(13-06-2023, 08:06)Kryst_007 napisał(a): Na tym forum to będzie akurat bardzo niepopularny pogląd
Uważam, że The Batman jest świetny i ma kilka elementów lepszych, niż u Nolana.
Rasowy z Ciebie kinoman, z pasją i zacięciem do tematu. Z każdym tygodniem nadrabiasz od groma klasyki do tego edukujesz się w temacie kina ogólnie. I mimo tego nabrałeś się na The Batman? Celowo piszę akurat do Ciebie w ten sposób, bo z uwagi na swoją pasję i poświęcenie, które jej oddajesz, to jesteś zdolny do napisania o tym więcej niż "o gustach się dyskutuje". Trochę więc prowokuję, ale z dobrym zamiarem.
Matt Reeves okazał się bardziej cynicznym i nieszczerym filmowcem od Nolana, co jest dość interesujące więc w kontekście ich twórczości. Facet nie ma najmniejszej potrzeby opowiadania historii, a jedynie chce się "wykazywać" czerpaniem z jakichś swoich ulubionych pozycji. Przyznam, że sam się na to nabrałem przy okazji finału Planety Małp. Pamiętam jak wybijały mnie z rytmu krytyczne posty Gieferga o tamtym filmie, bo sam wyszedłem z seansu niemal zachwycony. Dziś rozumiem jak naiwnie kupiłem tę popisówkę pozbawioną treści, która powstała wyłącznie dlatego, że reżyser chciał być porównywany do Coppoli, ale nie ma totalnie nic do zaoferowania, poza bezmyślnym kopiowaniem pewnych motywów. Podkreślam tu słowo "bezmyślność", bo ono jest chyba kluczowe dla aktualnej działalności Reevesa.
Ten twórca nie inspiruje się dawnymi dziełami, on nawet nie bierze z nich jakiejś myśli. Tym bardziej więc nie rozwija żadnych elementów czy idei, z tego, co tak mu się spodobało. Oczywiście w takim układzie, nie interpretuje nic po swojemu. On kopiuje jakieś bardzo szeroko pojęte ogólniki i krzyczy swoimi filmami "patrzcie jestem jak (wstaw nazwisko)". Wizualnie to przechodzi, bo mówimy o filmach za tony złota. Wówczas faktycznie wystarczy powiedzieć, jakie patenty kopiować i będą one skopiowane wspaniale, bo zajmą się tym najlepsi fachowcy na świecie. Problem w tym jest taki, że nic za tym nie stoi. Stawiałbym kilka groszy nawet na to, że Reeves tych swoich ulubionych filmów nie rozumie, a przynajmniej niespecjalnie się nad nimi pochyla. Podoba mu się klimat, nastrój, styl, jakiś może ogólny ich kierunek. Na tym kończy. Bierze więc takie Seven, które jest filmem nadającym się na pisanie analiz grubości Ulissesa, wyciąga z niego jakieś najbardziej oczywiste rozwiązania, zarówno fabularne jak i wizualne, rozwleka to do 3 godzin, w myśl zasady "im dłższe tym lepsze" i liczy na brawa. Tak więc powtórzę swoją tezę z początku posta - ten film to wydmuszka, która może widza najwyżej nabrać.
To taki dzisiejszy popkorn skierowany do ludzi, którzy publicznie popkornem się brzydzą, ale w domu to by go jedli w kółko. Trochę jak te reklamy Makdonalda, gdzie zdejmowano etykiety i sprzedawano big maki w poważnej restauracji z wołowiną. Tylko zarówno w tamtych reklamach, jak i w filmach tego człowieka, to że finalnie odbiorca jest zachwycony, nie oznacza, że produkt jest tak wartościowy. Oj nie. To tak jakby ktoś chciał poznać film Ben-Hur, ale przecież nie ma siły na jakieś starocie, więc machnąłby na streamingu wersję z 2016 roku i poszedł na dyskusję do klubu filmowego o kinie kostiumowym. No teoretycznie można. Makdonaldem też się zapchać da.
