, ale śmiać się mamy z niego, bo w filmie jest pokazany jako idiota, a i tak murzyński ogrodnik go rozpoznaje :). A prawicowców uspokoję, bo film jest dostępny na Rai VOD (przy czym nie wiem czy dają jakieś ostrzeżenie). Warto obejrzeć dla afrykańskich plenerów i tego ładnie się ładnie wtedy Johanessburg prezentował. A znęcania nad zwierzętami nie ma, bo sceny z polowań wzięto z jakichś filmów dokumentalnych.
6,5/10
Wielka Stopa w Egipcie - tym razem zaadaptowany przez Rizza nie-biały dzieciak powrócił :). W dzieciństwie to był jedyny obejrzany film z Wielką Stopą. Najsłabszy z tetralogii. Z filmu na film idzie to bardziej w komedię. Jak napierdalanki w jedynce były dość realistyczne, tak tu przemoc już przypomina kreskówkę (zwłaszcza walka się z zabójczym karłem), a intryga pasuje do przejmowania władzy nad światem jak w komiksie. Także kłapy nie-włoskich aktorów w poprzednich odsłonach były jak tako, tak tu wołają się o pomstę do niego. Bezczelnie widać to na powracającym czarnym dzieciaku i Niemcu z Złota dla zuchwałych będącym czołowym bad guyem. O tyle plusem jest, że poziomem drastycznie nie odbiega. Grunt, że Rizzo wciąż jest kompetentny i nie dotknęło go flanderization - np. w scenie jak salwuje się ucieczką płynąc Nilem, ściga go krokodyl. Sekwencja kończy się tym, że Rizzo zwyczajnie dopływa do brzegu, nim gadzina go dopadnie - w amerykańskim filmie to hero na pewno by wywijał krokodylem :P. Także dzieciak nie irytuje i choć ma braki w aktorstwie, się polepszył i też dużo pomaga jego aktor głosowy. Film to dowód na to, że Arabów nie powinno traktować jako osobnej rasy i arabofobia to ksenofobia, a nie rasizm. W filmie są dwaj prominentni egipscy aktorzy - obaj wyglądają jak Włosi. A z kolei szejk koczowniczego plemienia jest grany przez Włocha i uwierzyłbym, że jest jakimś lokalsem z Bliskiego Wschodu.
6,5/10
Swoją ciekawe, że seria była puszczana w węgierskich i czechosłowackich kinach, gdy Polskę ominęła. Hm... niezbadane wyroki cenzorów (mimo wszystko za komuny to starali się sprowadzać najlepszej jakości filmy, a filmy Spencera-Hilla raczej nie miałyby poważania. A w tamtym czasie Gang Olsena i filmy de Funesa były negatywnie ocenianie przez polskich recenzentów).
7/10
Wielka Stopa w Hongkongu - ten i reszta serii to jedne z niewielu filmów, w którym Spencer przemawia własnym głosem. Kiedyś to było - jechałeś sobie do Azji, a i tak mogłeś się dogadać, bo każdy tubylec był zdubbingowany na twój rodzimy język :). Ten chyba mi się najbardziej podoba. Większa intryga i skala. Dochodzi też różnorodność lokalizacji - Tajlandia, Chiny, japońskie dzielnice i portugalskie Makau. Ale kilka twistów można się domyśleć. Film ma ten plus, że choć występuje japońskie dziecko to ono rzadko mówi i nie irytuje. Występują tu też kaskaderzy od Jackiego Chana (ponoć nawet i sam Chan wystąpił jako jeden z bandziorów do oklepu) i mamy namiastkę filmu sztuk walki. Pokusiłbym się, że lepiej wypada niż takie Wejście smoka.
7/10
Wielka Stopa w Afryce - no, proszę Spencer na potańcówce jeszcze ma te kocie ruchy. W końcu natrafiłem na film, gdzie faktycznie Murzyn ginie pierwszy (kojarzy ktoś takowe filmy, bo to niby częsty trop w Hollywoodzie?). W każdym razie, jak widać Wielka Stopa jest jak James Bond, bo co w kolejnym sequelu wyrusza w egzotyczną lokalizację. Robi się bardziej komediowo, głównie za sprawą brygadiera Caputo. I bardziej stawiali na "police case of week" niż na życie osobiste Rizza. W jedynce mieliśmy sceny z jego konkubiną, a w dwójce zaadaptował japońskiego dzieciaka, który tu zniknął. A propo dzieci dużą rolę ma rezolutny czarny dzieciak. Nieco słabo aktorsko wypadł, ale ma dobrą chemię ze Spencerem. Ogólnie lewaków uspokoję, bo wszyscy czarni są dobrzy, a wyłącznymi bad guyami są biali i uprzywilejowani (no... w końcówce wśród obijanych zbirów był jeden ciemnoskóry). Dobra, Caputo by uciec potencjalnemu złolowi przebiera się za babę i nakłada blackface, ale śmiać się mamy z niego, bo w filmie jest pokazany jako idiota, a i tak murzyński ogrodnik go rozpoznaje :). A prawicowców uspokoję, bo film jest dostępny na Rai VOD (przy czym nie wiem czy dają jakieś ostrzeżenie). Warto obejrzeć dla afrykańskich plenerów i tego ładnie się ładnie wtedy Johanessburg prezentował. A znęcania nad zwierzętami nie ma, bo sceny z polowań wzięto z jakichś filmów dokumentalnych.
6,5/10
Wielka Stopa w Egipcie - tym razem zaadaptowany przez Rizza nie-biały dzieciak powrócił :). W dzieciństwie to był jedyny obejrzany film z Wielką Stopą. Najsłabszy z tetralogii. Z filmu na film idzie to bardziej w komedię. Jak napierdalanki w jedynce były dość realistyczne, tak tu przemoc już przypomina kreskówkę (zwłaszcza walka się z zabójczym karłem), a intryga pasuje do przejmowania władzy nad światem jak w komiksie. Także kłapy nie-włoskich aktorów w poprzednich odsłonach były jak tako, tak tu wołają się o pomstę do niego. Bezczelnie widać to na powracającym czarnym dzieciaku i Niemcu z Złota dla zuchwałych będącym czołowym bad guyem. O tyle plusem jest, że poziomem drastycznie nie odbiega. Grunt, że Rizzo wciąż jest kompetentny i nie dotknęło go flanderization - np. w scenie jak salwuje się ucieczką płynąc Nilem, ściga go krokodyl. Sekwencja kończy się tym, że Rizzo zwyczajnie dopływa do brzegu, nim gadzina go dopadnie - w amerykańskim filmie to hero na pewno by wywijał krokodylem :P. Także dzieciak nie irytuje i choć ma braki w aktorstwie, się polepszył i też dużo pomaga jego aktor głosowy. Film to dowód na to, że Arabów nie powinno traktować jako osobnej rasy i arabofobia to ksenofobia, a nie rasizm. W filmie są dwaj prominentni egipscy aktorzy - obaj wyglądają jak Włosi. A z kolei szejk koczowniczego plemienia jest grany przez Włocha i uwierzyłbym, że jest jakimś lokalsem z Bliskiego Wschodu.
6,5/10
Swoją ciekawe, że seria była puszczana w węgierskich i czechosłowackich kinach, gdy Polskę ominęła. Hm... niezbadane wyroki cenzorów (mimo wszystko za komuny to starali się sprowadzać najlepszej jakości filmy, a filmy Spencera-Hilla raczej nie miałyby poważania. A w tamtym czasie Gang Olsena i filmy de Funesa były negatywnie ocenianie przez polskich recenzentów).
22-01-2023, 18:46





