Alicja w krainie czarów (1951) - jak tak zrobiłem maraton ekranowych Alicji, to jakoś czułem, że wypada ujrzeć tą od Disneya, mimo że widziałem to już ze 3 razy (wpierw końcowy fragment na Super RTL, potem całość w polskim Selgrosie i ostatni raz w licbazie z siostrą). Zwłaszcza, że Walt od samego początku chciał zekranizować Alicje. Hej, pierwszy odcinek jego pierwszej animacji Alice’s Comedies – nosiła tytuł Alice in Wonderland.
Chyba pierwsza w pełni satysfakcjonująca pod kątem filmowym Alicja. Disney w przeciwieństwie do poprzedników był przytomny i zatrudnił 12-latkę do tej roli, a nie 20-latkę z kryzysem wieku studenckiego. I ta fabularnie wersja ta bardziej spójna, bo motywacją Alicji jest ciągłe podążanie za Białym Królikiem. Np. proces pojawił się nagle i dotyczył czego innego i Alicja była świadkiem, a tu Alicja wskutek udupiania przez Kota trafia jako oskarżona za obrazę majestatu królewskiego. I faktycznie tu ludzie są skazywani na dekapitację, gdy w książce i innych ekranizacjach to tylko gderanie Królowej Kier, którego nikt nie bierze na poważnie. Mysz i Suseł (w oryginale popielica - taki rodzaj myszy) zostali połączeni w jedną postać, bo panikuje na wspomnienie o kotce Alicji. Też zgrabnie miksuje elementy obu książek. Nie-urodziny będące wzmianką u Humpty Dumpty'ego w Po drugiej strona lustra, tu znalazły się na obłąkanej herbatce, co całkiem pasuje, bo oryginalnie myślałem, że nie-urodziny to było coś prosto z pierwszej powieści. Ktoś podkreślił, że Biały Królik jest tu jednym z normalniejszych mieszkańców krainy czarów. Tak jak Królowa, która jako jedyna rozpoznaje w Alicji ludzką dziewczynkę, a nie węża czy czyjąś służkę.
Widać jednak, że Disney odnosił się z szacunkiem do materiału źródłowego (w końcu był to jego dream project), bo sporo tu frustrującego szaleństwa. Taki Zupełnie Inny Las to jest coś, co wyszłoby od Carrolla. A na wspomnianym procesie Królowa Kier uznaje za najważniejszy dowód pijackie bredzenia Susła XD. Piękna wtedy jest mina Alicji z cyklu Niech ktoś mnie kurva zajebie!, gdy wszyscy olewają powagę sądu na rzecz radosnego świętowania nie-urodzin.
Film mimo, że Disney był wiernopoddańczy stylu graficznego Tenniela (czym wkurwiał pracowników narzekających na ograniczenie swobody twórczej), to pozwolił na nieco swobody w projektach plastycznych, czego dowodem jest np. Królowa Kier wyglądająca jak Fred Flintstone czy jej beta-małżonek (co jest zrozumiałe, bo animacja postaci, zwłaszcza wtedy musiała upraszczać ich projekty w stosunku do szczegółowych ilustracji). I ciekawe, czy żółta czupryna Marcowego Zająca to nie nawiązanie do słomianego wianka, jaki nosił u Tenniela. Skoro mowa o Zającu to jak na razie najlepsza interpretacja tego czubka.
O znakomitej stronie technicznej nie muszę mówić, bo to oczywistość. Podobno to film Walt Disney Animation Studios z największą ilością piosenek. Co w sumie jest unikalne, ponieważ Alicja to nie jest klasyczny musical i raczej nie jest tytułem, gdy myśli się o disneyowskim musicalu.
