Listonosz Pat i wielki świat - się oglądało na Wieczorynce. I się widziało plakat pełnometrażówki w kinie, który zapowiadał cringe. i też nie wiem czy to jest dobry materiał na film pełnometrażowy, bo oryginalnie to była prosta kreskówka pokazująca zawód listonosza od kuchni (BTW to dość charakterystyczna cecha brytyjskich seriali animowanych, że ich fabuła polega na kulisach danego zawodu zaufania publicznego), gdzie wszystkim postaciom podkładał głos jeden koleś.
No i bez zaskoczeń. Fabułę to się widziało z milion razy w tego typu produkcjach dla dzieci. Gość ma szansę stać się kimś, ale traci to co jest ważniejsze. Ughh... I mówiąc o cechach nieobecnych w oryginale to Jess często ma slapstickowe wywalanie na glebę, by było śmiesznie. I wiem, że to produkcja dla małych dzieci, ale ciężko mi uwierzyć, że w dzisiejszej UK listonosz z prowincji zostanie drugą Susan Boyle i fenomenem, który chce zekranizować Spielberg czy Bay - jest białym heteroseksualnym facetem ze wsi i zdejmuje czapkę w kościele. I jestem zaskoczony, że w filmie z postaci pastora nie zrobili złego albo zmienili płci.
Jest jeszcze wątek jak zły koszerny (bo ma zakrzywiony nos ;)) wiceprezes Royal Mail chce zawładnąć światem za pomocą robotów począwszy od zastąpienia Pata i Jessa mechanicznymi sobowtórami. No i potwierdza się, że ludzie ze wsi to zacofane przygłupy. Nie zauważyli, że ten Robonosz z dziwne metalicznym głosem, świecącymi oczami i uśmiechem Jokera to jakiś robot z Doktora Who? Animacja to nieco lepsze Stacyjkowo. I całość mocno pod dzieci, tak pojawiają się dość nieadekwatne rzeczy - Terminakot na pewnie będzie się śnił dzieciom w koszmarach.
Polski dubbing OK. Trochę wysilili się - przez moment pojawia się postać z Irlandii i w polskim dubbingu mówi jakimś akcentem. I mamy postać będącą pastiszem Simona Cowella – tutaj Simon Cowbell. A, że Kupa Mojesutki to polska podróba Cowella, to w polskim dubbingu się nazywa Kuba Powiatowy - widać, że tłumacz nie mógł się powstrzymać i chciał utrwalić jakoś ten suchar :).
5/10
Praziomek - też w kinie żem nie widział, bo jakoś mnie nie ciągnęło. Wciąż Kubo i dwie struny to dla mnie najlepsza animacja od Laiki, ale tą również warto ujrzeć. Zwłaszcza dla animacji, która jest momentami tak płynna, że można wziąć to za CGI. I tylko ruchy ust wskazują na poklatkowy rodowód. To najlepsza jakościowa animacja Laiki.
Nieco zaskoczyła mnie fabuła, bo jedynie wiedziałem, że jest brakujące ogniwo i ma zabawne perypetie w XIX-wiecznej Europie. Lionel całkiem nieszablonowy - mam wrażenie, że w innym filmie dla dzieci byłby villainem. Rozwaliło mnie, że Yeti wprost uważają Sasquatcha za przypałowego krewnego, którego trzeba się pozbyć, by nie robił siary :). Adelina też zabawna i choć jest twarda i nie wpada w romanse z Lionelem (lać wątki miłosne!), to wiele razy staje się damą w opałach ku jej wściekłosci :). Brak wyjaśnienia jaka wspólna przeszłość stał za Lionelem i mężem Adeliny. Z drugiej strony czułem że będzie to twist powodujący chwilowe rozstanie w 3. akcie, ale Laika jest na szczęście jest zbyt ambitna na tego typu klisze.
Szkoda, że produkcje Laiki tak mało zarabiają, bo zasługują na większe uznanie i wybijają na tle animowanego mainstreamu.
7,5/10
No i bez zaskoczeń. Fabułę to się widziało z milion razy w tego typu produkcjach dla dzieci. Gość ma szansę stać się kimś, ale traci to co jest ważniejsze. Ughh... I mówiąc o cechach nieobecnych w oryginale to Jess często ma slapstickowe wywalanie na glebę, by było śmiesznie. I wiem, że to produkcja dla małych dzieci, ale ciężko mi uwierzyć, że w dzisiejszej UK listonosz z prowincji zostanie drugą Susan Boyle i fenomenem, który chce zekranizować Spielberg czy Bay - jest białym heteroseksualnym facetem ze wsi i zdejmuje czapkę w kościele. I jestem zaskoczony, że w filmie z postaci pastora nie zrobili złego albo zmienili płci.
Jest jeszcze wątek jak zły koszerny (bo ma zakrzywiony nos ;)) wiceprezes Royal Mail chce zawładnąć światem za pomocą robotów począwszy od zastąpienia Pata i Jessa mechanicznymi sobowtórami. No i potwierdza się, że ludzie ze wsi to zacofane przygłupy. Nie zauważyli, że ten Robonosz z dziwne metalicznym głosem, świecącymi oczami i uśmiechem Jokera to jakiś robot z Doktora Who? Animacja to nieco lepsze Stacyjkowo. I całość mocno pod dzieci, tak pojawiają się dość nieadekwatne rzeczy - Terminakot na pewnie będzie się śnił dzieciom w koszmarach.
Polski dubbing OK. Trochę wysilili się - przez moment pojawia się postać z Irlandii i w polskim dubbingu mówi jakimś akcentem. I mamy postać będącą pastiszem Simona Cowella – tutaj Simon Cowbell. A, że Kupa Mojesutki to polska podróba Cowella, to w polskim dubbingu się nazywa Kuba Powiatowy - widać, że tłumacz nie mógł się powstrzymać i chciał utrwalić jakoś ten suchar :).
5/10
Praziomek - też w kinie żem nie widział, bo jakoś mnie nie ciągnęło. Wciąż Kubo i dwie struny to dla mnie najlepsza animacja od Laiki, ale tą również warto ujrzeć. Zwłaszcza dla animacji, która jest momentami tak płynna, że można wziąć to za CGI. I tylko ruchy ust wskazują na poklatkowy rodowód. To najlepsza jakościowa animacja Laiki.
Nieco zaskoczyła mnie fabuła, bo jedynie wiedziałem, że jest brakujące ogniwo i ma zabawne perypetie w XIX-wiecznej Europie. Lionel całkiem nieszablonowy - mam wrażenie, że w innym filmie dla dzieci byłby villainem. Rozwaliło mnie, że Yeti wprost uważają Sasquatcha za przypałowego krewnego, którego trzeba się pozbyć, by nie robił siary :). Adelina też zabawna i choć jest twarda i nie wpada w romanse z Lionelem (lać wątki miłosne!), to wiele razy staje się damą w opałach ku jej wściekłosci :). Brak wyjaśnienia jaka wspólna przeszłość stał za Lionelem i mężem Adeliny. Z drugiej strony czułem że będzie to twist powodujący chwilowe rozstanie w 3. akcie, ale Laika jest na szczęście jest zbyt ambitna na tego typu klisze.
Szkoda, że produkcje Laiki tak mało zarabiają, bo zasługują na większe uznanie i wybijają na tle animowanego mainstreamu.
7,5/10
19-02-2023, 17:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2023, 11:45 przez OGPUEE.)






