(04-12-2023, 15:26)marsgrey21 napisał(a): Ja z Godzilla Edwardsa mam tak, ze kupuje to trzymanie Godzilli w puszcze aż do finału, bo dzięki temu jego obecność gdy już się pojawia robi wrażenie,
Ja właściwie byłem na to przygotowany, bo wcześniej mignęła mi jakaś recenzja, która uprzedzała, że Godzilla w pełnej krasie jest dopiero w finale, ale warto czekać, proszę państwa, bo cóż to za finał! No i gdyby finał rzeczywiście pozamiatał, to bym wyszedł z kina usatysfakcjonowany, bo cierpliwy ze mnie człowiek i nigdy mi nie przeszkadzało np. że w King Kongu Jacksona mija grubo ponad godzina, zanim wielka małpa pojawia się na ekranie, a w "Aliens" też ponad godzina mija, nim zobaczymy obcych. Nie mam z tym żadnego problemu. Tylko że w "Godzilli" Edwardsa nie warto było czkać. W finale zamiast obiecanej petardy wyszedł kapiszon. Przez cały film Edwards odmawia mi widoku Godzilli, żeby potem w finale też guzik było widać. Wszystko w nocy, w kłębach pyłu, tu się pokaże jakiś kawałek ogona, tu skrawek nogi, a w ogóle to patrzcie, amerykańscy wojacy idą po bombę, na pewno wolicie oglądać amerykańskich wojaków niż naparzające się potwory, co nie?
Będę szczery, ten finał to jeden z najsłabszych elementów tego filmu jak dla mnie. Do tego momentu oglądało mi się całkiem nieźle, ale jak na koniec zobaczyłem, że nawet teraz reżyser odmawia mi widoku destrukcji miasta przez potwory, to zrobiło mi się przykro :/
Ale te dwa momenty z atomowym oddechem były fajne. Chociaż tyle.
04-12-2023, 15:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-12-2023, 15:42 przez al_jarid.)





