Shadow Of Doubt
Najgorszy film Hitchcocka. Dawno niewidziany wujek (hobbystycznie morderca) odwiedza rodzinkę złożoną z durnego ojca, głupiej matki, irytującej córki (głównej bohaterki) i dwóch lekko upośledzonych, rezolutnych (najgorsza cecha ekranowej dziatwy) bachorów (dziewczynka czyta książki, chwali się wiedzą, poucza innych i wypowiada się z tą irytującą, typową dla kina z tamtego okresu manierą; dajcie mi kierwa strzelbę). Nie mija 10 minut seansu, a ja już kibicuję złoczyńcy (jedynej przyzwoicie napisanej i zagranej postaci w tym szrocie) i bezgłośnie błagam o zgubę dla jego krewnych. Nie wiem kto zatwierdzał scenariusz, ale powinien natenczas karnie odpowiadać za doprowadzenie do realizacji tych bredni; dawno nie spotkałem się z tak wieloma fatalnie nakreślonymi bohaterami. Palmę zjebania dzierży młodziutka protagonistka z rozmarzonych uśmiechem (oni tu w ogóle cieszą ryje jakby byli zdrowo pierdolnięci) - na początku gnuśna, znudzona prozą życia, zaś po przyjeździe ukochanego wujka niby nowo narodzona, radosna i hiperaktywna. Obściskuje wuja, prawi mu komplementy, chwali na każdym kroku i z maślanymi oczami rozpowiada wszystkim jak to się cieszy z przybycia kochanego Charliego. W pewnym momencie naszła mnie przelotna, głupia myśl i zacząłem się zastanawiać, czy nie wskoczy mu czasem na bolca. Pomysł oczywiście durny, niemniej byłoby to i tak jedno z bardziej logicznych rozwiązań fabularnych, bo cała intryga sięga najwyższych poziomów absurdu. Durne babsko dowiaduje się o zabójczych instynynktach wuja i... nie robi z tym kompletnie nic. Dwukrotnie unika śmierci w wyniku podejrzanego zbiegu okoliczności i... nic z tym nie robi (cała rodzinka zresztą przechodzi nad tym wypadkami do porządku dziennego). Skrypt upstrzony jest takimi właśnie głupotkami, przez co relacja dziewczyny z wujem (mająca spory potencjał dramaturgiczny) śmieszy (zamiast intrygować). Wydarzenia spuentowano dialogiem ze standardowym morałem (musimy uważać na zło tego świata), po usłyszeniu którego zlapałem się za głowę. Nic tu nie zagrało.
Michał Oleszyczyk wystawił 10/10. Ode mnie słaba dwója. Tego typu filmy wywołują w Nortonie złe emocje.
Najgorszy film Hitchcocka. Dawno niewidziany wujek (hobbystycznie morderca) odwiedza rodzinkę złożoną z durnego ojca, głupiej matki, irytującej córki (głównej bohaterki) i dwóch lekko upośledzonych, rezolutnych (najgorsza cecha ekranowej dziatwy) bachorów (dziewczynka czyta książki, chwali się wiedzą, poucza innych i wypowiada się z tą irytującą, typową dla kina z tamtego okresu manierą; dajcie mi kierwa strzelbę). Nie mija 10 minut seansu, a ja już kibicuję złoczyńcy (jedynej przyzwoicie napisanej i zagranej postaci w tym szrocie) i bezgłośnie błagam o zgubę dla jego krewnych. Nie wiem kto zatwierdzał scenariusz, ale powinien natenczas karnie odpowiadać za doprowadzenie do realizacji tych bredni; dawno nie spotkałem się z tak wieloma fatalnie nakreślonymi bohaterami. Palmę zjebania dzierży młodziutka protagonistka z rozmarzonych uśmiechem (oni tu w ogóle cieszą ryje jakby byli zdrowo pierdolnięci) - na początku gnuśna, znudzona prozą życia, zaś po przyjeździe ukochanego wujka niby nowo narodzona, radosna i hiperaktywna. Obściskuje wuja, prawi mu komplementy, chwali na każdym kroku i z maślanymi oczami rozpowiada wszystkim jak to się cieszy z przybycia kochanego Charliego. W pewnym momencie naszła mnie przelotna, głupia myśl i zacząłem się zastanawiać, czy nie wskoczy mu czasem na bolca. Pomysł oczywiście durny, niemniej byłoby to i tak jedno z bardziej logicznych rozwiązań fabularnych, bo cała intryga sięga najwyższych poziomów absurdu. Durne babsko dowiaduje się o zabójczych instynynktach wuja i... nie robi z tym kompletnie nic. Dwukrotnie unika śmierci w wyniku podejrzanego zbiegu okoliczności i... nic z tym nie robi (cała rodzinka zresztą przechodzi nad tym wypadkami do porządku dziennego). Skrypt upstrzony jest takimi właśnie głupotkami, przez co relacja dziewczyny z wujem (mająca spory potencjał dramaturgiczny) śmieszy (zamiast intrygować). Wydarzenia spuentowano dialogiem ze standardowym morałem (musimy uważać na zło tego świata), po usłyszeniu którego zlapałem się za głowę. Nic tu nie zagrało.
Michał Oleszyczyk wystawił 10/10. Ode mnie słaba dwója. Tego typu filmy wywołują w Nortonie złe emocje.
14-02-2023, 14:31





