Miecz zagłady (1966)
Odczuwam jakąś słabość do tamtych czarno-białych samurajskich produkcji z kraju kwitnącej wiśni. Niby mocno archaiczne z dzisiejszej perspektywy, ale nie pozbawione atmosfery do cięcia kataną. Nie inaczej jest w tym przypadku. Fenomenalna realizacja - zdjęcia to absolutne creme de la creme, nocne zimowe ujęcia uchwycone w panoramie to coś, co ma prawo się zwać absolutną potęgą kina, a jeszcze dochodzi fenomenalny mastershot z Tatsuyą Nakadai odhaczającym kolejnych napastników z hordy. Równie smakowicie to także zmontowane. Przykład? Pozaekranowa scena gwałtu w młynie i to subtelnie ujęcie elementu drewnianej maszyny wchodzącego w dziurę :) Ogólnie film jest dość mocno brutalny i przewija się trochę ucinanych kończyn i tryskającej krwi.
Tatsuya Nakadai - co to jest za aktor! Któryś już film z nim oglądam i w żadnym z nich nie zagrał gorzej niż rewelacyjnie. A tym bardziej, że jak zestawi się ze sobą Harakiri, Ran czy właśnie ten film to wychodzą trzy zupełnie inne typy ról. Trochę zapomniany w porównaniu do Mifune (który też przewija się tu na drugim planie), ale na pewno wybitnością nie ustępuje. Jako duży minus potraktuję ten cliffhanger na końcu. Akurat ta historia potrzebowała jakiegoś pełnego satysfakcjonującego zakończenia.
8/10
Odczuwam jakąś słabość do tamtych czarno-białych samurajskich produkcji z kraju kwitnącej wiśni. Niby mocno archaiczne z dzisiejszej perspektywy, ale nie pozbawione atmosfery do cięcia kataną. Nie inaczej jest w tym przypadku. Fenomenalna realizacja - zdjęcia to absolutne creme de la creme, nocne zimowe ujęcia uchwycone w panoramie to coś, co ma prawo się zwać absolutną potęgą kina, a jeszcze dochodzi fenomenalny mastershot z Tatsuyą Nakadai odhaczającym kolejnych napastników z hordy. Równie smakowicie to także zmontowane. Przykład? Pozaekranowa scena gwałtu w młynie i to subtelnie ujęcie elementu drewnianej maszyny wchodzącego w dziurę :) Ogólnie film jest dość mocno brutalny i przewija się trochę ucinanych kończyn i tryskającej krwi.
Tatsuya Nakadai - co to jest za aktor! Któryś już film z nim oglądam i w żadnym z nich nie zagrał gorzej niż rewelacyjnie. A tym bardziej, że jak zestawi się ze sobą Harakiri, Ran czy właśnie ten film to wychodzą trzy zupełnie inne typy ról. Trochę zapomniany w porównaniu do Mifune (który też przewija się tu na drugim planie), ale na pewno wybitnością nie ustępuje. Jako duży minus potraktuję ten cliffhanger na końcu. Akurat ta historia potrzebowała jakiegoś pełnego satysfakcjonującego zakończenia.
8/10
13-07-2023, 10:33





