(08-07-2023, 00:11)Paszczak napisał(a): Chyba że między 85 a 88 wyszło coś jeszcze.
W 1985 roku pojawiło się Dreamchild opowiadająca o dorosłej, wiekowej Alicji którą nachodzą postacie z krainy czarów w wersji creepy. Ale to obczaję może innym razem, bo już zmęczony jestem Alicjami.
Alicja w krainie czarów (1999) - i na koniec kolejna telewizyjna wersja. O tej słyszałem wiele dobra, zwłaszcza pod poziomem technicznym. I faktycznie wypada to dobrze i jest kilka unikalnych wizualiów, które kojarzyły mi się z American McGee, mimo że to dość pogodna wersja. Co lepiej, film korzysta przede wszystkim z efektów praktycznych, za które odpowiada Jim Henson Company (więc wiadomo, że jakość będzie dobra). A efekty cyfrowe są tylko wtedy, gdy to jest naprawdę potrzebne jak powiększona głowa Szalonego Kapelusznika. Ogólnie to bardziej burtonowska Alicja w krainie czarów niż wersja od faktycznego Burtona.
Martin Short jest najlepszą live action wersją disnejowskiego Szalonego Kapelusznika. Bo jeśli chodzi tego książkowego, to jednak Anthony Newley z 1985 roku dalej jest na pierwszym miejscu. Short jest zbyt krzykliwy. Ogólnie jak tak myślę, to faktycznie udany live action remake animacji Disneya - np. Królowa Kier (świetna Richardson) jest taka sama z charakteru i flaming nie chce kooperować z Alicją.
Tym razem Królik jest tu mądrzejszy i już nie bierze Alicji za Mariannę. Po prostu każe jej zapieprzać do domu po nowe wachlarz i rękawiczki, gdyż w scenie zlania łzami królik dokładnie widział Alicję i słyszał jej głos. I obok wersji z 1949 roku to jedyny raz, gdzie jest epizod z gigantycznym szczeniakiem. I jawnie ukazuje wydarzenia jako podświadomość Alicji.
Żeby tak nie było dobrze. to z początku irytował mnie głos Tiny Majorino, który gryzł się z nieco dojrzalszym wyglądem aktorki. Grunt, że sama Majorino dobrze też zagrała. Królik jest nieco tu pokraczny i w tej wersji chodem przypomina mi Teletubisia, ale uchodzi. Nie lubię za to projektu Marcowego Zająca – niepotrzebnie creepiasty (i nie wygląda jak zając tylko niewiadomo). I też nie podoba mi się, że wzięli wersję z ilustracji Arthura Rackama, gdzie Marcowy Zając to po prostu człowiek z głową zająca.
Więcej aktorów (tych bardziej znanych) ma odsłonięte twarze i często ich charakteryzacja jest BAAARDZO symboliczna. Trochę na tym to traci ponieważ, mieszkańcy krainy czarów to jawne sobowtóry uczestników imprezy organizowanej przez rodziców Alicji (i owi uczestnicy pojawiają się na początku i końcu filmu) i mogli być bardziej subtelni w dziale technicznym. Jedynie działają Mors i Gąsienica.
Zdecydowanie za długi. Niepotrzebne dali pół godziny adaptujące po łebkach Po drugiej stronie lustra i po piosence Nibyżółwia powinni przejść do procesu sądowego. Zwłaszcza, że scena Gryfa i Nibyżółwia była punktem zapalnym do zmiany Alicji i to ich numer w końcu wykonuje w finale przed gośćmi. Ale filler wynagradza fakt, że jest tu chyba najlepsza wersja Tweedledee i Tweedleduma. Odnośnie tego, to podobała mi się ta wersja Księżnej najbliższa książkowego oryginału.
Podejrzewam, że ta wersja będzie dla pokoleń po moim tą definitywną wersją co dla mojego wersja Disneya czy CBS-u z 1985 roku.
8/10
08-07-2023, 22:39






