Stillerowi w koncu sie udalo. W koncu nakrecil i - po dlugim pasmie takich sobie komedyjek - w koncu wystapil w autentycznie zabawnej komedii. Sukcesy filmow Wrighta i Apatowa prawdopodobnie skusily go do tego, zeby postawic na R-ke. Strzal w dziesiatke: finezyjne i soczyste bluzgi, jak rowniez coraz rzadziej spotykany w tego typu produkcjach camp, 'robia' dziesiatki tekstow i gagow tej pozycji. Ale Tropic Thunder nie tylko wulgaryzmami stoi. To rowniez naprawde niezla parodia kina wojennego ze spora iloscia nawiazan i cytatow. Zgrywa jednak na kinie wojennym sie nie zatrzymuje, ale obejmuje wiele aspektow kina amerykanskiego w ogole. Dostaje sie zatem bezwzglednym agentom, ambitnym lowcom oscarow, Akademii i jej upodobaniom, komikom gustujacym w gastrycznym humorze, czarnoskorym gangsta-pozerom, a nawet gwiazdom uzaleznionym od narkotykow. Brawa za kilka kapitalnych pomyslow, z ekspozycja bohaterow w puszczonych przed filmem zwiastunach na czele.
O Cruisie nie pisze celowo, bo juz za duzo o nim napisano w recenzjach. :)
O Cruisie nie pisze celowo, bo juz za duzo o nim napisano w recenzjach. :)
29-09-2008, 18:24





