The White Lotus to w zasadzie serial o ruchaniu. W pierwszym sezonie bogaci dupczą biednych, w drugim na odwrót, parytety pozostają więc zachowane; największa zaletę antologii White'a stanowi właśnie ta proporcjonalność - dostaje się po równo każdemu, nikt nie zdaje się być faworyzowany. Drugi sezon wypada słabiej, bo twórcy stępiło się nieco ostrze satyry. W zasadzie każdy członek hawajskiej ekipy służył za nośnik jakiejś myśli czy komentarza społecznego, a puenty poszczególnych wątków satysfakcjonowały (aczkolwiek czasem zalatywały lekko banałem). Pod tym względęm część bohaterów drugiego sezonu wypada blado; jakkolwiek miło zobaczyć znowu na ekranie Salieriego i Chrissiego z Sopranos, to obydwaj dostali do zagrania raczej puste postacie z marginalnym znaczeniem dla fabuły. Na dobrą sprawę spoko była wyłącznie dynamika wzajemnych relacji parek bogaczy, prowadząca czasem do nieoczywistych motywów, zakończona także cwanym niedopowiedzeniem. Poza tym trochę bida - "romans" młodego rycerza w lśniącej zbroi i kurewki nie mógł dostac bardziej przewidywalnego finału, druga dziwka zostaje obdarzona cukierkowanym zakończeniem (chociaż ogólnie na włoskie panienki nie narzekam, bo są słodkie), a wątek kierowniczki hotelu sprowadza się do tego, że zaliczyła w końcu ruchanko, przez co stała się milsza. No trochę bieda, zwłaszcza w porównaniu do pierwszego sezonu, w którym na dodatek mieliśmy MVP w osobie Armonda.
Mimo wszystko bez kręcenia nosem całości wystawiam 7/10. Przyjemna sprawa, czasem błyskotliwa i zabawna. Na kolana nie padam, ale lubię.
Mimo wszystko bez kręcenia nosem całości wystawiam 7/10. Przyjemna sprawa, czasem błyskotliwa i zabawna. Na kolana nie padam, ale lubię.
29-01-2023, 15:56





