Postman / Wysłannik Przyszłości z roku 1997, w reżyserii Kevina Costnera
Ten film niczego nie dostarcza; słabuje na jakości, na scenariuszu, na efektach i w sumie tam gdzie miał bić w mocne tony, to stosuje się ucieczki. Fabuła jest dość intrygująca gdy się ją streści:
"Apokaliptyczny świat. Facet znajduje ubranie listonosza i wykorzystuje je, aby się najeść. Przez to ginie wiele ludzi i wybucha kolejna wojna".
I tego opisu można się trzymać w założeniu. Bo to prosta fabuła. Z bohatera Listonosza jest hochsztapler i trochę Dyzma. Koleś poza kłamstwem, które przeradza się w ruch "oporu" nic zasadniczo nie robi. Dlatego protagonista i sposób jego nakreślenia to najsłabszy punkt filmu. Nie jest dobrze zagrany, nic nie wnosi, nie ma wartości. Co więcej, aż dwoje kolejnych bohaterów rozbujają jego fortel. Postać Lorenza Tate przynajmniej jest charyzmatyczna i wykorzystuje kłamstwo na większą skalę, ale już w szczytnym celu przez to Listonosz jeszcze bardziej blednie.
Długość filmu też niewykorzystana. Przeca to kolubryna trwająca aż 3 fkin godziny a sam początek w obozie holonistów prawie godzinę. Na luzie można by wyciąć cały wątek bo absolutnie nic fajnego nie wnosi poza motywem z tatuażem. Także można go wyciąć ze scenariusza.
Poza tym lokacje, poza stacją benzynową ukazaną w wąskich i skromnych ujęciach trącą taniochą choć budżet celował w kosmos. Nie ma tam miast i niezbyt tłumaczą czy tam ludzie żyją, są tylko wioski i jakieś dwie tamy plus obóz holonistów (kamieniołom). Nie czuć w ogóle tej apokalipsy a już tym bardziej trudno mi kupić fakt że świat się wywalił na ryj w trzynaście lat.
5/10 to ocena najwyższa jaką dam. Niewiele tutaj dobra, bohater odrzucający, wątki kluczowe z tą pocztą są jedynym jasnym punktem fabuły i jest ich zdecydowanie za mało. Na koniec niby szykuje się wielka bitwa a wychodzi pierdnięcie. I jeszcze zasadzka fajnie poprowadzona i w sumie tyle.
Ten film niczego nie dostarcza; słabuje na jakości, na scenariuszu, na efektach i w sumie tam gdzie miał bić w mocne tony, to stosuje się ucieczki. Fabuła jest dość intrygująca gdy się ją streści:
"Apokaliptyczny świat. Facet znajduje ubranie listonosza i wykorzystuje je, aby się najeść. Przez to ginie wiele ludzi i wybucha kolejna wojna".
I tego opisu można się trzymać w założeniu. Bo to prosta fabuła. Z bohatera Listonosza jest hochsztapler i trochę Dyzma. Koleś poza kłamstwem, które przeradza się w ruch "oporu" nic zasadniczo nie robi. Dlatego protagonista i sposób jego nakreślenia to najsłabszy punkt filmu. Nie jest dobrze zagrany, nic nie wnosi, nie ma wartości. Co więcej, aż dwoje kolejnych bohaterów rozbujają jego fortel. Postać Lorenza Tate przynajmniej jest charyzmatyczna i wykorzystuje kłamstwo na większą skalę, ale już w szczytnym celu przez to Listonosz jeszcze bardziej blednie.
Długość filmu też niewykorzystana. Przeca to kolubryna trwająca aż 3 fkin godziny a sam początek w obozie holonistów prawie godzinę. Na luzie można by wyciąć cały wątek bo absolutnie nic fajnego nie wnosi poza motywem z tatuażem. Także można go wyciąć ze scenariusza.
Poza tym lokacje, poza stacją benzynową ukazaną w wąskich i skromnych ujęciach trącą taniochą choć budżet celował w kosmos. Nie ma tam miast i niezbyt tłumaczą czy tam ludzie żyją, są tylko wioski i jakieś dwie tamy plus obóz holonistów (kamieniołom). Nie czuć w ogóle tej apokalipsy a już tym bardziej trudno mi kupić fakt że świat się wywalił na ryj w trzynaście lat.
5/10 to ocena najwyższa jaką dam. Niewiele tutaj dobra, bohater odrzucający, wątki kluczowe z tą pocztą są jedynym jasnym punktem fabuły i jest ich zdecydowanie za mało. Na koniec niby szykuje się wielka bitwa a wychodzi pierdnięcie. I jeszcze zasadzka fajnie poprowadzona i w sumie tyle.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
26-10-2023, 06:42





