Po Wielkopiątkowej gibsonowej Pasji coś z innego spektrum. Więc kolejna Wielka Sobota z udziałem niemieckiego zajęczaka:
Zając Max: Misja pisanka - pierwszy Zając Max - obejrzany w zeszłym roku - bardzo mi się podobał, więc do sequela byłem pozytywnie nastawiony.
I wciąż trzyma poziom poprzednika. Rozszerzają świat przedstawiony - są kury znoszące specjalnie jaja do robienia pisanek, okazuje się istnieć nowy wyższy level bycia zającem wielkanocnym i każdy Mega-Zając (bo tak nazywa się ów level) ma jakieś specjalne chi. Z kolei fabuła idzie innym torem. Tym razem głównym złym jest zajęczy patostreamer, który chce być Grinchem i rozwalić pisanki (bo od tego zależy istnienie Wielkanocy). Trochę jest standardzików charakteryzujących kino familijne, ale obyło się bez ciężkiego wzdychania i z jakimś zainteresowaniem to oglądałem. Jest jeden moment ala "liar revealed", ale nie jest szablonowe i na szczęście trwa relatywnie krótko. Szacun za mentalne dziaderstwo, bo traktuje streamowanie jako zło i nawet jeden z lisów z żenadą reaguje na słowo "followers" :).
Z drugiej strony nie wiem jak tam kulturowo wygląda w Niemczech, ale wydaje mi się, że twórcy trochę siedzą w swej bańce. Główny zły i jego dziewczyna wyglądają z jakby urwali ze filmów edukacyjnych lat 90., gdzie noszenie skórzanej kurty i irokeza świadczyło o przynależności do gangu. A sądzę, że typowe gangusy za Odrą niewiele różnią się od naszych sebixów. No, ale to jest moje czepialstwo. Pierwsza techniczna uwaga, zrezygnowali z cel-shadingu na rzecz standardowego 3D, przez co animacja, choć przyzwoita, wygląda brzydziej i szybciej się zestarzeje. Zjawia się też jedna piosenka, która wygląda jakby była wklejona randomowo, bo oprawy musicalowej praktycznie nie ma z wyjątkiem ujęcia do zwiastunów i wytrącało mnie z immersji.
Niemal całą obsadę polskiego dubbingu wymienili. Emmy dubbinguje już młodsza aktorka. Minus - akurat musieli zostawić Adamczyka w roli głównej, bo trzeba targetować wśród rodziców (swoją drogą polskie zwiastuny obu filmów niezłe - jakiś facet zanudza behind the scenes jakiejś potencjalnie fajnej bajki i osesek z przerażeniem odkrywa, że dubbing to oszustwo, bo nastoletniego zajączka gra ten zły dres z Hawkeye'a). Slang... nieeeco lepszy i mniej mnie bolały uszy. Podobnie natężenie zwierzęcych punów się zmniejszyło i niektóre były trafne (jak "fast food" na uciekającego zajączka czy Bruce Lis). Ogólnie idzie się przyzwyczaić, ale obejrzałbym w oryginalnej niemczyźnie.
Jak ktoś ma dzieciaki, to polecam obejrzeć podczas Wielkanocy oba filmy. Sądzę, że młodszym się spodoba, a dorosły nie będzie odczuwał żenady.
7/10
PS. Ciekawe czy tekst pana Zasadzki, że zniesie jajo po wiedeńsku też jest w oryginale? Dla mnie to inside joke, gdyż pana Zasadzkę gra Austriak.
Zając Max: Misja pisanka - pierwszy Zając Max - obejrzany w zeszłym roku - bardzo mi się podobał, więc do sequela byłem pozytywnie nastawiony.
I wciąż trzyma poziom poprzednika. Rozszerzają świat przedstawiony - są kury znoszące specjalnie jaja do robienia pisanek, okazuje się istnieć nowy wyższy level bycia zającem wielkanocnym i każdy Mega-Zając (bo tak nazywa się ów level) ma jakieś specjalne chi. Z kolei fabuła idzie innym torem. Tym razem głównym złym jest zajęczy patostreamer, który chce być Grinchem i rozwalić pisanki (bo od tego zależy istnienie Wielkanocy). Trochę jest standardzików charakteryzujących kino familijne, ale obyło się bez ciężkiego wzdychania i z jakimś zainteresowaniem to oglądałem. Jest jeden moment ala "liar revealed", ale nie jest szablonowe i na szczęście trwa relatywnie krótko. Szacun za mentalne dziaderstwo, bo traktuje streamowanie jako zło i nawet jeden z lisów z żenadą reaguje na słowo "followers" :).
Z drugiej strony nie wiem jak tam kulturowo wygląda w Niemczech, ale wydaje mi się, że twórcy trochę siedzą w swej bańce. Główny zły i jego dziewczyna wyglądają z jakby urwali ze filmów edukacyjnych lat 90., gdzie noszenie skórzanej kurty i irokeza świadczyło o przynależności do gangu. A sądzę, że typowe gangusy za Odrą niewiele różnią się od naszych sebixów. No, ale to jest moje czepialstwo. Pierwsza techniczna uwaga, zrezygnowali z cel-shadingu na rzecz standardowego 3D, przez co animacja, choć przyzwoita, wygląda brzydziej i szybciej się zestarzeje. Zjawia się też jedna piosenka, która wygląda jakby była wklejona randomowo, bo oprawy musicalowej praktycznie nie ma z wyjątkiem ujęcia do zwiastunów i wytrącało mnie z immersji.
Niemal całą obsadę polskiego dubbingu wymienili. Emmy dubbinguje już młodsza aktorka. Minus - akurat musieli zostawić Adamczyka w roli głównej, bo trzeba targetować wśród rodziców (swoją drogą polskie zwiastuny obu filmów niezłe - jakiś facet zanudza behind the scenes jakiejś potencjalnie fajnej bajki i osesek z przerażeniem odkrywa, że dubbing to oszustwo, bo nastoletniego zajączka gra ten zły dres z Hawkeye'a). Slang... nieeeco lepszy i mniej mnie bolały uszy. Podobnie natężenie zwierzęcych punów się zmniejszyło i niektóre były trafne (jak "fast food" na uciekającego zajączka czy Bruce Lis). Ogólnie idzie się przyzwyczaić, ale obejrzałbym w oryginalnej niemczyźnie.
Jak ktoś ma dzieciaki, to polecam obejrzeć podczas Wielkanocy oba filmy. Sądzę, że młodszym się spodoba, a dorosły nie będzie odczuwał żenady.
7/10
PS. Ciekawe czy tekst pana Zasadzki, że zniesie jajo po wiedeńsku też jest w oryginale? Dla mnie to inside joke, gdyż pana Zasadzkę gra Austriak.
08-04-2023, 17:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2023, 18:01 przez OGPUEE.)





