Mother z Netflixa, 2023, w reżyserii Niki Caro
Ta babka co zmasakrowała kinową Mulan zrobiła film o matce, byłej żołnierce i najlepsiejszej snajperce, która oddaje córkę do adopcji, bo wj3bała się w jakiś kwas z handlarzami bronią. Gra tu Jenifer Lopez i to jej osoba mnie przyciągnęła do seansu. Zasadniczo film jakich wiele, ma dobre momenty i słabe. Jest dość nierówny, rzekłbym. W ogólnym rozrachunku ma więcej dobra, niż zła i mi się podobał. Bo w sumie historia leci jak po sznurku i jest prosta. Tylko z dwoma dobrymi wyjątkami. I to one generalnie sprawiają, że daję 7/10 mimo przegiętości akcji mamuśki.
Oglądając Mother miałem nieodparte chęci porównania go z Those Who Wish me Dead i to serio porównanie towarzyszyło mi do końca. Film Sheridana był słaby, za to tutaj i Lopez deklasuje Jolie, i scenariusz oraz logika (z potknięciami) deklasują kupę Sheridana. Niki Caro po prostu poczuła vibe i film nie jest poprawny. Jest wręcz brutalny.
Mother ma podział na 3 części: pierwsza, w której Matka odbija córkę. Na start w ogóle jest dość nierealna scena ataku na safe house i zawiązanie akcji. No i tego, tutaj jest słabo po całości. Potem akcja dość szybko gna do przodu i jak już córkę porywają, to sekwencja na placu zabaw jest w pytę. Pierwsze zaskoczenie takie że odbicie córki jest szybkie, choć spodziewałem się że będzie to główną osią fabularną. Ale nie jest. Córka odbita, pyk pyk i przechodzimy do drugiej części, gdy młoda i matka lądują w Kanadzie. Tam następuje konfrontacja ich charakterów i Lopez może się wykazać aktorstwem. W tej roli jest naprawdę spoko a momentami wybitna - zresztą, jej postać jest dobrze rozpisana. To nie jakaś lala o złotym sercu, nie, nie: jest zimną i wyrafinowaną suką, która kręciła d*pą przed bossami różnych karteli aby sobie zrobić kasę - jest to pokazane w krótkiej i treściwej retrospekcji. I była w tym dobra, bo dillowała bronią i szmelcem wojskowym na różne kierunki. Niki Caro stawia sprawę jasno i nie pozostawia złudzeń, że bohaterka to bardzo nieprzyjemna osoba. No i właśnie gra ją w ten sposób Lopez, że czuć do niej pewną odrazę, co zresztą młoda kilka razy wypowiada. Ten rys charakteru jest zaskoczeniem, gdyż w żaden sposób nikt nie chce wybielać matki. I fajne to jest, ano! Na duży plus działa też krótka rozmowa przy potrawce z królika: bardzo to anty lewackie i wręcz nie nietflixowskie!
Trzeci akt to obrona: znów akcja jest spoko i dobrze rozpisana, choć tym razem scenariusz zahacza o głupotki, ale na nie przymknąłem oko.
Pochwalę ponownie Lopez: jej przygotowanie do roli i wszelkie didaskalia związane z bronią czy akcją są na tip-top, choć czasami taki udawany realizm się wkrada lub pewne niedorzeczności, to spokojnie można uwierzyć, że ona jest the best. A czasami idzie jej nadwyraz za dobrze. Jak już napisałem, są nierówności choć dołków jest mniej niż zwyżek.
W całości zaskoczenie w pozytywnym sensie i bez bólu. Replay value raczej niski, ale chętniej wrócę do Mother niż do Those Who Wish me Dead, do którego po prostu nie wrócę :)
Normalnie dałbym takie letnie 6, ale za Lopez i tę krótką rozmowę przy kolacji rzucam 7.
Ta babka co zmasakrowała kinową Mulan zrobiła film o matce, byłej żołnierce i najlepsiejszej snajperce, która oddaje córkę do adopcji, bo wj3bała się w jakiś kwas z handlarzami bronią. Gra tu Jenifer Lopez i to jej osoba mnie przyciągnęła do seansu. Zasadniczo film jakich wiele, ma dobre momenty i słabe. Jest dość nierówny, rzekłbym. W ogólnym rozrachunku ma więcej dobra, niż zła i mi się podobał. Bo w sumie historia leci jak po sznurku i jest prosta. Tylko z dwoma dobrymi wyjątkami. I to one generalnie sprawiają, że daję 7/10 mimo przegiętości akcji mamuśki.
Oglądając Mother miałem nieodparte chęci porównania go z Those Who Wish me Dead i to serio porównanie towarzyszyło mi do końca. Film Sheridana był słaby, za to tutaj i Lopez deklasuje Jolie, i scenariusz oraz logika (z potknięciami) deklasują kupę Sheridana. Niki Caro po prostu poczuła vibe i film nie jest poprawny. Jest wręcz brutalny.
Mother ma podział na 3 części: pierwsza, w której Matka odbija córkę. Na start w ogóle jest dość nierealna scena ataku na safe house i zawiązanie akcji. No i tego, tutaj jest słabo po całości. Potem akcja dość szybko gna do przodu i jak już córkę porywają, to sekwencja na placu zabaw jest w pytę. Pierwsze zaskoczenie takie że odbicie córki jest szybkie, choć spodziewałem się że będzie to główną osią fabularną. Ale nie jest. Córka odbita, pyk pyk i przechodzimy do drugiej części, gdy młoda i matka lądują w Kanadzie. Tam następuje konfrontacja ich charakterów i Lopez może się wykazać aktorstwem. W tej roli jest naprawdę spoko a momentami wybitna - zresztą, jej postać jest dobrze rozpisana. To nie jakaś lala o złotym sercu, nie, nie: jest zimną i wyrafinowaną suką, która kręciła d*pą przed bossami różnych karteli aby sobie zrobić kasę - jest to pokazane w krótkiej i treściwej retrospekcji. I była w tym dobra, bo dillowała bronią i szmelcem wojskowym na różne kierunki. Niki Caro stawia sprawę jasno i nie pozostawia złudzeń, że bohaterka to bardzo nieprzyjemna osoba. No i właśnie gra ją w ten sposób Lopez, że czuć do niej pewną odrazę, co zresztą młoda kilka razy wypowiada. Ten rys charakteru jest zaskoczeniem, gdyż w żaden sposób nikt nie chce wybielać matki. I fajne to jest, ano! Na duży plus działa też krótka rozmowa przy potrawce z królika: bardzo to anty lewackie i wręcz nie nietflixowskie!
Trzeci akt to obrona: znów akcja jest spoko i dobrze rozpisana, choć tym razem scenariusz zahacza o głupotki, ale na nie przymknąłem oko.
Pochwalę ponownie Lopez: jej przygotowanie do roli i wszelkie didaskalia związane z bronią czy akcją są na tip-top, choć czasami taki udawany realizm się wkrada lub pewne niedorzeczności, to spokojnie można uwierzyć, że ona jest the best. A czasami idzie jej nadwyraz za dobrze. Jak już napisałem, są nierówności choć dołków jest mniej niż zwyżek.
W całości zaskoczenie w pozytywnym sensie i bez bólu. Replay value raczej niski, ale chętniej wrócę do Mother niż do Those Who Wish me Dead, do którego po prostu nie wrócę :)
Normalnie dałbym takie letnie 6, ale za Lopez i tę krótką rozmowę przy kolacji rzucam 7.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
22-07-2023, 22:47





