Alicja w krainie czarów (1949) - teraz pierwsza kolorowa ekranizacja Alicji (przynajmniej jak mi wiadomo). Tym razem trochę takie to origin story, bo głównym bohaterem jest tu Lewis Carroll i są odniesienia do postaci. Np. wicekanclerz uczelni wiecznie się spóźnia jak Biały Królik. A Królowa Kier to odniesienie Wiktorii wizytującej Oksford.
Spodziewałem, że dopiero Disney nadał wydarzeniom z krainy czarów trochę spójnej trój-aktowej strukturze, ale to Bower i Bunin byli pierwsi, bo Alicja jest traktowana jako obcy emigrant i z tego powodu ma problemy. M.in. zostaje oskarżona o wszamanie ciastek Królowej Kier, a Biały Królik znający prawdziwego sprawcę celowo zataja fakty i ją wrabia. I tak jak u Švankmayera Biały Królik to bad guy.
Sceny w Krainie Czarów to animacja poklatkowa, a jej mieszkańcy wyglądają jak Gumby. Tła bardziej abstrakcyjne. Królicza nora ma sporo op-artowych. W przeciwieństwie do jednak Švankmayera aktorka grająca Alicję nie jest poklatkowa i wiele scen to interakcje z plastusiami w jednym kadrze. Robi to nawet wrażenie, choć widać z aktorskimi robią wrażenie. Gdyby powstał polski dubbing do tego dzieła to popielica jako suseł by przeszła, bo tak wygląda kompan Kapelusznika. I taki szczegół - tutaj pierwszy raz Biały Królik nosi spodnie, gdy w wcześniejszych ekranizacjach (i późniejszych) to kica z gołym zadem, gdy jego marcowy krewniak jest bardziej obyczajny ;).
Chyba jest tu największy miscast do roli Alicji - pomijam, że aktorka ma jakieś 20 lat, bo poprzednie też były w tym przedziale wiekowym. Ale taka Alicja z wersji 1933 miała 19 lat, ale sprawiała iluzję nastolatki. A tu z makijażem i wyraźnymi rysami wygląda jak u progu trzydziestki.
7/10
Jak ktoś chce jakichś dowodów na draństwo Walta Disneya, to inba związana tym francuskim podejściem do Alicji tego dostarcza. Otóż Disney w tym samym czasie robiący swoją wersję Alicji udupił amerykańską premierę tejże wersji. Francuzi się słusznie wkurwili i oskarżyli Disneya o dbanie swych interesów kosztem innych i nawet prasa to odnotowała. No i chytry dwa razy traci, bo disnejowska Alicja okazała się klapą finansową. Speaking of which...
Spodziewałem, że dopiero Disney nadał wydarzeniom z krainy czarów trochę spójnej trój-aktowej strukturze, ale to Bower i Bunin byli pierwsi, bo Alicja jest traktowana jako obcy emigrant i z tego powodu ma problemy. M.in. zostaje oskarżona o wszamanie ciastek Królowej Kier, a Biały Królik znający prawdziwego sprawcę celowo zataja fakty i ją wrabia. I tak jak u Švankmayera Biały Królik to bad guy.
Sceny w Krainie Czarów to animacja poklatkowa, a jej mieszkańcy wyglądają jak Gumby. Tła bardziej abstrakcyjne. Królicza nora ma sporo op-artowych. W przeciwieństwie do jednak Švankmayera aktorka grająca Alicję nie jest poklatkowa i wiele scen to interakcje z plastusiami w jednym kadrze. Robi to nawet wrażenie, choć widać z aktorskimi robią wrażenie. Gdyby powstał polski dubbing do tego dzieła to popielica jako suseł by przeszła, bo tak wygląda kompan Kapelusznika. I taki szczegół - tutaj pierwszy raz Biały Królik nosi spodnie, gdy w wcześniejszych ekranizacjach (i późniejszych) to kica z gołym zadem, gdy jego marcowy krewniak jest bardziej obyczajny ;).
Chyba jest tu największy miscast do roli Alicji - pomijam, że aktorka ma jakieś 20 lat, bo poprzednie też były w tym przedziale wiekowym. Ale taka Alicja z wersji 1933 miała 19 lat, ale sprawiała iluzję nastolatki. A tu z makijażem i wyraźnymi rysami wygląda jak u progu trzydziestki.
7/10
Jak ktoś chce jakichś dowodów na draństwo Walta Disneya, to inba związana tym francuskim podejściem do Alicji tego dostarcza. Otóż Disney w tym samym czasie robiący swoją wersję Alicji udupił amerykańską premierę tejże wersji. Francuzi się słusznie wkurwili i oskarżyli Disneya o dbanie swych interesów kosztem innych i nawet prasa to odnotowała. No i chytry dwa razy traci, bo disnejowska Alicja okazała się klapą finansową. Speaking of which...
05-07-2023, 22:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-07-2023, 22:22 przez OGPUEE.)





