przecież to praktycznie główna twarz tego dealu i jej nie pokażą nawet 5 min na ekranie, chociaż reakcja jak dostał pierwsze Jordany albo ich pierwsze spotkanie a to będzie pokazane tylko od strony firmy i rodziców Jordana i tyle, no dla mnie trochę niedosyt
w książce to fajnie opisywano
w książce to fajnie opisywano
Cytat:- Nie róbmy tego. Dajmy wszystko temu chłopakowi Michaelowi Jordanowi - tak według Rolanda Lazenby'ego, autora książki "Michael Jordan. Życie", przekonywał swojego szefa Vaccaro. Dodał przy tym, że "Jordan potrafi latać". Pasowało to jak ulał do firmy, której logo stanowiło skrzydło bogini zwycięstwa.
Wtedy dla Nike'a 2,5 mln dolarów to była fortuna, stawiali wszystko na jedną kartę. Na szali znalazła się również posada Vaccaro, który bezgranicznie wierzył w MJ-a. Wspólnie ze swoimi współpracownikami miał masę pomysłów co do strojów i butów, które latem 1984 roku przedstawił młodemu koszykarzowi.
Wśród nich była też nazwa - Air Jordan. Vaccaro i Jordan spotkali się po raz pierwszy podczas igrzysk w Los Angeles. - Michael, nie znasz mnie, ale zamierzamy stworzyć buty specjalnie dla ciebie. Nikt inny nie będzie takich miał - tak zareklamował swoją firmę Sonny. Po latach Jordan opowiadał, że wtedy niewiele wiedział o biznesie, nie znał Nike'a, a ta strona sportu w ogóle go nie interesowała.
Po tym spotkaniu obaj panowie, delikatnie mówiąc, nie przypadli sobie do gustu. Jordan uważał agenta włoskiego pochodzenia za typa spod ciemnej gwiazdy (inna sprawa, że wyglądał jak typowy mafioso i nieraz korzystał na tym wizerunku), a z drugiej strony Vaccaro uważał Jordana za rozwydrzonego dzieciaka.
Zwłaszcza po tym, jak MJ kompletnie zignorował jego plany dotyczące własnej linii produktowej i dopytywał się tylko, czy dostanie samochód. W końcu amerykański 21-latek miał w tamtych czasach swoje priorytety. - Michael był dupkiem. Nie umiał liczyć pieniędzy, był chłopcem. Kontrakt na reklamowanie butów w latach 80. nic nie znaczył i było mu to obojętne. Nie chciał do nas dołączyć. Wolał Adidasa, który miał ładniejsze dresy - wspominał po latach Vaccaro.
Na pierwszy rzut oka wydawało się, że to Adidas albo Converse wygrają wyścig po Jordana. Dzień po zdobyciu olimpijskiego złota w 1984 roku Nike i MJ usiedli jednak do negocjacji. Michael miał dostać obiecane 2,5 mln dolarów w ciągu pięciu lat oraz bonus za podpisanie kontraktu. Poza tym Nike miał reklamować jego markę Air Jordan i, jak było wcześniej wspomniane, zaoferował jeszcze 21-latkowi 25 proc. od każdej sprzedanej pary butów. Inna sprawa, że agent Jordana mógłby nawet wynegocjować i 50 proc. - Wolał więcej pieniędzy z góry. W 1984 roku nie było żadnej gwarancji, że sprzedamy jakiekolwiek buty - wyjaśnił Vaccaro.
To była oferta nie do odrzucenia. Michael zdawał sobie z tego sprawę, ale i tak nie chciał iść do Nike'a. W przeddzień spotkania, na którym miano mu przedstawić wizję kampanii air jordanów, Michael zakomunikował rodzicom, że nigdzie się nie wybiera - ma dość latania, a poza tym nie chce oglądać butów, których nie lubi. Na swoim postawiła matka Jordana - Deloris, która doprowadziła syna na lotnisko i razem z nim spotkała się później z przedstawicielami firmy.
Podczas prezentacji MJ prawie się nie odzywał, nie chciał tam być i biło to z jego postawy. Po tym, jak pokazano mu projekt czerwono-czarnych butów, zdobył się tylko na komentarz, że "czerwony to kolor diabła". Michael po raz kolejny zapytał też o samochód. Wtedy Vaccaro wyciągnął z kieszeni dwa resoraki i popchnął je przez stół w kierunku Michaela. - Są twoje - powiedział. Dodał, że po podpisaniu kontraktu będzie mógł sobie kupić taki samochód, jaki zechce.
W "Ostatnim tańcu" 57-letni Jordan przed kamerą powiedział, że doznał kontuzji z powodu błędu technicznego, ale w latach 80. za uraz obwiniał obuwie. Wróćmy jednak do 1988 roku, gdy zorganizowano spotkanie, które zarówno dla 25-letniego Jordana, jak i szefów Nike'a, miało być pożegnalnym. Hatfield miał przygotowany prezent w postaci nowej pary butów, to miała być ostatnia deska ratunku.
W sali konferencyjnej jednego z kalifornijskich hoteli zebrali się przedstawiciele Nike'a, w tym Knight, agenci Jordana oraz rodzice gwiazdora - Deloris i James, no i Hatfield. Wszyscy czekali na Michaela. Minęła jedna godzina, druga, trzecia... Na twarzach rodziców Jordana powoli zaczęło się malować niedowierzanie i lekkie zażenowanie, choć jak tylko mogli, starali się tego nie pokazywać. - Siedzieli spokojnie, pełni powagi, próbowali zachować twarz - tak pamięta to Hatfield.
Nikt nie wiedział, kiedy w końcu Michael się pojawi. - Czekaliśmy cztery godziny. Mniej więcej tyle czasu zajmuje rozegranie partyjki golfa na 18 dołkach. Michael na polu spotkał się wtedy z potencjalnymi partnerami biznesowymi, podczas gdy jeden z naszych ludzi starał się go namówić do przyjścia do hotelu na nasze spotkanie - wyjaśnił Hatfield. W końcu MJ przyszedł. Był w fatalnym nastroju, niezainteresowany, z naburmuszoną miną. Ludzie z Nike'a już kiedyś to przerabiali. Hatfield wyciągnął z pudełka buty Air Jordan III - to odmieniło panującą na sali atmosferę. Przez lata projektant sądził, że to dzięki jego butom związek Michaela i Nike przetrwał.
Po latach dowiedział się, co wydarzało się tuż po tym pamiętnym spotkaniu. Michael wyszedł z hotelu i szedł przez parking, gdy gwałtownie chwycił go ojciec. - Synu, to było upokarzające dla twojej matki i dla mnie - powiedział James Jordan. MJ ukorzył się - przeprosił za swoje zachowanie i zapytał: - Co powinienem zrobić?
09-02-2023, 20:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-02-2023, 20:29 przez Spoilerowo.)
Spoiler




