Airport (1970)
Oj, postarzało się to na niekorzyść. Rzekomy prekursor kina katastroficznego, w którym... kina katastroficznego jest tyle, co kot napłakał. Aby doczekać tych końcowych 45 minut suspensu trzeba przebrnąć jednak przez 1,5 godziny(!) nudnawej melodramy z życia lotniska. Wątków napakowali za dużo - Burt Lancaster ma kryzys małżeński, Dean Martin jako żonaty pilot parzy się z połowę młodszą stewardessą na boku, sprytna babcia próbuje się dostać do samolotu na gapę, zdesperowany bankrut postanawia samolot wysadzić... etc. Najgorsze jest to, że coś co powinno być 15 minutowym wstępem zostało rozciągnięte do połowy metrażu. Tym samym film wydaje się być zbyt długi, a nie było absolutnie żadnego powodu by miało to trwać blisko 2,5 h.
Nie wiem za co te 10 nominacji do rycerzyków z filmem i scenariuszem włącznie. Statuetka dla staruszki to już w ogóle werdykt od czapy. Ot, sympatyczna komiczna rólka, ale już Mauren Stapleton pokazała więcej konkretnego aktorstwa. Tak swoją drogą, to z postaci polubiłem najbardziej George'a Kennedy'ego jako poczciwego eksperta z łbem ma karku. Już przestaje mnie dziwić, że z obsady pierwszego filmu tylko on załapał się do sequeli.
6/10 - byłoby mniej, ale niech ma dodatkową gwiazdkę za ten późniejszy, długo wyczekiwany dreszczyk emocji
Oj, postarzało się to na niekorzyść. Rzekomy prekursor kina katastroficznego, w którym... kina katastroficznego jest tyle, co kot napłakał. Aby doczekać tych końcowych 45 minut suspensu trzeba przebrnąć jednak przez 1,5 godziny(!) nudnawej melodramy z życia lotniska. Wątków napakowali za dużo - Burt Lancaster ma kryzys małżeński, Dean Martin jako żonaty pilot parzy się z połowę młodszą stewardessą na boku, sprytna babcia próbuje się dostać do samolotu na gapę, zdesperowany bankrut postanawia samolot wysadzić... etc. Najgorsze jest to, że coś co powinno być 15 minutowym wstępem zostało rozciągnięte do połowy metrażu. Tym samym film wydaje się być zbyt długi, a nie było absolutnie żadnego powodu by miało to trwać blisko 2,5 h.
Nie wiem za co te 10 nominacji do rycerzyków z filmem i scenariuszem włącznie. Statuetka dla staruszki to już w ogóle werdykt od czapy. Ot, sympatyczna komiczna rólka, ale już Mauren Stapleton pokazała więcej konkretnego aktorstwa. Tak swoją drogą, to z postaci polubiłem najbardziej George'a Kennedy'ego jako poczciwego eksperta z łbem ma karku. Już przestaje mnie dziwić, że z obsady pierwszego filmu tylko on załapał się do sequeli.
6/10 - byłoby mniej, ale niech ma dodatkową gwiazdkę za ten późniejszy, długo wyczekiwany dreszczyk emocji
16-04-2023, 08:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-04-2023, 08:16 przez Kryst_007.)





