La boum (1980) - w Polszy znany pod tytułem Prywatka.
Wyobrażam sobie jak francuskie pokolenie obecnych mamusiek młodych dorosłych wzdycha do tego filmu z podobną nostalgią, co moja np. do "Dirty Dancing". Urokliwe coming-of-age, mające okazjonalną wartość jako kapsuła czasu tamtego Paryża, który nie powróci. Realizacyjnie raczej przeciętnie, a i scenariusz choć pozornie stawia sobie poprzeczkę wysoko to ostatecznie wychodzi prościutki. Ten wątek sypiącego się małżeństwa rodziców można było obdarzyć większą głębią.
Ale kogo to obchodzi, jak mamy Francję początku lat 80., urokliwą muzykę tamtych lat czy małą Sophie Marceau, zapewne nieświadomą, że lada moment stanie się jedną z największych gwiazd znad La Manche. Do tego polubiłem postać zwariowanej prababki. Aż się chce mieć taką poczciwą starowinkę w rodzinie, by umilała nudne spotkania przy stole z krewnymi.
6/10
La boum 2 (1982)
Ale Sophie i jej ekranowa paczka urośli przez te 2 lata. Minimalnie lepszy film od poprzednika, choć wciąż nie bez wad. Wątek pianisty Lamberta Wilsona straszliwie niemrawy i pojawia się zbyt późno. Plus trafiają się zapychacze, jak sekwencja taneczna będąca hołdem dla "Deszczowej piosenki". No i niektóre zachowania bohaterów nielogiczne - wyważenie drzwi do własnego domu to wystarczający powód by nie spędzać z chłopakiem nocy? Bez przesady, młoda damo.
Z reżyserią lepiej niż poprzednio, mimo że ten sam gość kręci. Ponownie prababka sobie przywłaszcza film na boku i tym razem ma zabawny wątek ślubu. Znowu jest nostalgicznie i nie w sposób oderwać uszu od tych kawałków muzycznych (nawet jeśli repertuar wydaje się powtarzać). Dochodzi nawet kilka fajnych cytatów (np. o tym dlaczego młodzież nie zawsze chodzi na Kurosawę) i szczególnie pamiętna scena zabawy w udawanie prostytutek na ulicy.
7/10
W sumie dziwne, że nie zrobili z tego trylogii i nie nakręcili jeszcze części, w której Marceau mierzy się z dorosłością. Na obydwa filmy poniekąd warto rzucić okiem dla tej oto pięknej piosenki.
Wyobrażam sobie jak francuskie pokolenie obecnych mamusiek młodych dorosłych wzdycha do tego filmu z podobną nostalgią, co moja np. do "Dirty Dancing". Urokliwe coming-of-age, mające okazjonalną wartość jako kapsuła czasu tamtego Paryża, który nie powróci. Realizacyjnie raczej przeciętnie, a i scenariusz choć pozornie stawia sobie poprzeczkę wysoko to ostatecznie wychodzi prościutki. Ten wątek sypiącego się małżeństwa rodziców można było obdarzyć większą głębią.
Ale kogo to obchodzi, jak mamy Francję początku lat 80., urokliwą muzykę tamtych lat czy małą Sophie Marceau, zapewne nieświadomą, że lada moment stanie się jedną z największych gwiazd znad La Manche. Do tego polubiłem postać zwariowanej prababki. Aż się chce mieć taką poczciwą starowinkę w rodzinie, by umilała nudne spotkania przy stole z krewnymi.
6/10
La boum 2 (1982)
Ale Sophie i jej ekranowa paczka urośli przez te 2 lata. Minimalnie lepszy film od poprzednika, choć wciąż nie bez wad. Wątek pianisty Lamberta Wilsona straszliwie niemrawy i pojawia się zbyt późno. Plus trafiają się zapychacze, jak sekwencja taneczna będąca hołdem dla "Deszczowej piosenki". No i niektóre zachowania bohaterów nielogiczne - wyważenie drzwi do własnego domu to wystarczający powód by nie spędzać z chłopakiem nocy? Bez przesady, młoda damo.
Z reżyserią lepiej niż poprzednio, mimo że ten sam gość kręci. Ponownie prababka sobie przywłaszcza film na boku i tym razem ma zabawny wątek ślubu. Znowu jest nostalgicznie i nie w sposób oderwać uszu od tych kawałków muzycznych (nawet jeśli repertuar wydaje się powtarzać). Dochodzi nawet kilka fajnych cytatów (np. o tym dlaczego młodzież nie zawsze chodzi na Kurosawę) i szczególnie pamiętna scena zabawy w udawanie prostytutek na ulicy.
7/10
W sumie dziwne, że nie zrobili z tego trylogii i nie nakręcili jeszcze części, w której Marceau mierzy się z dorosłością. Na obydwa filmy poniekąd warto rzucić okiem dla tej oto pięknej piosenki.
17-10-2023, 10:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-10-2023, 11:00 przez Kryst_007.)






