Czwarty dzień - na 40-lecie powstania warszawskiego i paradokumentalnie o losach Kamila Baczyńskiego. Niby z PRL-u, a z filmu można wywnioskować, że PW się udało (a przypomnę, że komuniści krytykowali powstanie) No i to co lubię w PRL-owskich filmach wojennych to brak nadęcia - bohaterowie mimo siedzenia w okopach to siedzą (pierwszego dnia marudzą, że zamiast walczyć to gniją w sklepie z wózkami) i żartują m.in. z krakowiaków. A nawet gdy po chwili jest ostrzał, po śmieją się, że ucierpiał koniak. A jeden z chłopaków wymawia "Churchill" jako "hórhil". I zdjęcie flagi ze zdobycznego budynku jest traktowane jako przytomne zachowanie, bo niepotrzebne ściąga uwagę szkopów - coś co w obecnym polskim kinie wojennym według mnie by się nie pojawiło.
Jest też parę refleksji np. ktoś mówi, że powinno jak najwięcej ludzi przeżyć, bo pomniki bohaterów nie odbudują zniszczonych budynków. Zresztą odnośnie budynków, to bohaterom szkoda jest zniszczonych dóbr kultury, gdyż to prowadzi do zamierania narodu (po czym ktoś stwierdza, że Polakom to nie grozi, bo istnieje Kraków). Główny bohater, czyli Baczyński bardzo dobrze oddany - czyli marzyciel, który waha się, czy iść na powstanie. Sam mówi, że nienawidził uczelnianego rygoru, a teraz takie czasy. A potem jest w szoku, że zabił człowieka po celnym zabiciu Niemca.
A jako, że to obrało formę paradokumentu, to taśma wygląda jakby była z lat 40. - czyli statyczność i czarno-biały obraz, dzięki łatanie materiałem archiwalnym wypada naturalnie. I też chowa ewidentne niedostatki budżetowe, jako że większość akcji to się dzieje w pomieszczeniach. Jedyny raz, gdzie widzę na ekranie Jarosława Domina, który zaczynał karierę. Głosu tego nie da się pomylić.
7/10
Jest też parę refleksji np. ktoś mówi, że powinno jak najwięcej ludzi przeżyć, bo pomniki bohaterów nie odbudują zniszczonych budynków. Zresztą odnośnie budynków, to bohaterom szkoda jest zniszczonych dóbr kultury, gdyż to prowadzi do zamierania narodu (po czym ktoś stwierdza, że Polakom to nie grozi, bo istnieje Kraków). Główny bohater, czyli Baczyński bardzo dobrze oddany - czyli marzyciel, który waha się, czy iść na powstanie. Sam mówi, że nienawidził uczelnianego rygoru, a teraz takie czasy. A potem jest w szoku, że zabił człowieka po celnym zabiciu Niemca.
A jako, że to obrało formę paradokumentu, to taśma wygląda jakby była z lat 40. - czyli statyczność i czarno-biały obraz, dzięki łatanie materiałem archiwalnym wypada naturalnie. I też chowa ewidentne niedostatki budżetowe, jako że większość akcji to się dzieje w pomieszczeniach. Jedyny raz, gdzie widzę na ekranie Jarosława Domina, który zaczynał karierę. Głosu tego nie da się pomylić.
7/10
04-08-2023, 22:06
Spoiler




