Nocka spędzona u kumpli na chacie, więc wypadało zapodać jakiś seans. Ich wybór padł na poniższe dzieło.
The Burial (2023)
Jamie Foxx jako charyzmatyczny utytułowany adwokat, który "nie przegrał ostatnich 12 procesów z rzędu" i zostaje zatrudniony przez Tommy Lee Jonesa, którego wyrolował wspólnik w interesie grany przez Billa Campa. Taki niedzielny dramacik sądowy, który mimo że niepozbawiony momentów niepewności i poczucia ryzyka dla bohaterów to jest tak lekkawo podany, że od początku oczywistym jest, iż wyjdą z tej batalii zwycięsko.
W sumie historia taka sobie i jedyne co wyróżnia to fakt, iż czarny był w czarnym sądzie adwokatem białego żuczka, a pozwany był absolutnym gigantem w branży. Już ciekawszy film by wyszedł, gdyby skupiał się na genezie Williego E. Gary'ego, której zostaje poświęcona jedna scenka dialogu. Byłby to co prawda materiał na kolejny Oscar-bait o biednym czarnym jak się patrzy, ale myślę, że przynajmniej film byłby bardziej "jakiś". A tak po prostu stawką jest to, by TLJ miał co zostawić po sobie gromadce dzieci i wnuków, o których wiemy tylko ze słyszenia. Też nie ma wielkich kreacji aktorskich - Foxx ot fajnie szarżuje i tyle, Tommy jest tu z kolei typowo łagodniejszym Tommym Lee Jonesem.
5/10
The Burial (2023)
Jamie Foxx jako charyzmatyczny utytułowany adwokat, który "nie przegrał ostatnich 12 procesów z rzędu" i zostaje zatrudniony przez Tommy Lee Jonesa, którego wyrolował wspólnik w interesie grany przez Billa Campa. Taki niedzielny dramacik sądowy, który mimo że niepozbawiony momentów niepewności i poczucia ryzyka dla bohaterów to jest tak lekkawo podany, że od początku oczywistym jest, iż wyjdą z tej batalii zwycięsko.
W sumie historia taka sobie i jedyne co wyróżnia to fakt, iż czarny był w czarnym sądzie adwokatem białego żuczka, a pozwany był absolutnym gigantem w branży. Już ciekawszy film by wyszedł, gdyby skupiał się na genezie Williego E. Gary'ego, której zostaje poświęcona jedna scenka dialogu. Byłby to co prawda materiał na kolejny Oscar-bait o biednym czarnym jak się patrzy, ale myślę, że przynajmniej film byłby bardziej "jakiś". A tak po prostu stawką jest to, by TLJ miał co zostawić po sobie gromadce dzieci i wnuków, o których wiemy tylko ze słyszenia. Też nie ma wielkich kreacji aktorskich - Foxx ot fajnie szarżuje i tyle, Tommy jest tu z kolei typowo łagodniejszym Tommym Lee Jonesem.
5/10
03-12-2023, 17:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-12-2023, 18:06 przez Kryst_007.)





