Familijne powtórki:
Piotruś Pan (2003) - najwierniejsza ekranizacja powieści Barry'ego. M.in. Piotruś mówi, że nie ma Zagubionych Dziewczynek, ponieważ te są za mądre na wypadanie z kołysek. Filmowcy zasugerowali, że tak jak w książce Nibylandia to coś w stylu Fantazji z Niekończącej opowieści, bo na początku dzieci wspominają wcześniej o piratach i na miejscu rozpoznają każdego z piratów, mimo że widzą ich pierwszy raz. I Zagubieni Chłopcy są zaadaptowani mimo początkowych zastrzeżeń pana Darlinga (i tak ¾ z nich zginie na froncie I wojny światowej :)). Choć film pozwolił na parę uaktualnień, bo pojawia się nowa postać (ciotka Darlingów chcąca posłać Wendy do żeńskiej szkoły), a Wendy chce pisać powieści, co nie podoba się innym, bo literatkom ciężko znaleźć męża. A Nana jak w Disneyu jest bernardynem zamiast nowofundlandem. I Wendy przeraża fakt, że musi się hajtnąć. A oprócz Tygrysiej Lilii porwani zostają Janek i Michaś, którzy są bezczelnie traktowani jako piąte koło wozu, o którym Piotruś wiecznie zapomina :D.
Ale na szczęście powstał w odpowiednich czasach, ponieważ Wendy choć ma w łapie miecz i walczy z jednym z piratów, to nie robią jakiejś feministki, a jedyne diversity to załoga Kapitana Haka (tak jak w książce) i syreny. I Hakowi pozwolono palić podwójne cygaro. I jakaś aktualizacja względem obecnej wrażliwości to, że Indianie są wierniej odtworzeni i mówią wyłącznie po indiańsku, a Tygrysia Lilia jest nieco kompetentniejsza od chłopców, co jednak nie psuje wrażeń i pasuje w kontekście świata przedstawionego (mi się spodobał moment, jak bracia żałośnie proszą piratów o litość, a Tygrysia Lilia patrzy na nich z czystą żenadą :D).
I choć disneyowski Piotruś Pan ma specjalne miejsce w mym sercu, to ten film jest lepszy. Dzwoneczek jak w Disneyu świecąca się na złoto (czy to trudno disnejowska live action wersjo?) i niema zawistna socjopatka, która nawet wypina dupę przed Wendy - świetna aktorka. Dzieci wypadają bardzo dobrze i jeremy Sumpter pięknie uchwycił istotę tytułowego bohatera będącego popisującym się mądralą przerażonym na myślą o prawdziwej dorosłości. Oraz jego miłość Wendy traktującej Piotrusia jako swój pierwszy crush. I Hak jest smutny, że jakiś gówniarz znalazł miłość, a jemu zostało trzepanie do pornoli, których jeszcze nie wynaleziono. W ogóle pamiętam w Co jest grane? jak recenzent pisał pierdolety o jakimś erotyzmie Piotrusia i Wendy, gdy w filmie to zwykły niewinny romans ze szkolnych lat i sam film spokojnie można pokazać dzieciom bez obaw, że będą miały skazy na psychice. OK, technicznie Czarny Zamek to mroczna sekwencja, a syreny są urwane z horroru i nie szczędzą widoku na odcięty kikut Haka (w ogóle scena jak Hak pierwszy raz się pojawia i wygląda jak śćpana gwiazda glam rocka :)), który zabija kilku piratów... i przyznam, że ta gnijąca papuga piratów jest nieco creepy, ale też twórcy z tym nie przesadzają i wiele mrocznych scen rozładowuje duża ilość humoru.
Film jest mocno wystylizowany, głównie przez dość kreatywne wykorzystanie CGI służące przede wszystkim do owej stylizacji, bo w większości to analogowa szkoła. W scenach lotu trochę odstaje tło i bluescreen, ale zwalam na ząb czasu. CGI krokodyla bardzo dobre na tamte lata. Świetna muzyka, gdy dzieci startują z Piotrusiem do Nibylandii.
Polski dubbing poprawny, choć Fronczewski cholernie wybija się jako pan Darling / Hak - przykład dlaczego znani i ropzoznawalni aktorzy w dubbingach powinni się ograniczać do animacji. I wszyscy bohaterowie w polskim dubbingu otrzymali polskie imiona, a jedyną osobą bez takowego jest Wendy. Kurde, w PRL-owskim dubbingu jakoś potrafili zrobić Wendy Wandą, a tu nie dało się?!