Ostatnio animowane Disneye oglądam w oryginale, tak tym razem Alicję oglądam po raz kolejny z polskim dubbingiem. I warto, bo jest świetny. I Bogu dzięki, że nikt nie zdecydował dać jakiegoś jebanego redubbingu. Pewnie dlatego, że zgodnie z polityką Disney Character Voice International głosy w obu wersjach są bardzo podobne. Taki Jerzy Magórski w roli Kapelusznika niemal brzmi jak Ed Wynn. Teraz zauważyłem, że Tweedle-Dee i Tweedle-Duma, obaj w wykonaniu Kazimierza Brusikiewicza mówią nieco innymi tonami. Ogólnie obsada jest dopasowana. Najlepsza jest tu Hanna Skarżanka w roli Królowej Kier. Piskliwy głosik Alicji może irytować, ale idzie się przyzwyczaić i pasuje do postaci. Aż dziwne, że Barbara Rylska miała wtedy 25 lat. Oraz jak jej prawdziwy głos różnił się od tego modulowanego na potrzeby filmu. Oba nagrania z tego samego roku:
Niektórych może mierzwić tłumaczenie niektórych postaci - Marcowy Zając jest po prostu Zającem. Kot z Cheshire to... Specjalny Kot - nie wiem, czy to kwestia tego, że chcieli być ponadczasowym i udomowić gdzie to możliwe (jak 10 centymetrów Gąsienicy zamiast trzech cali). Z Tweedle'ami pewnie by postąpili podobnie, gdyby nie fakt, że ich imiona są wygrawerowane. Ale trochę przeczy mej teorii, bo ojciec William i jaszczurka Bill są niezmienieni. A i polscy twórcy wzorem Marianowicza chcieli być wierni przysłowiu o śpiącym Suśle, bo tutaj kompan Zająca i Zwariowanego Kapelusznika to ewidentna mysz (gdy suseł to bardziej takie wiewiórkowate coś). Królowa Kier jest tytułowana Królową Kierów, co ma sens z punktu widzenia zasad języka polskiego. Zgrabnie za to przetłumaczyli mowę Gąsienicy korespondującą z dymkowymi literami. Marcowy Zając u nas wyszedł na większego creepa, bo w oryginale jak Alicja wspomina Dinę, to Zając ślini się na myśl o jakiejś dziuni. A w polskim dubbingu kot Alicji jest anonimowy i płci męskiej i Zając ożywia na "jaki mały?" :o.
Ciekawe, że Alicja w krainie czarów była porażką finansową, by potem 10 lat później zostać ogłoszona w prasie (przynajmniej tej polskiej) jako jeden z najlepszych obrazów Walta. Zdecydowanie warto ujrzeć - czołówka za życia Disneya i nadaje się na pierwszy kontakt dzieci z Alicją.
9/10
PS. Wersji Burtona nie zamierzam powtarzać (i na kontynuację, której nie widziałem również nie mam ochoty). Kompletnie zero stylu Burtona, nadużywanie CGI i niezrozumienie tego czym jest Alicja.
Chyba pierwsza w pełni satysfakcjonująca pod kątem filmowym Alicja. Disney w przeciwieństwie do poprzedników był przytomny i zatrudnił 12-latkę do tej roli, a nie 20-latkę z kryzysem wieku studenckiego. I ta fabularnie wersja ta bardziej spójna, bo motywacją Alicji jest ciągłe podążanie za Białym Królikiem. Np. proces pojawił się nagle i dotyczył czego innego i Alicja była świadkiem, a tu Alicja wskutek udupiania przez Kota trafia jako oskarżona za obrazę majestatu królewskiego. I faktycznie tu ludzie są skazywani na dekapitację, gdy w książce i innych ekranizacjach to tylko gderanie Królowej Kier, którego nikt nie bierze na poważnie. Mysz i Suseł (w oryginale popielica - taki rodzaj myszy) zostali połączeni w jedną postać, bo panikuje na wspomnienie o kotce Alicji. Też zgrabnie miksuje elementy obu książek. Nie-urodziny będące wzmianką u Humpty Dumpty'ego w Po drugiej strona lustra, tu znalazły się na obłąkanej herbatce, co całkiem pasuje, bo oryginalnie myślałem, że nie-urodziny to było coś prosto z pierwszej powieści. Ktoś podkreślił, że Biały Królik jest tu jednym z normalniejszych mieszkańców krainy czarów. Tak jak Królowa, która jako jedyna rozpoznaje w Alicji ludzką dziewczynkę, a nie węża czy czyjąś służkę.
Widać jednak, że Disney odnosił się z szacunkiem do materiału źródłowego (w końcu był to jego dream project), bo sporo tu frustrującego szaleństwa. Taki Zupełnie Inny Las to jest coś, co wyszłoby od Carrolla. A na wspomnianym procesie Królowa Kier uznaje za najważniejszy dowód pijackie bredzenia Susła XD. Piękna wtedy jest mina Alicji z cyklu Niech ktoś mnie kurva zajebie!, gdy wszyscy olewają powagę sądu na rzecz radosnego świętowania nie-urodzin.
