Siódmy syn - trochę to wygląda jak druga po Rycerzach z Tir-Na-Nog (oprócz mnie kojarzy ktoś z Polsatu?) próba osadzenia formuły Power Rangers w średniowiecznej Europie. M.in. Jeff Bridges więzi w podziemnym kuble średniowieczną Ritę Odrazę. Nawet jeden z minionów Rity w finale powiększa się, ta zaś zmienia się w wywernę z dredami. Trochę bajka dla starszych dzieci. Jeff Bridges (mówiący śmiesznym głosem) i główny lead mają za towarzysza jakiegoś ogra. Raczej nienajgorsze, ale do wybitności BAAARDZO daleko. Można puścić do obiadku w tle.
Pochwalę za to ukazanie multikulti. Oczywiście w dzisiejszym amerykańskim filmie fantasy opartym na dawnej Europie nie może być jedynie białych i w stolicy jest mnóstwo POC, jednak twórcy trochę posiedzieli nad tym. Gdyż Azjaci mają te talerzowate kapelusze, a Afrykanie wyglądają jak z Orszaku Trzech Króli, co sugeruje że to imigranci/turyści/kupcy. I każdy z minionów nie będącym białym ma nawiązanie do swej rodzimej kultury. A potem Gregory i Tom wspólny quest mają w Imperium Osmańskim.
5/10
Ostatni smok: Kiedyś to było. Etos rycerski i zero grzeszenia. Teraz nie ma czasów - powtóreczka. Niecodzienny widok, gdy głównym złym jest koleś, który wygląda jak rodzony comic relief (ruda chłopska czupryna, głupawy wyraz gęby). I co lepsze - to działa. Einon to kawał bladysyna. Pochwalę castingowców, bo chłopak grający młodego Einona niemal dokładnie wygląda jak Thewlis. Sam film to całkiem fajna przygodówka o ponadczasowych wartościach. Quaid jako szczerze honorowy rycerz traktujący serio dawny etos daje radę i wierzy się w jego rozterki. Czego nie spodziewałem się po latach, to że nawiązano do religii chrześcijańskiej i tego, że smoki muszą zasłużyć na pójście do nieba. I mowa Draco o zniknięciu duszy i strachu przed śmiercią daje do myślenia. Draco na maksa komputerowy i projekt smoka nigdy do mnie nie trafia, ale nadrabia urokiem Seana Connery'ego, który prócz bycia dystyngowanym dżentelmenem, to kawał kluczącego cwaniaka (ale wciąż o złotym sercu). No i to czasy, gdy taki Draco był jedynym cyfrowym koszmarkiem, a reszta to ładna analogowa szkoła z plenerami i faktyczną kaskaderką (i parę ujęć cuchnącej mordy smoka wykonano animatronicznie), gdzie fajnie to się ogląda.
8/10
Pochwalę za to ukazanie multikulti. Oczywiście w dzisiejszym amerykańskim filmie fantasy opartym na dawnej Europie nie może być jedynie białych i w stolicy jest mnóstwo POC, jednak twórcy trochę posiedzieli nad tym. Gdyż Azjaci mają te talerzowate kapelusze, a Afrykanie wyglądają jak z Orszaku Trzech Króli, co sugeruje że to imigranci/turyści/kupcy. I każdy z minionów nie będącym białym ma nawiązanie do swej rodzimej kultury. A potem Gregory i Tom wspólny quest mają w Imperium Osmańskim.
5/10
Ostatni smok: Kiedyś to było. Etos rycerski i zero grzeszenia. Teraz nie ma czasów - powtóreczka. Niecodzienny widok, gdy głównym złym jest koleś, który wygląda jak rodzony comic relief (ruda chłopska czupryna, głupawy wyraz gęby). I co lepsze - to działa. Einon to kawał bladysyna. Pochwalę castingowców, bo chłopak grający młodego Einona niemal dokładnie wygląda jak Thewlis. Sam film to całkiem fajna przygodówka o ponadczasowych wartościach. Quaid jako szczerze honorowy rycerz traktujący serio dawny etos daje radę i wierzy się w jego rozterki. Czego nie spodziewałem się po latach, to że nawiązano do religii chrześcijańskiej i tego, że smoki muszą zasłużyć na pójście do nieba. I mowa Draco o zniknięciu duszy i strachu przed śmiercią daje do myślenia. Draco na maksa komputerowy i projekt smoka nigdy do mnie nie trafia, ale nadrabia urokiem Seana Connery'ego, który prócz bycia dystyngowanym dżentelmenem, to kawał kluczącego cwaniaka (ale wciąż o złotym sercu). No i to czasy, gdy taki Draco był jedynym cyfrowym koszmarkiem, a reszta to ładna analogowa szkoła z plenerami i faktyczną kaskaderką (i parę ujęć cuchnącej mordy smoka wykonano animatronicznie), gdzie fajnie to się ogląda.
8/10
21-02-2023, 20:04





