Byłem w tej samej wypożyczalni VHS co shamar.
McBain (1991, reż. James Glickenhaus) – Jadący jeszcze na ejtisowych oparach prosty (nawet zbyt prosty) akcyjniak o grupie weteranów z Wietnamu dokonujących przewrotu w Kolumbii. Zawiera wszystko, za co można kochać filmy akcji z tamtej dekady (poziom takiego Action Jacksona czy Zaginionego w akcji), jednak tak samo jak one jest przy tym średnio angażujący. Nie ma żadnych oszałamiających akcji, a komandosi nie wyróżniają się niczym szczególnym i nie dokonują żadnych spektakularnych wyczynów, ot tylko tyle, że celniej strzelają niż przeciwnicy. Sztampa, można popatrzeć jedynie dla Walkena, Ironside’a (o dziwo, nie gra kanalii) i lektorującego Knapika. 5/10
Forteca (1992, reż. Stuart Gordon) – Oo, to zupełnie co innego, to chyba czołówka futurystycznych B-klasowców w starym stylu, w których pewnie roi się od głupot i dziur, a jednak się ogląda z wypiekami na twarzy. Wszędzie mrok, surowizna, żelastwo, goły metal, brud, smród i ubóstwo, no i przede wszystkim klimat. Lambert dzielny, bo jakżeby inaczej, do tego Jeffrey Combs jako nerd, Vernon Wells jako zakapior (jego walka z Lambertem na wysuwanym moście i co z tego wysuwania wynikało to najlepszy motyw) i zwłaszcza Kurtwood Smith jako niepokojąco enigmatyczny naczelnik więzienia. Ogląda się świetnie, 7/10.
McBain (1991, reż. James Glickenhaus) – Jadący jeszcze na ejtisowych oparach prosty (nawet zbyt prosty) akcyjniak o grupie weteranów z Wietnamu dokonujących przewrotu w Kolumbii. Zawiera wszystko, za co można kochać filmy akcji z tamtej dekady (poziom takiego Action Jacksona czy Zaginionego w akcji), jednak tak samo jak one jest przy tym średnio angażujący. Nie ma żadnych oszałamiających akcji, a komandosi nie wyróżniają się niczym szczególnym i nie dokonują żadnych spektakularnych wyczynów, ot tylko tyle, że celniej strzelają niż przeciwnicy. Sztampa, można popatrzeć jedynie dla Walkena, Ironside’a (o dziwo, nie gra kanalii) i lektorującego Knapika. 5/10
Forteca (1992, reż. Stuart Gordon) – Oo, to zupełnie co innego, to chyba czołówka futurystycznych B-klasowców w starym stylu, w których pewnie roi się od głupot i dziur, a jednak się ogląda z wypiekami na twarzy. Wszędzie mrok, surowizna, żelastwo, goły metal, brud, smród i ubóstwo, no i przede wszystkim klimat. Lambert dzielny, bo jakżeby inaczej, do tego Jeffrey Combs jako nerd, Vernon Wells jako zakapior (jego walka z Lambertem na wysuwanym moście i co z tego wysuwania wynikało to najlepszy motyw) i zwłaszcza Kurtwood Smith jako niepokojąco enigmatyczny naczelnik więzienia. Ogląda się świetnie, 7/10.
14-03-2023, 17:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-03-2023, 17:38 przez Cassel.)





