I kuźwa dobrze, że nie doszło do kolejnego niepotrzebnego rimejku.
Idąc moją drogą - Kryst wspominał, że ksiądz z dziećmi w piwnicy u nikogo nie zapalał lampki, ale też pokazuje, że w Ameryce też nie traktowano duchownych jako bożków, jak w Polsce. Jakiś burak (no dobra, dzieci niechcący wybili mu okno, więc ma prawo być burakiem) strofuje księdza, że dorosły chłop i jeszcze duchowny bawi się z dziećmi. I na stwierdzenie O'Malleya, że zapłaci za szkody stwierdza, że księdza są bez pieniędzy :).
Dzisiejsza lewica nie znosi tego filmu, bo raz to coś pozytywnego o kościele katolickim, a dwa jest scena jak dwa podrostki trzymają żywego i świadomego indyka do góry nogami. Całkiem sympatyczne kino, którego jednak bym nie nagrodził Rycerzykiem za najlepszy film. Konflikt pokoleniowy nie odbywa się tylko na płaszczyźnie "O'Malley-Fitzgibbon", ale też O'Malley-chór chłopięcy" czy Haines nie akceptujący wyborów syna lub nie wiedzący co ma poczynić. Ks. Crosby ze swym influencerskim i luzackim podejściem i budzącym dziw u swego starego kolegi po fachu to przypominał ten kawał o księdzu-nauczycielu religii, który też chciał być "hip" - szczególnie jak stary ksiądz próbuje elegancko przeskoczyć krzewy jak Bing :). Ale też tu pokazuje jak może być fajne podejście do wiary (i nie tylko) - młodziki początkowo podchodzą do nowego księdza z rezerwą, po czym są w nim dobrej komitywie i nawet wspomniany stary klecha nawiązuje sztamę.
Dla mnie tak na raz, ale warto ujrzeć.
7/10
Idąc moją drogą - Kryst wspominał, że ksiądz z dziećmi w piwnicy u nikogo nie zapalał lampki, ale też pokazuje, że w Ameryce też nie traktowano duchownych jako bożków, jak w Polsce. Jakiś burak (no dobra, dzieci niechcący wybili mu okno, więc ma prawo być burakiem) strofuje księdza, że dorosły chłop i jeszcze duchowny bawi się z dziećmi. I na stwierdzenie O'Malleya, że zapłaci za szkody stwierdza, że księdza są bez pieniędzy :).
Dzisiejsza lewica nie znosi tego filmu, bo raz to coś pozytywnego o kościele katolickim, a dwa jest scena jak dwa podrostki trzymają żywego i świadomego indyka do góry nogami. Całkiem sympatyczne kino, którego jednak bym nie nagrodził Rycerzykiem za najlepszy film. Konflikt pokoleniowy nie odbywa się tylko na płaszczyźnie "O'Malley-Fitzgibbon", ale też O'Malley-chór chłopięcy" czy Haines nie akceptujący wyborów syna lub nie wiedzący co ma poczynić. Ks. Crosby ze swym influencerskim i luzackim podejściem i budzącym dziw u swego starego kolegi po fachu to przypominał ten kawał o księdzu-nauczycielu religii, który też chciał być "hip" - szczególnie jak stary ksiądz próbuje elegancko przeskoczyć krzewy jak Bing :). Ale też tu pokazuje jak może być fajne podejście do wiary (i nie tylko) - młodziki początkowo podchodzą do nowego księdza z rezerwą, po czym są w nim dobrej komitywie i nawet wspomniany stary klecha nawiązuje sztamę.
Dla mnie tak na raz, ale warto ujrzeć.
7/10
12-12-2023, 21:15





