Six Degrees Of Separation
W mieszkaniu małżeństwa reprezentującego nowojorską śmietankę pojawia się młodzieniec podający się za syna Sidneya Poitiera. Chłopak błyskawicznie zdobywa przychylność gospodarzy erudycją i czarującym sposobem bycia, nowi znajomi spędzają razem miły wieczór, po czym... tak, gość okazuje się oszustem. Następnie razem z głowną parą zaliczamy kolejne spotkania towarzyskie i poznajemy nowe wątki historii.
Kino "gadane" opiera się na dwóch filarach, tj. skrypcie i aktorstwie (truizm); wedle tej wykładni Sześć Stopni Oddalenia osadzono na mocnych fundamentach. Dialogów słucha się z przyjemnością (to mniej więcej poziom "szczytowego" Allena minus neuroza), humor "uderza" przeważnie w subtelne nuty, a szpilki wbijane w elitę towarzyską nie sprowadzają się do złośliwego wytykania palcem, jeno służą jako narzędzie do refleksji nad obłudą, napuszeniem i konformizmem cechującym tę klasę. Zakończenie (mimo lekkiego, może nawet nieco sztucznego przedramatyzowania) ujęło mnie pewną ironiczną przewrotnością. Willuś E. Rogacz zagrał tu chyba swoją najlepszą rolę (zważywszy na jego filmografię nie jest to wielkie osiągnięcie), natomiast niekwestionowaną MVP okazała się Stockard Channing. W epizodach również przyszli panowie-reżyserowie, czyli JJ Abrams i Oz Perkins.
7-8/10, przyjemne zaskoczenie.
W mieszkaniu małżeństwa reprezentującego nowojorską śmietankę pojawia się młodzieniec podający się za syna Sidneya Poitiera. Chłopak błyskawicznie zdobywa przychylność gospodarzy erudycją i czarującym sposobem bycia, nowi znajomi spędzają razem miły wieczór, po czym... tak, gość okazuje się oszustem. Następnie razem z głowną parą zaliczamy kolejne spotkania towarzyskie i poznajemy nowe wątki historii.
Kino "gadane" opiera się na dwóch filarach, tj. skrypcie i aktorstwie (truizm); wedle tej wykładni Sześć Stopni Oddalenia osadzono na mocnych fundamentach. Dialogów słucha się z przyjemnością (to mniej więcej poziom "szczytowego" Allena minus neuroza), humor "uderza" przeważnie w subtelne nuty, a szpilki wbijane w elitę towarzyską nie sprowadzają się do złośliwego wytykania palcem, jeno służą jako narzędzie do refleksji nad obłudą, napuszeniem i konformizmem cechującym tę klasę. Zakończenie (mimo lekkiego, może nawet nieco sztucznego przedramatyzowania) ujęło mnie pewną ironiczną przewrotnością. Willuś E. Rogacz zagrał tu chyba swoją najlepszą rolę (zważywszy na jego filmografię nie jest to wielkie osiągnięcie), natomiast niekwestionowaną MVP okazała się Stockard Channing. W epizodach również przyszli panowie-reżyserowie, czyli JJ Abrams i Oz Perkins.
7-8/10, przyjemne zaskoczenie.
23-05-2023, 14:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-05-2023, 14:31 przez Norton.)





