Polnische Ostern - jak w zeszłorocznym Wielkim Tygodniu kolejna produkcja zza Germanii, tym razem dotycząca nas Polaków - to zawsze działa :). A, że dzisiaj Wielki Czwartek i jednanie się z grzesznikami to tytuł idealny. Stary Niemiec bóldupi, że po śmierci jego córki prawa rodzicielskie do jego ukochanej wnuczki dostaje jej ojciec będacy pierdołą i Polakiem. I jedzie na Wielkanoc do Polski (dokładnie to do Częstochowy), by szukać haków na zięcia.
W przeciwieństwie do Tańczącego psa Polaków grają Polacy (m.in. Grażyna Szapołowska) i kręcono w Polsce, no ale Niemcy mieli blisko, a i w kraju jest nieco szwabskich onuc ;). Zresztą reżyser ma polskie pochodzenie. Parę rzeczy komediowo przerysowanych, bo nie kojarzę, żeby na dworze kościelnych ziemi sterczały co 2 metry konfesjonały bądź policji towarzyszył ksiądz, który każe zmówić zdrowaśki miast mandatów :). Z początku Polska jest bura i zatrzymana w latach 90., ale produkcja jest z 2011 roku, więc ziarno prawdy jest. I na obronę twórców to rodzina zięcia mieszka na ładnym osiedlu i generalnie nie różni się od niemieckiego miasta. Więc źle nie jest.
Główny bohater to niemiecki odpowiednik Janusza. Jak wyjeżdża do naszej ojczyzny, to obawia się że Polacy ukradną mu samochód, więc na stacji benzynowej sika na dworze, a na strzeżonym parkingu osobiście zakłada blokadę na koło. Potem z czasem się przekonuje do polskich warunków, a nawet znajduje wspólny język z Grażyną Szapołowską.
Film to nieco przyziemna psychodrama w burych kolorach, przez co gryzą się ewidentne wstawki parodystyczne nt. polskiej rzeczywistości (chyba, że w Małopolsce czymś normalnym jest chrzczenie w domu i obmywanie nóg niczym Jezus). Z drugiej strony nie jest to depresyjne jak analogiczne obrazki z Polski (i Niemiec), tyczy się zwykłych everymanów i na plus nie jechanie po sąsiedzie.
6,5/10
W przeciwieństwie do Tańczącego psa Polaków grają Polacy (m.in. Grażyna Szapołowska) i kręcono w Polsce, no ale Niemcy mieli blisko, a i w kraju jest nieco szwabskich onuc ;). Zresztą reżyser ma polskie pochodzenie. Parę rzeczy komediowo przerysowanych, bo nie kojarzę, żeby na dworze kościelnych ziemi sterczały co 2 metry konfesjonały bądź policji towarzyszył ksiądz, który każe zmówić zdrowaśki miast mandatów :). Z początku Polska jest bura i zatrzymana w latach 90., ale produkcja jest z 2011 roku, więc ziarno prawdy jest. I na obronę twórców to rodzina zięcia mieszka na ładnym osiedlu i generalnie nie różni się od niemieckiego miasta. Więc źle nie jest.
Główny bohater to niemiecki odpowiednik Janusza. Jak wyjeżdża do naszej ojczyzny, to obawia się że Polacy ukradną mu samochód, więc na stacji benzynowej sika na dworze, a na strzeżonym parkingu osobiście zakłada blokadę na koło. Potem z czasem się przekonuje do polskich warunków, a nawet znajduje wspólny język z Grażyną Szapołowską.
Film to nieco przyziemna psychodrama w burych kolorach, przez co gryzą się ewidentne wstawki parodystyczne nt. polskiej rzeczywistości (chyba, że w Małopolsce czymś normalnym jest chrzczenie w domu i obmywanie nóg niczym Jezus). Z drugiej strony nie jest to depresyjne jak analogiczne obrazki z Polski (i Niemiec), tyczy się zwykłych everymanów i na plus nie jechanie po sąsiedzie.
6,5/10
06-04-2023, 20:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-04-2023, 21:23 przez OGPUEE.)





