Czy tej rozmowy juz wczesniej nie bylo? Deja vu.
W kazdym razie - Suspiria to tak pretensjonalny kicz, ze nawet smiech wywolany glupota tego filmu zamarl mi w gardle i musialem przerwac seans w polowie. Rezyserowi wydawalo sie, ze robi wielka sztuke, a tak naprawde robil to, co wydawalo mu sie wielka sztuka. W realiach literackich mowi sie na to "grafomania". Suspiria jest nie tylko kosmicznie tandetna, ona jest takze zupelnie pozbawiona napiecia i po prostu nudna, a "stylizowane" kadry tylko dobijaja ten celuloidowy odpowiednik gotyckich wierszy pisanych przez nastolatke malujaca paznokcie na czarno. Ktos w watku o muzyce zapodal jakis kiczowaty tekst z piosenki KATa - od razu skojarzyl mi sie z Suspiria.
Suspirie obejrzalem tuz przed House of Clocks - ten drugi film przyjalem bardzo entuzjastycznie (choc dzielem nie jest), jako odtrutke na serum znuzenia i zazenowania, ktore zaserwowal mi Argento.
W kazdym razie - Suspiria to tak pretensjonalny kicz, ze nawet smiech wywolany glupota tego filmu zamarl mi w gardle i musialem przerwac seans w polowie. Rezyserowi wydawalo sie, ze robi wielka sztuke, a tak naprawde robil to, co wydawalo mu sie wielka sztuka. W realiach literackich mowi sie na to "grafomania". Suspiria jest nie tylko kosmicznie tandetna, ona jest takze zupelnie pozbawiona napiecia i po prostu nudna, a "stylizowane" kadry tylko dobijaja ten celuloidowy odpowiednik gotyckich wierszy pisanych przez nastolatke malujaca paznokcie na czarno. Ktos w watku o muzyce zapodal jakis kiczowaty tekst z piosenki KATa - od razu skojarzyl mi sie z Suspiria.
Suspirie obejrzalem tuz przed House of Clocks - ten drugi film przyjalem bardzo entuzjastycznie (choc dzielem nie jest), jako odtrutke na serum znuzenia i zazenowania, ktore zaserwowal mi Argento.
21-08-2008, 13:23






