Doppelganger. Sobowtór
Technicznie super. Holoubek zdecydowanie posiada pewne reżyserskie umiejętności, dzięki którym film może wyglądać jak z Hollywood. Robi wrażenie dbałość o pewne detale, jak i całe to ekranowe ziarno. Moim zdaniem w tworzeniu klimatu epoki PRL-u nie ustępuje Matuszyńskiemu. Pochwalę też muzykę Jana Komara, budzącą vibe francuskich kryminałów Melville'a.
Tak jak oglądało mi się to znakomicie, tak po seansie pozostała mi jednak pewna pustka. Mimo ciekawej historii, to jednak wyszło na to, że nie zastałem zbytnio napięcia, a wydarzenia na ekranie tak odhaczałem beznamiętnie. Jej punkty koniec końców nie budzą takich emocji, jak powinny i są podane widzowi na chłodno. Ot, oglądałem sobie równoległe losy agenta Gierszała i zwykłego inżyniera Kowalskiego z Gdańska, przy czym nie wyczekiwałem specjalnie ich kulminacyjnego spotkania. Winię za to scenariusz, który nie wyciąga z tego "polskiego Bonda" tyle ile trzeba. Pojawia się szczątkowo wątek Seweryna w roli ojca i mentora bohatera, jednak koniec końców okazuje się zbędny, bo pojawia się dosłownie na dwie sceny i niewiele z niego wynika. Dobre role Gierszała gadającego po niemiecku i Schuchardta (cholera, kiedy on się tak nagle roztył?), ale nie zapamiętam z seansu tyle ile chciałem.
6/10
Kos
Cholera, jest dobrze. Nawet naprawdę dobrze. Można zrobić w tym kraju przyzwoite kino historyczne, nie popadające w marnie wyglądającą laurkę? Można. Szacun dla Maślony, że nie nakręcił tego, by oddać spóźnione peany na cześć Kościuszki i postawił na kameralną kilkuwątkową historię. Mroczny klimat i napięcie przeplatają się tu z humorem, więc łatwo było położyć film. Nic z tego! Maślona nie bierze jeńców i wszystko okazuje się być na swoim miejscu.
Film ogląda się absolutnie fenomenalnie. Tak dobrych technicznie polskich produkcji to ostatnio poilczyć można na palcach jednej ręki. Oklaski dla Sobocińskiego Jra za umiejętne naśladowanie Lubezkiego, które jednocześnie pozytywnie wpływa na odbiór historii i budzi pewne uczucie zmieszania. Aktorzy także w swoim żywiole. Sceny kradnie Więckiewicz jako wysoko postawiona rosyjska szumowina. I uwaga - mamy tu rzadki przykład roli zagranej tak dobrze, że aż zapomina się, iż aktor nie jest z urodzenia ruskiem, któremu akcent towarzyszy całe życie. Nie pamiętam kiedy ostatnio wypadł tak dobrze. Sympatyczny duet Braciaka i Mitchella, pomiędzy którym czuć autentyczną sztamę i który jest źródłem nienachalnego humoru. Scena, gdy czarnoskóry mówi o cukrze z San Domingo to jedna z moich ulubionych roku :)
Lwa za film pewnie nie będzie, ale trzymam kciuki by ugrał coś na festiwalu. W świecie idealnym to będzie polski kandydat na Oscara, ale wiadomo - to nie jest film Holland na chwytający za serducho temat, więc w nieidealnym szanse marne. Tak wyważonego kina z wielką historią w tle to jak na lekarstwo.
8/10 - wyższa ocena po powtórce bardzo prawdopodobna
Technicznie super. Holoubek zdecydowanie posiada pewne reżyserskie umiejętności, dzięki którym film może wyglądać jak z Hollywood. Robi wrażenie dbałość o pewne detale, jak i całe to ekranowe ziarno. Moim zdaniem w tworzeniu klimatu epoki PRL-u nie ustępuje Matuszyńskiemu. Pochwalę też muzykę Jana Komara, budzącą vibe francuskich kryminałów Melville'a.
Tak jak oglądało mi się to znakomicie, tak po seansie pozostała mi jednak pewna pustka. Mimo ciekawej historii, to jednak wyszło na to, że nie zastałem zbytnio napięcia, a wydarzenia na ekranie tak odhaczałem beznamiętnie. Jej punkty koniec końców nie budzą takich emocji, jak powinny i są podane widzowi na chłodno. Ot, oglądałem sobie równoległe losy agenta Gierszała i zwykłego inżyniera Kowalskiego z Gdańska, przy czym nie wyczekiwałem specjalnie ich kulminacyjnego spotkania. Winię za to scenariusz, który nie wyciąga z tego "polskiego Bonda" tyle ile trzeba. Pojawia się szczątkowo wątek Seweryna w roli ojca i mentora bohatera, jednak koniec końców okazuje się zbędny, bo pojawia się dosłownie na dwie sceny i niewiele z niego wynika. Dobre role Gierszała gadającego po niemiecku i Schuchardta (cholera, kiedy on się tak nagle roztył?), ale nie zapamiętam z seansu tyle ile chciałem.
6/10
Kos
Cholera, jest dobrze. Nawet naprawdę dobrze. Można zrobić w tym kraju przyzwoite kino historyczne, nie popadające w marnie wyglądającą laurkę? Można. Szacun dla Maślony, że nie nakręcił tego, by oddać spóźnione peany na cześć Kościuszki i postawił na kameralną kilkuwątkową historię. Mroczny klimat i napięcie przeplatają się tu z humorem, więc łatwo było położyć film. Nic z tego! Maślona nie bierze jeńców i wszystko okazuje się być na swoim miejscu.
Film ogląda się absolutnie fenomenalnie. Tak dobrych technicznie polskich produkcji to ostatnio poilczyć można na palcach jednej ręki. Oklaski dla Sobocińskiego Jra za umiejętne naśladowanie Lubezkiego, które jednocześnie pozytywnie wpływa na odbiór historii i budzi pewne uczucie zmieszania. Aktorzy także w swoim żywiole. Sceny kradnie Więckiewicz jako wysoko postawiona rosyjska szumowina. I uwaga - mamy tu rzadki przykład roli zagranej tak dobrze, że aż zapomina się, iż aktor nie jest z urodzenia ruskiem, któremu akcent towarzyszy całe życie. Nie pamiętam kiedy ostatnio wypadł tak dobrze. Sympatyczny duet Braciaka i Mitchella, pomiędzy którym czuć autentyczną sztamę i który jest źródłem nienachalnego humoru. Scena, gdy czarnoskóry mówi o cukrze z San Domingo to jedna z moich ulubionych roku :)
Lwa za film pewnie nie będzie, ale trzymam kciuki by ugrał coś na festiwalu. W świecie idealnym to będzie polski kandydat na Oscara, ale wiadomo - to nie jest film Holland na chwytający za serducho temat, więc w nieidealnym szanse marne. Tak wyważonego kina z wielką historią w tle to jak na lekarstwo.
8/10 - wyższa ocena po powtórce bardzo prawdopodobna
21-09-2023, 07:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2023, 09:10 przez Kryst_007.)