Film mimo, że Disney był wiernopoddańczy stylu graficznego Tenniela (czym wkurwiał pracowników narzekających na ograniczenie swobody twórczej), to pozwolił na nieco swobody w projektach plastycznych, czego dowodem jest np. Królowa Kier wyglądająca jak Fred Flintstone czy jej beta-małżonek (co jest zrozumiałe, bo animacja postaci, zwłaszcza wtedy musiała upraszczać ich projekty w stosunku do szczegółowych ilustracji). I ciekawe, czy żółta czupryna Marcowego Zająca to nie nawiązanie do słomianego wianka, jaki nosił u Tenniela. Skoro mowa o Zającu to jak na razie najlepsza interpretacja tego czubka.
O znakomitej stronie technicznej nie muszę mówić, bo to oczywistość. Podobno to film Walt Disney Animation Studios z największą ilością piosenek. Co w sumie jest unikalne, ponieważ Alicja to nie jest klasyczny musical i raczej nie jest tytułem, gdy myśli się o disneyowskim musicalu.
Ostatnio animowane Disneye oglądam w oryginale, tak tym razem Alicję oglądam po raz kolejny z polskim dubbingiem. I warto, bo jest świetny. I Bogu dzięki, że nikt nie zdecydował dać jakiegoś jebanego redubbingu. Pewnie dlatego, że zgodnie z polityką Disney Character Voice International głosy w obu wersjach są bardzo podobne. Taki Jerzy Magórski w roli Kapelusznika niemal brzmi jak Ed Wynn. Teraz zauważyłem, że Tweedle-Dee i Tweedle-Duma, obaj w wykonaniu Kazimierza Brusikiewicza mówią nieco innymi tonami. Ogólnie obsada jest dopasowana. Najlepsza jest tu Hanna Skarżanka w roli Królowej Kier. Piskliwy głosik Alicji może irytować, ale idzie się przyzwyczaić i pasuje do postaci. Aż dziwne, że Barbara Rylska miała wtedy 25 lat. Oraz jak jej prawdziwy głos różnił się od tego modulowanego na potrzeby filmu. Oba nagrania z tego samego roku:
Niektórych może mierzwić tłumaczenie niektórych postaci - Marcowy Zając jest po prostu Zającem. Kot z Cheshire to... Specjalny Kot - nie wiem, czy to kwestia tego, że chcieli być ponadczasowym i udomowić gdzie to możliwe (jak 10 centymetrów Gąsienicy zamiast trzech cali). Z Tweedle'ami pewnie by postąpili podobnie, gdyby nie fakt, że ich imiona są wygrawerowane. Ale trochę przeczy mej teorii, bo ojciec William i jaszczurka Bill są niezmienieni. A i polscy twórcy wzorem Marianowicza chcieli być wierni przysłowiu o śpiącym Suśle, bo tutaj kompan Zająca i Zwariowanego Kapelusznika to ewidentna mysz (gdy suseł to bardziej takie wiewiórkowate coś). Królowa Kier jest tytułowana Królową Kierów, co ma sens z punktu widzenia zasad języka polskiego. Zgrabnie za to przetłumaczyli mowę Gąsienicy korespondującą z dymkowymi literami. Marcowy Zając u nas wyszedł na większego creepa, bo w oryginale jak Alicja wspomina Dinę, to Zając ślini się na myśl o jakiejś dziuni. A w polskim dubbingu kot Alicji jest anonimowy i płci męskiej i Zając ożywia na "jaki mały?" :o.
Ciekawe, że Alicja w krainie czarów była porażką finansową, by potem 10 lat później zostać ogłoszona w prasie (przynajmniej tej polskiej) jako jeden z najlepszych obrazów Walta. Zdecydowanie warto ujrzeć - czołówka za życia Disneya i nadaje się na pierwszy kontakt dzieci z Alicją.
9/10
PS. Wersji Burtona nie zamierzam powtarzać (i na kontynuację, której nie widziałem również nie mam ochoty). Kompletnie zero stylu Burtona, nadużywanie CGI i niezrozumienie tego czym jest Alicja.
05-07-2023, 22:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-07-2023, 23:25 przez OGPUEE.)






