(23-10-2023, 13:51)raven.second napisał(a): Pajęczyna (2023) to niby nawiedzony dom, niby thriller o patologicznych rodzicach, niby - lekki spojler
gdzie sedno i wspólny element stanowi stary, skrzypiący dom zamieszkały przez mamę, tatę i synka, który słyszy zza ścian jakieś stuknięcia, zgrzyty i inne takie, ale nikt mu nie wierzy. I tyle. Film wyróżnia się na tle innych genialnym klimatem potęgowanym scenografią - mam wrażenie, że każdy pokój, każde pomieszczenie, sufit, czy ściana były nieznacznie większe, nie na tyle, by zwracać bezczelnie uwagę, ale jednak dość, by stworzyć uczucie niepokoju czy niepewności :) albo po prostu jakoś zmyślnie to wszystko sfilmowali, nie wiem, w każdym razie działa. Podobnie, aczkolwiek w znacznie mniejszym stopniu, swoje robi też duet Caplan-Starr, aczkolwiek mam wrażenie, że Homelander po postu odwalił pańszczyznę i cisnął na niskich obrotach, jako właśnie Homelander, a te wszystkie ujęcia jak chodzi z młotkiem, czy jak się uśmiecha albo jak każe synowi kopać "grób na dynie" to była po prostu podpucha. Panią nauczycielkę pominę, podobnie jak dzieciaka, głównego bohatera. Ot, są i tyle i jako jedyni ogarniają, że coś jest nie tak.
5/10.
Miałem z tym filmem duży problem. Tak przez pierwszą godzinę zastanawiałem, się czy reżyser robi horror na poważnie czy jednak pastisz, ale taki w stylu serialu The Woman in the House Across the Street from the Girl in the Window, w którym pastisz był tak subtelny, że wielu widzów, myślało, że to jest produkcja na poważnie. Oczywiście jest hołd do wielu horrorów, np o rodzinie, która skrywa sekret, o dziwnym dziecku, o czymś co ukrywa się w domu i dla azjatyckich straszaków z laskami z długimi włosami. Wszyscy grają dobrze, ale to jest przesadzone aktorstwo, szczególnie w wykonaniu Lizzy Caplan i Antony Starra (tak mi się zaszufladkował, że wystarczy że się uśmiechnie i widzę Ojczyznosława z Boysów, a kiedyś to był dla mnie szeryf z Banshhe),którzy grają za bardzo od pierwszych scen, od początku widzimy że coś jest nie tak z rodzicami. Też od pierwszych scen wszystkie schematy i klisze horrorowe są podkręcone na 1000 procent. Jedynie spokojnie, bez szarżowania, gra dzieciak i też jest dobry.
Wszystkie sceny od pierwszej sekwencji są przesadzone, które ogląda się trochę jak z parodii ZAZ, np te wielkie cienie rodziców w domu na ścianie, ale wszystko bije końcówka, która jest połączeniem Klątwy Ju - On z Zaplątani Disneya. Przyznam, że na jednej scenie z długimi włosami w końcówce jak z bajki Disneya to zaśmiałem się w głos. No i po tej przesadzonej końcówce w końcu dotarło do mnie, że Cobweb nie jest na poważnie, choć nie szukałem żadnych wywiadów z twórcami, w których by mi przyznali rację, więc jeśli mówili twórcy, że tak nie jest to i tak zostanę przy moim zdaniu. Uważam że zamarzyła się ekipie produkcja taka bardziej w stylu Malignant Jamesa Wana, który też jest przegiętym dziełem, ale nie wyszło tak dobrze jak w tamtym filmie. Ocena: 6/10.
24-10-2023, 00:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-10-2023, 00:21 przez michax.)
Spoiler