The Batman ma scenariusz kompletnie położony. Gdyby nie stojąca za tym marka i nazwiska, to to jest historia, która w absolutnie najlepszym przypadku przeradza się w film pokroju Hangmana z Pacino (https://www.imdb.com/title/tt3011960/), czyli losowy kryminałek, w którym sensu nikt nigdy nie widział. The Batman nie ma ani fabuły na poziomie arcydzieła Finchera, ani tym bardziej głębi tamtej historii. O czym tu w ogóle mowa - tu nie ma nawet 10% tamtej jakości. Nie ma żadnych punktów zaczepienia. Jest fasada.
Przyznam się, że na poziomie zapowiedzi, to nawet sam byłem kupiony. Brutalny Batman w filmie, który obiecuje podjąć temat analizy społeczeństwa? No to jest świetny kierunek. Problem w tym, że Reeves wszystko, co miał do zaproponowania w tym temacie pokazał z zwiastunie. Gotowy film w kwestii treści i przekazu oferuje tyle samo, co klip trwający 3 minuty.
Stąd biorą się te żarty o 5 miesiącach trwania, filmie w slow-mo i tak dalej. Gdyby za tym wszystkim stała TREŚĆ, to większość osób odbierających ten film negatywnie, nie miałaby z tymi zabiegami problemu. Choćby jak przy wspominanym już podczas takich dyskusji Blade Runnerze 2049.
Zapraszam więc do dyskusji o tym filmie, bo czemu nie? Z tego, co pamiętam, to po swoim seansie bardzo krótko napisałeś tylko, że podobało Ci się i tyle. Jeżeli nie o takich rzeczach rozmawiać w tematach filmowych, to o jakich? Nie czuję się hejterem tego filmu i myślę, że umiem uzasadnić, jakie widzę w nim problemy. Zresztą merytorycznej krytyki The Batman było tutaj spoko, ale Krismeister - sorry, ale w duchu najgorszych postaw internetowych - odpowiadał na nią jedynie jakimś kompletnie bezsensownym tekstem "o 50 nudnych postach pod rząd" i do realnej rozmowy nigdy nie doszło.
Nie oceniam tego filmu jako jakiegoś skończonego gniota. Sam zresztą w tej krytyce zwróciłem uwagę na realizację bardzo wysokiej jakości. Zarzucam mu to, że "wyciera sobie gębę" wielkimi dziełami, w praktyce oferując big maka.
A czy to lepsze od Batmanów Nolana? Ciężki temat, bo Batmany Nolana to filmy skrajnie nierówne. Batman Begins uważam za wspaniały film i w dodatku ostatni, w którym Nolanowi zależało na zrobieniu faktycznie filmu, w sensie, na opowiedzeniu historii, a nie na tym, żeby spadały na niego z każdej strony zachwyty, co dotyczy całej jego filmografii po 2005 roku. Z jednym wyjątkiem, którym jest finał jego batmanowskiej trylogii. Tam już na niczym mu nie zależało poza wypełnieniem umowy. Chyba już nigdy nie przestanę powtarzać, że to jest koronny przykład na wielki (w sensie produkcyjnym) film, którego realizacją mało kto był zainteresowany, na czele z głównym twórcą. Ilość niechlujności, wpadek, bylejakości, dróg na skróty i olewania potencjału bije w tym nieszczęściu wszelkie rekordy.
Wracając jednak do Begins - uważam go za wspaniały film przygodowy. Słusznie napisał marsgrey21, że jest tam pełno emocjonalnych punktów zaczepienia. Natomiast treści - zarówno tej ekranowej, jak i komentatorskiej - jest tam bardzo dużo. Prosty zabieg z "why do we fall?" to "głębia", do jakiej The Batman nawet się nie zbliża.
.
13-06-2023, 15:14





