Let him go w reżyserii Thomasa Bezuchy, z roku 2020 (na netflix)
(polski tytuł to Prawo Krwi)
Cholernie niewygodne kino dla mnie. Wykładnia scenariusza jest prosta jak konstrukcja cepa, historia nie ma prawa pójść inaczej, reżyser jest szczery od początku do końca, a mi zakończenie rozdarło serce, bo wszystko tutaj jest szczere do bólu, i ten ból mnie rozwala. Aż pragnąłem , aby w końcówce powstała nierealna wolta fabularna, strzelba wypaliła i satysfakcja wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. Ale to nie taki film, nie nie nie.
Dakota, rok 1962. Dwoje dziadków mieszka z synem i jego żoną oraz wnukiem. Niestety, syn umiera i żona wychowuje synka samotnie. Po kilku latach wychodzi za mąż za pewnego gościa i cała trójka (mąż, żona i wnuk) znikają. Babcia bierze giwerę i postanawia odzyskać dzieciaka.
Babcię gra Diana Lane (kiedyś najlepszy tyłek w MegaCity One), dziadka gra Kevin Kostner (koleś, który zapomniał wyciągnąć zatyczki w wannie i zalał świat. Wiadomo, że ten duet wychowywał Clarka Kenta i chemia między nimi jest. Costner gra minimalistycznie, bo w sumie gra siebie - kowboja, byłego szeryfa. I tego, no, hmmm - jak już wiemy, że babcia bierze giwerę i jedzie odzyskać wnuka, jak już wiemy że dołącza do niej eks glina, to można spodziewać się solidnej vendetty czy coś. Ale tutaj pełne zaskoczenie i poniekąd rozczarowanie. To są starzy ludzie, którzy mają na drodze do wnuka poj3baną rodzinkę brutalnych braci (czterech dryblasów) i ich poj3baną matkę.
Tyle słowem wstępu. Film ma dobre ujęcia i filtry, wyrównane tempo i dwie sceny PEREŁKI. Kolacja u zjebów z matką-bossem wyrywa z kapci napięciem, które można nożem kroić. Druga scena to rozmowa w motelu i toporek oraz tłumaczenie pewnego zdarzenia. Film niczego nie ukrywa; jest bicie dzieci, kobiet, przemoc szczera i bez udawania. I mój problem (nie filmu!) jest taki, że ten film niczego nie udaje a ja chcę, pragnę aby na koniec te udawanie się pojawiło i rewolwer i strzelba wypaliły. Zawiodłem swoje oczekiwania ale film dostarczył. Zasadniczo brawa dla reżysera, że trzymał w ryzach scenariusz i dotrwał w tej prawdzie do końca. Tylko ja, głupi jakiś, widziałem tam inne zakończenie bo cała ta sytuacja jest tak patowa że weź.
8/10 bez mrugnięcia okiem.
Bohaterka grana przez Dianę Lane to pi3da i rozumiem miłość szeryfa, ale chłop normalnie zrobił sobie szach mat gdy wsiadł do samochodu. Gdzie oni mieli mózgi???
(polski tytuł to Prawo Krwi)
Cholernie niewygodne kino dla mnie. Wykładnia scenariusza jest prosta jak konstrukcja cepa, historia nie ma prawa pójść inaczej, reżyser jest szczery od początku do końca, a mi zakończenie rozdarło serce, bo wszystko tutaj jest szczere do bólu, i ten ból mnie rozwala. Aż pragnąłem , aby w końcówce powstała nierealna wolta fabularna, strzelba wypaliła i satysfakcja wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. Ale to nie taki film, nie nie nie.
Dakota, rok 1962. Dwoje dziadków mieszka z synem i jego żoną oraz wnukiem. Niestety, syn umiera i żona wychowuje synka samotnie. Po kilku latach wychodzi za mąż za pewnego gościa i cała trójka (mąż, żona i wnuk) znikają. Babcia bierze giwerę i postanawia odzyskać dzieciaka.
Babcię gra Diana Lane (kiedyś najlepszy tyłek w MegaCity One), dziadka gra Kevin Kostner (koleś, który zapomniał wyciągnąć zatyczki w wannie i zalał świat. Wiadomo, że ten duet wychowywał Clarka Kenta i chemia między nimi jest. Costner gra minimalistycznie, bo w sumie gra siebie - kowboja, byłego szeryfa. I tego, no, hmmm - jak już wiemy, że babcia bierze giwerę i jedzie odzyskać wnuka, jak już wiemy że dołącza do niej eks glina, to można spodziewać się solidnej vendetty czy coś. Ale tutaj pełne zaskoczenie i poniekąd rozczarowanie. To są starzy ludzie, którzy mają na drodze do wnuka poj3baną rodzinkę brutalnych braci (czterech dryblasów) i ich poj3baną matkę.
Tyle słowem wstępu. Film ma dobre ujęcia i filtry, wyrównane tempo i dwie sceny PEREŁKI. Kolacja u zjebów z matką-bossem wyrywa z kapci napięciem, które można nożem kroić. Druga scena to rozmowa w motelu i toporek oraz tłumaczenie pewnego zdarzenia. Film niczego nie ukrywa; jest bicie dzieci, kobiet, przemoc szczera i bez udawania. I mój problem (nie filmu!) jest taki, że ten film niczego nie udaje a ja chcę, pragnę aby na koniec te udawanie się pojawiło i rewolwer i strzelba wypaliły. Zawiodłem swoje oczekiwania ale film dostarczył. Zasadniczo brawa dla reżysera, że trzymał w ryzach scenariusz i dotrwał w tej prawdzie do końca. Tylko ja, głupi jakiś, widziałem tam inne zakończenie bo cała ta sytuacja jest tak patowa że weź.
8/10 bez mrugnięcia okiem.
Bohaterka grana przez Dianę Lane to pi3da i rozumiem miłość szeryfa, ale chłop normalnie zrobił sobie szach mat gdy wsiadł do samochodu. Gdzie oni mieli mózgi???
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
30-03-2023, 08:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-03-2023, 08:47 przez Debryk.)