Spokojnie można pokazać dzieciakom jako alternatywę dla disneyowskiej wersji
9,9/10
Rybki z ferajny - byłem w kinie i dziś jest mi wstyd. Nie bez powodu to jest wymieniane jako najgorsza animacja Dreamworksa. Praktycznie wygląda jak spoof takowej animacji - duże ilości celebrytów w obsadzie, popkulturowe nawiązania dla samego nawiązywania, żenujące próby poklasku pod starszych widzów, randomowy żart z pierdzeniem na zasadzie "bo tak", nawsadzanie popowych kawałków i wspólne tańce na końcu.
Ziomalski do przesady, nie mówiąc o oklepanych chwytach, które przy lepszym scenariuszu by nie wybijały, a tu wybijają. Jak dziewczyna głównego bohatera z nim zrywa, bo "stał się inny i oto chodzi w marzeniach" i wcześniej zgrywa zazdrosną małpę, bo jej gach całował się z całkowicie zbędną postacią rybiej Angeliny Jolie (nie pamiętałem, o co z nią chodziło oprócz zarywania do Oscara). No dobra, liar revealed pokazano w końcówce i nikt od Oscara się nie odwraca. Ale to byłby jedyny film, gdzie wszyscy nienawidzą kłamcę i każą mu się wynosić, gdzie miałby to sens. Bo koleś okłamuje, że jest w stanie zniszczyć rekiny aka mafię (i daje nadzieję na lepsze jutro), a okazuje się żałosnym zakłamanym przegrywem, pewnie niektórzy by pomyśleli, że jest cynglem mafii. A na dodatek gość jest nieco złamasem, więc ostracyzm byłby wskazany. A w nagrodę Oscarowi przebaczone i zostaje współwłaścicielem myjni i potem scena jednania się z Nagiej Broni 1. A gangsterzy zostają spoko ziomkami w hiphopowej stylówie, mimo że dalej pewnie wymuszają haracze i łamią kończyny rybkom, a pewnie wciąż żyją osoby, którym zniszczyli życie :P.
Końcowa taneczna sekwencja już za dzieciaka budziła u mnie cringe. Teraz zdałem sprawę, jakie niektóre projekty graficzne są zwyczajnie paskudne i podobieństwa do aktorów głosowych są aż nazbyt uderzające. A wspominają już, że Oscar to nieco złamas? Jego dziewczyna daje mu swą rodzinną perłę na spłatę długu, a ten w ostatniej chwili woli postawić na wyścigach koni morskich (co nawet Sykes uważa za debilizm). Próbują zrobić smutny i dramatyczny moment śmierci Frankiego, oczywiście spaprany bo kolesia jest mało i to złoczyńca, a wcześniej dali suchar ze zmiennocieplnością i plaskaczem. Świat przedstawiony to jakiś dziwny miks Tęczowych rybek i Spongeboba z licznymi punami polegającymi na zmianie literek w znanych markach. I czemuż to ojciec Oscara ma ludziee afro, które przeradza w łysinę i wąsy mimo bycia łuskowatą RYBĄ!? Poza tym rekiny są jako pokazane mięsożercy, bo mafia. Dobra, ale rekiny nie są jedynymi drapieżnikami w środowisku wodnym. Ech, za dużo wymagam. Jedyny taki przejaw kreatywności to są meduzy będące rastafarianami (i z nimi się wiąże jedyny udany in-joke). I na sój sposób fajna była ta łysa ośmiornica na usługach główny szefa rekinów.
Polski dubbing ujdzie. Cezary Pazura to kompletna pomyłka i żal, że jednak nie wzięli Jacka Kopczyńskiego (który dubbingował Oscara w zwiastunie) jak pierwotnie chcieli. A to dlatego, że producenci z Ameryki uparli się na kogoś znanego. No i to ten czas cholernych wierzbiętyzmów, które z perspektywy czasów wypadają fatalnie, nie mówiąc o polskich wtrętach zahaczających o politykę (jak rybia Monika Olejnik rzuca "będziesz Hausnerem" czy "Belka ostatniego ratunku" - urgh...) czy o wacikach.
