Właśnie wyszedłem z seansu M:I w 1/3 filmu. Zanosiło się super, Dorociński mówiący z rosyjskim akcentem, Cruise wyłaniający się z cienia. Niestety musiała zaraz się pojawić czwórka spóźnialskich, którzy siedli akurat za mną. Oczywiście nie robię dramy z tego powodu, bo takie niedogodności zawsze da się przeboleć. Problem nastał, gdy tylko te zjeby siadły na czterech literach i zaczęły na przemian sobie pitolić 3 po 3 półgłosem i chrupać kukurydzą na pół sali. Ewidentnie zapomnieli, że to kino, nie kawiarenka. Zwróciłem im wpierw kulturalnie uwagę - zaczęli gadać szeptem. Zwróciłem im uwagę po raz drugi - nic nie zadziałało. Wkurzyłem się, szeptem spytałem czy nie umieją się przymknąć i na ich oczach ewakuowałem się dwa rzędy niżej.
Niestety... Tak się wkurwiłem, że aż straciłem wątek w tej sekwencji na lotnisku. Mijały sceny, wkurw nie przemijał i nadal zakłócał seans. Aż uznałem, że jebać i opuszczam salę kinową. Na pożegnanie, przy wyjściu zaserwowałem tym lemingom bezprecedensowe u mnie mordercze spojrzenie. Żałuję, że nie zawróciłem do nich by podziękować za zjebanie opłaconego seansu i tym samym też im złowieszczo rozwalić przyjemność z filmu.
Niestety... Tak się wkurwiłem, że aż straciłem wątek w tej sekwencji na lotnisku. Mijały sceny, wkurw nie przemijał i nadal zakłócał seans. Aż uznałem, że jebać i opuszczam salę kinową. Na pożegnanie, przy wyjściu zaserwowałem tym lemingom bezprecedensowe u mnie mordercze spojrzenie. Żałuję, że nie zawróciłem do nich by podziękować za zjebanie opłaconego seansu i tym samym też im złowieszczo rozwalić przyjemność z filmu.
14-07-2023, 18:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-07-2023, 22:22 przez Kryst_007.)





