Film był za długi, abym miał się jak wybrać na niego do kina w czasie premiery, trafił na streaming, obejrzałem więc.
Bez żalu, że tak późno. Fanem jedynki nie byłem nigdy, doceniam dobre wykorzystanie 3d, dostrzegam, że jest to sprawnie skręcony blockbuster, umiejętnie naciskający sprawdzone klawisze. Z pewnością wtórny, ale dobrze, bardzo dobrze odegrany. Rozumiem, że komuś się mógł bardzo podobać. Dla mnie osobiście - zbyt wtórny i zbyt infantylny.
Dwójka jest znacznie gorsza. Tutaj już można wyczuć fałszywe nuty w melodii. Struktura jest nierówna, początek otwiera dużo wątków, potem całość się gdzieś rozmywa, aż do finału, który jest przeciągnięty i nie ma w sobie nawet połowy ciężaru finału z jedynki, autentycznie przysypiałem na nim.
Całość jest wtórna do potęgi entej, gdyż opiera się właściwie na takim samym schemacie fabularnym, jak jedynka, tylko gorzej wykonanym. Nawet villain jest z recyclingu, jakby Cameron nie mógł już wymyślić nikogo lepszego. Cała masa pomniejszych motywów, zmienia się tylko środowisko z lasu na wyspy. Nudne, kurczę. Mało angażujące.
Scenariusz jest pełen irytujących bzdurek, olanie unobtainium i skwitowanie nowego celu misji dwoma zdaniami a potem... Wprowadzenie w innych dwóch zdaniach nowej substancji. Zniknięcie całej ekipy naavi podczas szturmu na statek wielorybników. Właściwie żaden wątek pbooczny nie jest porządnie poprowadzony.
Efekty? Nie wiem, jak ująć to w słowa. Technicznie to na pewno fenomenalna robota, natomiast jest to psu na budę, gdyż ja od pierwszych chwil wiem, że to jest sztuczne. Oglądam to jak fotorealistyczną bajkę, animację komputerową. Nie jak film w prawdziwej dżungli, którą podpicowano efektami i wrzucono do niej avatary. Oglądam piękne komputerowe widoczki w komputerowej animacji, mam cały czas w pełnym stopniu poczucie nierealnosci tego świata, przez co wierne naśladowanie i realizm nie działają na mnie. Przez to nie umiem się tam "przenieść".
Te słynne rafy o których było pierdololo to żart. Prawdziwe ziemskie rafy potrafią być znacznie ciekawsze niż to, co serwuje Avatar 2. W jedynce była dżungla na sterydach, w dwójce liczyłem na zachwycające rafy i zawiodłem się.
Najlepszy jest chyba początek, który jeszcze obiecuje coś znacznie ciekawszego niż później następuje. Nudna, wtórna buła, która w porównaniu do poprzednika nie dowozi w ogóle emocji.
4/10 i zero zainteresowania kolejnymi sequelami
Bez żalu, że tak późno. Fanem jedynki nie byłem nigdy, doceniam dobre wykorzystanie 3d, dostrzegam, że jest to sprawnie skręcony blockbuster, umiejętnie naciskający sprawdzone klawisze. Z pewnością wtórny, ale dobrze, bardzo dobrze odegrany. Rozumiem, że komuś się mógł bardzo podobać. Dla mnie osobiście - zbyt wtórny i zbyt infantylny.
Dwójka jest znacznie gorsza. Tutaj już można wyczuć fałszywe nuty w melodii. Struktura jest nierówna, początek otwiera dużo wątków, potem całość się gdzieś rozmywa, aż do finału, który jest przeciągnięty i nie ma w sobie nawet połowy ciężaru finału z jedynki, autentycznie przysypiałem na nim.
Całość jest wtórna do potęgi entej, gdyż opiera się właściwie na takim samym schemacie fabularnym, jak jedynka, tylko gorzej wykonanym. Nawet villain jest z recyclingu, jakby Cameron nie mógł już wymyślić nikogo lepszego. Cała masa pomniejszych motywów, zmienia się tylko środowisko z lasu na wyspy. Nudne, kurczę. Mało angażujące.
Scenariusz jest pełen irytujących bzdurek, olanie unobtainium i skwitowanie nowego celu misji dwoma zdaniami a potem... Wprowadzenie w innych dwóch zdaniach nowej substancji. Zniknięcie całej ekipy naavi podczas szturmu na statek wielorybników. Właściwie żaden wątek pbooczny nie jest porządnie poprowadzony.
Efekty? Nie wiem, jak ująć to w słowa. Technicznie to na pewno fenomenalna robota, natomiast jest to psu na budę, gdyż ja od pierwszych chwil wiem, że to jest sztuczne. Oglądam to jak fotorealistyczną bajkę, animację komputerową. Nie jak film w prawdziwej dżungli, którą podpicowano efektami i wrzucono do niej avatary. Oglądam piękne komputerowe widoczki w komputerowej animacji, mam cały czas w pełnym stopniu poczucie nierealnosci tego świata, przez co wierne naśladowanie i realizm nie działają na mnie. Przez to nie umiem się tam "przenieść".
Te słynne rafy o których było pierdololo to żart. Prawdziwe ziemskie rafy potrafią być znacznie ciekawsze niż to, co serwuje Avatar 2. W jedynce była dżungla na sterydach, w dwójce liczyłem na zachwycające rafy i zawiodłem się.
Najlepszy jest chyba początek, który jeszcze obiecuje coś znacznie ciekawszego niż później następuje. Nudna, wtórna buła, która w porównaniu do poprzednika nie dowozi w ogóle emocji.
4/10 i zero zainteresowania kolejnymi sequelami
The key of joy is disobedience.
13-06-2023, 05:37