2/10
Piotruś Pan (2003) - najwierniejsza ekranizacja powieści Barry'ego. M.in. Piotruś mówi, że nie ma Zagubionych Dziewczynek, ponieważ te są za mądre na wypadanie z kołysek. Filmowcy zasugerowali, że tak jak w książce Nibylandia to coś w stylu Fantazji z Niekończącej opowieści, bo na początku dzieci wspominają wcześniej o piratach i na miejscu rozpoznają każdego z piratów, mimo że widzą ich pierwszy raz. I Zagubieni Chłopcy są zaadaptowani mimo początkowych zastrzeżeń pana Darlinga (i tak ¾ z nich zginie na froncie I wojny światowej :)). Choć film pozwolił na parę uaktualnień, bo pojawia się nowa postać (ciotka Darlingów chcąca posłać Wendy do żeńskiej szkoły), a Wendy chce pisać powieści, co nie podoba się innym, bo literatkom ciężko znaleźć męża. A Nana jak w Disneyu jest bernardynem zamiast nowofundlandem. I Wendy przeraża fakt, że musi się hajtnąć. A oprócz Tygrysiej Lilii porwani zostają Janek i Michaś, którzy są bezczelnie traktowani jako piąte koło wozu, o którym Piotruś wiecznie zapomina :D.
Ale na szczęście powstał w odpowiednich czasach, ponieważ Wendy choć ma w łapie miecz i walczy z jednym z piratów, to nie robią jakiejś feministki, a jedyne diversity to załoga Kapitana Haka (tak jak w książce) i syreny. I Hakowi pozwolono palić podwójne cygaro. I jakaś aktualizacja względem obecnej wrażliwości to, że Indianie są wierniej odtworzeni i mówią wyłącznie po indiańsku, a Tygrysia Lilia jest nieco kompetentniejsza od chłopców, co jednak nie psuje wrażeń i pasuje w kontekście świata przedstawionego (mi się spodobał moment, jak bracia żałośnie proszą piratów o litość, a Tygrysia Lilia patrzy na nich z czystą żenadą :D).
I choć disneyowski Piotruś Pan ma specjalne miejsce w mym sercu, to ten film jest lepszy. Dzwoneczek jak w Disneyu świecąca się na złoto (czy to trudno disnejowska live action wersjo?) i niema zawistna socjopatka, która nawet wypina dupę przed Wendy - świetna aktorka. Dzieci wypadają bardzo dobrze i jeremy Sumpter pięknie uchwycił istotę tytułowego bohatera będącego popisującym się mądralą przerażonym na myślą o prawdziwej dorosłości. Oraz jego miłość Wendy traktującej Piotrusia jako swój pierwszy crush. I Hak jest smutny, że jakiś gówniarz znalazł miłość, a jemu zostało trzepanie do pornoli, których jeszcze nie wynaleziono. W ogóle pamiętam w Co jest grane? jak recenzent pisał pierdolety o jakimś erotyzmie Piotrusia i Wendy, gdy w filmie to zwykły niewinny romans ze szkolnych lat i sam film spokojnie można pokazać dzieciom bez obaw, że będą miały skazy na psychice. OK, technicznie Czarny Zamek to mroczna sekwencja, a syreny są urwane z horroru i nie szczędzą widoku na odcięty kikut Haka (w ogóle scena jak Hak pierwszy raz się pojawia i wygląda jak śćpana gwiazda glam rocka :)), który zabija kilku piratów... i przyznam, że ta gnijąca papuga piratów jest nieco creepy, ale też twórcy z tym nie przesadzają i wiele mrocznych scen rozładowuje duża ilość humoru.
Film jest mocno wystylizowany, głównie przez dość kreatywne wykorzystanie CGI służące przede wszystkim do owej stylizacji, bo w większości to analogowa szkoła. W scenach lotu trochę odstaje tło i bluescreen, ale zwalam na ząb czasu. CGI krokodyla bardzo dobre na tamte lata. Świetna muzyka, gdy dzieci startują z Piotrusiem do Nibylandii.
Polski dubbing poprawny, choć Fronczewski cholernie wybija się jako pan Darling / Hak - przykład dlaczego znani i ropzoznawalni aktorzy w dubbingach powinni się ograniczać do animacji. I wszyscy bohaterowie w polskim dubbingu otrzymali polskie imiona, a jedyną osobą bez takowego jest Wendy. Kurde, w PRL-owskim dubbingu jakoś potrafili zrobić Wendy Wandą, a tu nie dało się?!
Spokojnie można pokazać dzieciakom jako alternatywę dla disneyowskiej wersji
9,9/10
Rybki z ferajny - byłem w kinie i dziś jest mi wstyd. Nie bez powodu to jest wymieniane jako najgorsza animacja Dreamworksa. Praktycznie wygląda jak spoof takowej animacji - duże ilości celebrytów w obsadzie, popkulturowe nawiązania dla samego nawiązywania, żenujące próby poklasku pod starszych widzów, randomowy żart z pierdzeniem na zasadzie "bo tak", nawsadzanie popowych kawałków i wspólne tańce na końcu.
Ziomalski do przesady, nie mówiąc o oklepanych chwytach, które przy lepszym scenariuszu by nie wybijały, a tu wybijają. Jak dziewczyna głównego bohatera z nim zrywa, bo "stał się inny i oto chodzi w marzeniach" i wcześniej zgrywa zazdrosną małpę, bo jej gach całował się z całkowicie zbędną postacią rybiej Angeliny Jolie (nie pamiętałem, o co z nią chodziło oprócz zarywania do Oscara). No dobra, liar revealed pokazano w końcówce i nikt od Oscara się nie odwraca. Ale to byłby jedyny film, gdzie wszyscy nienawidzą kłamcę i każą mu się wynosić, gdzie miałby to sens. Bo koleś okłamuje, że jest w stanie zniszczyć rekiny aka mafię (i daje nadzieję na lepsze jutro), a okazuje się żałosnym zakłamanym przegrywem, pewnie niektórzy by pomyśleli, że jest cynglem mafii. A na dodatek gość jest nieco złamasem, więc ostracyzm byłby wskazany. A w nagrodę Oscarowi przebaczone i zostaje współwłaścicielem myjni i potem scena jednania się z Nagiej Broni 1. A gangsterzy zostają spoko ziomkami w hiphopowej stylówie, mimo że dalej pewnie wymuszają haracze i łamią kończyny rybkom, a pewnie wciąż żyją osoby, którym zniszczyli życie :P.
Końcowa taneczna sekwencja już za dzieciaka budziła u mnie cringe. Teraz zdałem sprawę, jakie niektóre projekty graficzne są zwyczajnie paskudne i podobieństwa do aktorów głosowych są aż nazbyt uderzające. A wspominają już, że Oscar to nieco złamas? Jego dziewczyna daje mu swą rodzinną perłę na spłatę długu, a ten w ostatniej chwili woli postawić na wyścigach koni morskich (co nawet Sykes uważa za debilizm). Próbują zrobić smutny i dramatyczny moment śmierci Frankiego, oczywiście spaprany bo kolesia jest mało i to złoczyńca, a wcześniej dali suchar ze zmiennocieplnością i plaskaczem. Świat przedstawiony to jakiś dziwny miks Tęczowych rybek i Spongeboba z licznymi punami polegającymi na zmianie literek w znanych markach. I czemuż to ojciec Oscara ma ludziee afro, które przeradza w łysinę i wąsy mimo bycia łuskowatą RYBĄ!? Poza tym rekiny są jako pokazane mięsożercy, bo mafia. Dobra, ale rekiny nie są jedynymi drapieżnikami w środowisku wodnym. Ech, za dużo wymagam. Jedyny taki przejaw kreatywności to są meduzy będące rastafarianami (i z nimi się wiąże jedyny udany in-joke). I na sój sposób fajna była ta łysa ośmiornica na usługach główny szefa rekinów.
Polski dubbing ujdzie. Cezary Pazura to kompletna pomyłka i żal, że jednak nie wzięli Jacka Kopczyńskiego (który dubbingował Oscara w zwiastunie) jak pierwotnie chcieli. A to dlatego, że producenci z Ameryki uparli się na kogoś znanego. No i to ten czas cholernych wierzbiętyzmów, które z perspektywy czasów wypadają fatalnie, nie mówiąc o polskich wtrętach zahaczających o politykę (jak rybia Monika Olejnik rzuca "będziesz Hausnerem" czy "Belka ostatniego ratunku" - urgh...) czy o wacikach.
2/10
11-03-2023, 23:29





